#1 Człowiek z pasją: Maciej Majewski

Written by on Styczeń 15, 2017

MMZdjęcie: Paweł Wygoda

Dzisiejszy wywiad jest pierwszym z cyklu Człowiek z Pasją, zapowiadanym w artykule o Patagonii. Będę rozmawiała z ludźmi, którzy postanowili zrobić wszystko, żeby realizować się w tym, co kochają. Nie znajdowali powodów, żeby czegoś nie robić, a szukali sposobów, by na przekór wszystkiemu oddać się swojej pasji. Chcesz wiedzieć więcej o idei, jak przyświeca FitWork? Zajrzyj tutaj. Tymczasem zapraszam Cię na rozmowę z człowiekiem, który postanowił kiedyś, że będzie dziennikarzem muzycznym.

Maciej Majewski

O sobie pisze:

„(…) Dla mnie wszystkim jest muzyka”
Bezczelny optymista i maniak dźwięków wszelakich na drodze do spełnienia marzeń.

Mówi, że od 5 roku życia wiedział, ze jego pasją jest muzyka.  10 lat temu spotykaliśmy się na zebraniach redakcyjnych Zalewu Kultury.  Pamiętam, jak mówił – będę dziennikarzem muzycznym.  Dzisiaj jest redaktorem polskiej edycji magazynu Metal Hammer oraz serwisów internetowych  Cantaramusic.pl i Jazzsoul.pl.  Z jego opinią liczą się muzycy.  Pod jego relacjami z koncertów toczą się czasem długie dyskusje.  Trudno się dziwić – ciężko pracuje na swoją reputację. Był na blisko 1500 koncertach i przeprowadził ponad 300 wywiadów.

Cześć Maćku, cieszę się, że znalazłeś czas na naszą rozmowę. Przyznam, że przeżywam stres, bo to Ty jesteś specjalistą od wywiadów. Powiedz, ile ich przeprowadziłeś w tamtym roku?

MM: 85

Wow, robi wrażenie! Na ilu koncertach byłeś w 2016 roku?

MM: 256

Rozumiem, że jedynymi dniami, w których nie zaliczyłeś koncertu, była wigilia i wszystkich świętych ?

MM: Nie no, było tych dni więcej [śmiech]. Miałem wakacje i parę razy odpuściłem wejście na koncert, bo zwyczajnie nie miałem siły i ochoty ruszać się z domu.

Pamiętam jak 10 lat temu widywaliśmy się na spotkaniach redakcyjnych Zalewu Kultury [rybnicki magazyn kulturalno – społeczny] i każdy z nas marzył o pracy dziennikarskiej. Większość z nas zajmuje się czymś innym, a tutaj okazuje się, że Metal Hammer nie wyda numeru bez Ciebie?

MM: Bez przesady, to nie jest tak, że jestem niezastąpiony. Zazwyczaj jednak zawsze coś mam w zanadrzu. Mam tam też stałą rubrykę, w której pojawiają się moje felietony, więc przynajmniej jeden tekst do danego numeru „Młotka” zawsze mam w zanadrzu.

Piszesz też dla CantaraMusic.pl i JazzSoul.pl.  Robisz wywiady, recenzujesz płyty i koncerty. Jak wygląda Twoja praca od kuchni?

MM: To wszystko jest ze sobą najczęściej powiązane. Jeśli robię wywiad, to często w związku z nową płytą danego artysty. Za tym idzie też jej recenzja, a jakiś czas później jego koncert. Wszystko zależy od tego, z kim robię wywiad, czyją recenzję piszę i na czyj koncert się wybieram. Od tego zależy też czas, jaki poświęcam na przygotowania przede wszystkim do rozmowy.

Jak doszedłeś do momentu, w którym jesteś?

MM: Od samego początku?

Rozumiem, że to lata pracy. Wiem, że na początku wyjechałeś do Warszawy. Dlaczego od razu tam?

MM: Gdy kończyłem studia, wiedziałem, że w pewnym momencie będę musiał podjąć decyzję, gdzie dalej chcę się rozwijać zawodowo. W ostatnich miesiącach mieszkania w Rybniku zdałem też sobie sprawę, że robi się on już dla mnie pod tym względem za ciasny. O tym, że przeniosę się do Warszawy, myślałem mniej więcej od czasów liceum. Przeprowadziłem się tuż przed samą obroną pracy magisterskiej. Już mieszkając w Warszawie pisałem dalej do Zalewu Kultury przez parę miesięcy. Z czasem było tego jednak coraz mniej.

Bo w Warszawie było coraz więcej?

MM: Nie, w Warszawie miałem w pewnym momencie przerwę, która trwała prawie rok

Z czego to wynikało?

MM: Nie za bardzo wiedziałem, gdzie i do kogo ruszyć w pierwszej kolejności. Dopiero pod koniec 2009 roku mój przyjaciel Tomek „Ragaboy” Osiecki powiedział mi, że zaczął prowadzić audycję w radiu. Zasugerował, żebym też spróbował.

To był czas „Muzykamentów”?

MM: Muzykamenty to był dla mnie taki moment, kiedy siadałem ze stosem płyt, w których się zasłuchiwałem. I z tego wymyślonego przeze mnie terminu wzięła się nazwa mojej autorskiej audycji.

Którą prowadziłeś w radiu Bemowo przez – popraw mnie, jeśli się mylę – 4 lata?

MM: Najpierw prowadziłem ją w Teamradiu.pl – to było studenckie radio działające przy UW i tam prowadziłem ją od lutego 2010 do czerwca 2011. Po drodze radio przeniosło się do Wesołej pod Warszawą, a w końcu upadło. Zostałem z cofniętymi akredytacjami na festiwale i odwołanymi wywiadami i trwało to przez całe lato. Pod koniec sierpnia, kiedy byłem w jednej z wytwórni, spotkałem  koleżankę, zajmującą się w promocją. Powiedziała, że z dwoma innymi osobami z wytwórni zaczęła prowadzić audycję w radiu Bemowo.FM. Posłuchałem ich audycji, a że miałem w tamtym okresie jeden z najtrudniejszych momentów w życiu, bo przez 2 miesiące byłem bez pracy i groził mi powrót do Rybnika, poprosiłem ją o kontakt do radia Bemowo.FM. Poszedłem na przesłuchanie i zostałem przyjęty. Co więcej  – udało mi się przenieść Muzykamenty w skali 1:1 i na jeszcze lepszą porę, więc wszystko zaczęło się układać i nabierać rozpędu.

I tak się zaczęła Twoja kariera:)

MM: Nie nazwałbym tego karierą

Dzisiaj nie ma pytań o to, czy będziesz na jakimś festiwalu i będziesz recenzował koncert – dzisiaj jest pytanie – kto z Tobą pojedzie robić zdjęcia? Dzisiaj jesteś na etapie, gdzie w jednym numerze Metal Hammer ukazują się Twoje 3 artykuły, gdzie na Twoim profilu facebookowym ludzie rozpisują się pod recenzjami i ja tam widzę zacne muzyczne nazwiska. Liczą się z Twoją opinią.

MM: Ależ oczywiście, że nadal są pytania, czy pojawię się na festiwalu! To nie jest zawsze zależne ode mnie. Jestem w tej samej grupie, co inni, którzy otrzymują (bądź nie) akredytacje. Kto ze mną pojedzie robić zdjęcia, najczęściej ustalam jakiś czas wcześniej. Natomiast relacje z koncertów na moim profilu na Facebooku zacząłem wrzucać przede wszystkim dla siebie, żeby pamiętać, że w tym konkretnym dniu na danym koncercie byłem. Z czasem jednak coraz więcej ludzi zaczęło zwracać na nie uwagę. Bywa, że organizatorzy już spotykając mnie na samych koncertach, pytają, czy napiszę coś u siebie (śmiech). A czy liczą się z moją opinią? To już należałoby ich zapytać.

Jakbyś zdefiniował to marzenie, które Cię napędza?

MM: Ciekawość i głód poznawania muzyki.

Od kiedy wiedziałeś, że muzyka jest Twoją pasją?

MM: Od 5-6 roku życia.

Jak to się przejawiało?!

MM: Zacząłem świadomie kupować kasety, oglądałem MTV, czytałem prasę muzyczną, słuchałem „Trójki”.

Czy kiedykolwiek pojawił się moment wątpliwości, by wybrać inną drogę?

MM: Nie, nigdy.

Nawet, gdy na początku ta Warszawa nie była przyjazna? Pierwsze zarobki związane z Twoimi działaniami dziennikarskimi pojawiły się później, prawda?

MM: Dużo później – sporo czasu zajęło mi zdobycie kontaktów i wyrobienie sobie pewnej reputacji.

Na którą ciężko pracowałeś – na ilu koncertach byłeś w swoim życiu?

MM: Zbliżam się do ok. 1500

Wiesz, że kiedy pierwszy raz o tym usłyszałam, myślałam, że spadnę z krzesła

i zabolały mnie uszy…Ty w praktyce jesteś na kilku koncertach dziennie! Można z tego jeszcze czerpać przyjemność?

MM: Oczywiście, bo cały czas chodzę przede wszystkim na koncerty tych, których jeszcze na żywo nie widziałem i nie słyszałem.

Co jest dla Ciebie najtrudniejsze w realizowaniu swojej pasji?

MM: Czas, którego zawsze jest trochę za mało.

Ciekawa jestem jak się organizujesz, bo przecież masz jeszcze swoją pracę na etacie?

MM: Odnoszę wrażenie, że to jest mimowolnie osiągnięty stopień mistrzowski w logistyce (śmiech). Nie tylko mam pracę na etacie, ale uczę też angielskiego parę razy w tygodniu w różnych miejscach w Warszawie.

Opanowałeś metodę bilokacji?

MM: Jeszcze nie, choć wielokrotnie by mi się ona przydała [śmiech]

Powiedz, czy na Twoją świetną organizację i zarządzanie czasem wpłynęły doświadczenia z pracy w innej branży?

MM: Zauważyłem, że dużo konkretniej rozmawiam z ludźmi. Natomiast w rozmowach z moimi uczniami staram się posługiwać się prostymi komunikatami.

Stosujesz to podczas wywiadów?

MM: Tak, zwłaszcza, gdy wiem, że wywiad nie będzie trwał długo.

Nasz trwa długo?

MM: To się inaczej odbywa, niż rozmowa twarzą w twarz.

Ciekawa jestem, jakie kluczowe pytanie sam byś sobie zadał?

MM: „Dokąd to zmierza?”

Zatem dokąd to zmierza?

MM: Myślę, że finał albo nastąpi z końcem moich dni, albo w momencie, kiedy muzyka przestanie mnie kręcić.

Wnioskuję, że podróż muzyczna jest sama w sobie celem?

MM: Tak.

I to jest tajemnicą Twoich niespożytych sił? Ta radość z realizowania pasji?

Ja z natury jestem bezczelnym optymistą.

Bezczelny optymista z nieskazitelną znajomością angielskiego zostaje poproszony o przeprowadzenie wywiadu z naczelną gwiazdą Sopot Jazz Festiwal

Jak do tego doszło?

MM: Nie przesadzałbym z tą nieskazitelnością. Na pewno jest komunikatywna [śmiech]. Główna promotorka Sopot Jazz Festival zwróciła się do mnie, bo otrzymała kontakt od naczelnego Jazzsoul.pl

Dlaczego polecił akurat Ciebie?

MM: Bo wiedział, że pracowałem wcześniej w radiu, a w pierwszej kolejności chodziło o tłumaczenie wywiadu w radiu.

Skończyło się inaczej, prawda ?

Wywiad przetłumaczyłem, a artysta zauważył, że robię to dobrze, więc zwrócił na to uwagę promotorce, która poprosiła mnie o dalsze działania dziennikarskie w związku z promocją festiwalu.

Kim był ten artysta?

MM: To Greg Osby – saksofonista z Nowego Jorku, który został wybrany dyrektorem artystycznym tegorocznego Sopot Jazz Festival.

MM

Czy to było Twoje największe wyzwanie?

MM: Warsztatowo tak

Ale poradziłeś sobie wyśmienicie, bo to nie była Wasza ostatnia rozmowa, prawda ?

MM: Ta akurat była druga i ostatnia, bo w pozostałych znów pełniłem rolę tłumacza, a pytał kto inny.

Warsztat masz bardzo dobry, jak rozumiem:)

MM: Staram się.

Jak rozwijasz swoją wiedzę? Pamiętam, że nikt nigdy nie zastanawiał się, co Ci podarować w prezencie. Zawsze to była biografia jakiegoś muzyka. Zdradź, ile ich przeczytałeś?

MM: To się de facto nie zmieniło. Biografii muzycznych nadal czytam i mam bardzo dużo – ponad 300 na niemalże wszystkich półkach w moim pokoju. Lwia część została przeczytana, a sukcesywnie dochodzą nowe. Poza tym prasa muzyczna. Koleżanki i koledzy z innych tytułów  też robią swoje materiały.

Pamiętasz rozmowę, która była dla Ciebie wyjątkowa?

MM: Oj, wiele takich było, zrobiłem w życiu blisko 400 wywiadów, więc trudno wybrać jedną wyjątkową.

Może taką, z powodu której nie mogłeś spać, która była spełnieniem marzeń?

MM: Chyba pierwsza z taką naprawdę dużą gwiazdą – Glennem Hughesem, byłym basistą Deep Purple. To było jeszcze kiedy pracowałem w Teamradiu.pl. Przygotowywałem się do tej rozmowy przez kilkanaście godzin, wykorzystując też całą wiedzę, jak wówczas w związku z nim i jego twórczością miałem. Rozmawialiśmy zdaje się kwadrans lub 20 minut. Po czym Glenn wstał i w obecności człowieka z wytwórni, który na ten wywiad mnie umówił, powiedział, że obok Piotra Kaczkowskiego z Trójki, zrobiłem z nim tamtego dnia najlepszy wywiad. Wyszedłem z niego wykończony, ale byłem przeszczęśliwy.

Wyobrażam sobie, że to uczucie nieporównywalne z żadnym innym:)

MM: W tamtym momencie z żadnym

Zawsze tyle pracujesz przed rozmową?

MM: To zależy z kim rozmawiam. Bywa, że jestem na bieżąco ze wszystkimi działaniami danego artysty. Wtedy przygotowanie trwa około dwóch godzin

Zdarza się, że rozmowa się nie kręci, że nie ma flow?

MM: Oczywiście. To się najczęściej zdarza przy wywiadach telefonicznych.

No tak, potrafię sobie wyobrazić to utrudnienie [śmiech] W rozmowach na słuchawce masz chyba doświadczenie?

MM: Owszem, tych odbyłem setki tysięcy [śmiech]

Czy doświadczenie, które zdobyłeś na słuchawce pomaga Ci w wywiadach czy odwrotnie, prowadzenie wywiadów ułatwia Ci codzienną pracę z klientem?;)

MM: Na pewno doświadczenie na słuchawce bardzo pomogło mi, gdy prowadziłem audycje w radiu – ta praca bardzo rozgaduje, a ja nigdy nie wstydziłem się rozmawiać, więc tym bardziej nie było to dla mnie problematyczne.

Czułeś stres przed pierwszym wejściem na antenę?

MM: Tak, ale też byłem bardzo dobrze przygotowany, choć bez wpadki się nie obyło.

Co to była za wpadka?

MM: Powiedziałem, że muzyk grał na wibratorze zamiast na wibrafonie [śmiech].

[śmiech]

Ktoś Cię inspiruje?

MM: Już nie

Inspirował?

MM: Do pewnego momentu wspomniany Piotr Kaczkowski. Natomiast po kilku latach pracy w radiu, kiedy przekonałem się, jak to wygląda od kuchni, przeszło mi. Dzisiaj spotykam Pana Piotra na wywiadach, bo zdarza się, że rozmawiamy z tym samym artystą i mamy je np. po sobie

Co sobie mówicie dzisiaj?

MM: Dzień dobry [śmiech]

Na stronie warszawa.pl można przeczytać Twoją mapę dźwięków Warszawy. Czujesz, że zapuściłeś tam korzenie?

MM: Trudno mi powiedzieć, czy zapuściłem już korzenie w Warszawie. Na pewno się do tego coraz śmielej przymierzam. Natomiast nigdy nie miałem problemu z tym miastem. Zawsze bardzo dobrze się tu czułem.

Jakie są minusy Twojej pracy? Wybacz, ale ciągle wyobrażam sobie, że nadwyrężasz uszy;)

MM: Przede wszystkim ogrom czasu, który ona pochłania. Nie bywam na koncertach tylko w Warszawie, ale także w innych miejscach, więc wiąże się to z logistyką dojazdu, a przede wszystkim powrotu. O słuch na koncertach staram się dbać o tyle, że zwykle nie stoję długo pod samą sceną lub przy głośnikach. Zresztą wychodząc z koncertu, wkładam słuchawki do uszu i wracam do domu z grającą mi muzyką [śmiech].

Maćku, jakiego wywiadu Ci życzyć?:)

MM: Takiego, który dałby mi wolność zawodową i otworzył drogę do pełnego, niezależnego od okoliczności bytu.

Jest jakaś gwiazda, z którą chciałbyś porozmawiać?

MM: Jest ich jeszcze parę.

Podejrzewam, Metallica?

MM: Też

Maćku, dziękuję Ci za poświęcony czas, który jest u Ciebie na wagę złota

MM: Również dziękuję.

Życzę wywiadu, który otworzy Twoje drzwi do kariery jeszcze szerzej, podziwiam za wytrwałość i determinację.

MM: Dziękuję bardzo

i proszę o kilka słów dla czytelników, którzy chcą rozwijać swoją pasję, a wciąż nie znajdują na nią czasu.

MM: My mieliśmy to szczęście i szansę, że mogliśmy się rozwijać dzięki Zalewowi Kultury. Dzisiaj takich inicjatyw nie ma zbyt wiele i trzeba je tworzyć na własną rękę, co jest trudniejsze i bardziej wymagające. Generalną zasadą jest jednak to, by nie odpuszczać. Piątek, świątek, noc, dzień. To nie ma znaczenia. W swoim najbardziej intensywnym okresie spałem po 3-4 godziny dziennie, bo cały czas robiłem coś w związku z moją pasją. Rezultaty nie przychodzą od razu. Mogą pojawić się dopiero za 5, a nawet 10 lat. Ale jeżeli jest zajawka i pasja, to proszę się jej trzymać. Nie kurczowo i zawzięcie, bo oddech też jest niezbędny.

I słuchać, czytać oraz ponad wszystko myśleć, a następnie znajdować dla tych myśli uzasadnienie.

 

Aż mi dech zaparło:) Dziękuję za tę myśl – pozwolę sobie z nią zostać na dłużej. Choćbym miała dziś nie spać. To na koniec – doby co trwa 30 godzin :)!

MM: Jako matce-Polce życzę Ci właśnie dużo snu .Co najmniej!

[śmiech] Dziękuję:)

 

MM2Maciej Majewski: dziennikarz radiowy, prezenter, redaktor

Twórca Muzykamentów – 2 godzinnej  audycji muzycznej prezentującej dźwięki z różnych półek stylistycznych

Autor wywiadów, artykułów, recenzji płyt, relacji z  koncertów dla Metal Hammer, Cantaramusic.pl i Jazzsoul.pl

 


Interesują Ci wywiady z ludźmi, którzy robią coś ciekawego i podporządkowali swoje życie pasji? Już za 2 tygodnie rozmowa z pasjonatem win, który tajniki swoich zainteresowań zgłębiał przez klika lat w Walii. Dołącz do mnie i nie przegap kolejnej rozmowy!


Tagged as , , , ,



  • Marzena, bardzo zgrabnie wyszedł Ci ten wywiad, masz dziewczyno talent:). A jeśli chodzi o Maćka, to przyznaję, że szczerze i głęboko podziwiam ludzi, którzy juz jako dzieci wiedzieli jaką drogą chcą podążać. Takie osoby mogą przez długie lata zdobywać doświadczenie w jednej dziedzinie i się w niej specjalizować. Wiem, że nieładnie jest zazdrościć, ale zazdroszczę takim ogarniętym osobom:). Ja się dopiero zorientowałam po 30 stce co bym chciała robić. No ale jak to się mówi „lepiej późno niż wcale”. Miłego dnia.

    • Dziękuję! Ciekawe co by na ten temat powiedział Maciek;p Pewnie, że lepiej późno niż wcale! Ja zawsze wiedziałam, że chcę pisać, ale dopiero po drodze odkryłam inne „powołania”, które mogę połączyć z pisaniem. I wciąż otwierają mi się nowe okna. Z zaciekawieniem czekam na zmiany, jakie zapowiedziałaś u siebie:)

      • Powiem Ci, że tyle sobie zaplanowałam na ten rok, że aż mnie trochę ściska w dołku ze strachu jak sobie o tym wszystkim pomyślę:).

        Wczoraj założyłam sobie specjalny zeszyt, w którym zapisałam, co dokładnie chcę zrealizować w 2017, a następnie rozpisałam sobie jakie muszę podjąć kroki, żeby zrealizować każdy punkt. Następnie wypisałam sobie, co muszę zrobić w nadchodzącym tygodniu, żeby przybliżyć się do celu. Będę tak co tydzień wyznaczać sobie zadania.

        Stwierdziłam też, że publiczne sprawozdanie bardziej mnie zobowiąże, więc dziś rano skrót mojego planu działania opublikowałam też w Master Mindzie, do którego należę:).

        • To ja się aż boję, co to będzie za rok!:) Pewnie wytyczyłaś sobie coś ambitnego. Bardzo fajnie działanie z tą myślą, żeby codziennie robić coś, co zbliża Cie do celu. Ja chyba muszę sobie to zacząć powtarzać zaraz od poranku:) Może nie będę aż do wieczora odkładać ćwiczeń. Zaintrygowałaś mnie jeszcze tym Mastermindem, sama planuję założyć. Długo należysz ?

          • Powiem Ci, że jak sobie zapisuję, co mam do zrobienia, a potem to odhaczam, do dopiero widzę jak bardzo jestem skuteczna. Kiedy nie mam zapisane, co udało mi się zrobić, to jakos tego nie zauważam i nie doceniam.

  • Agnieszka Maciejewska

    Ja, na swoim blogu, chcę wprowadzić cykl o ludziach niezwykłych, nietuzinkowych, czasami nawet kontrowersyjnych. Niestety dopiero za ten cykl wezmę sie po obronie pracy magisterskiej, czyli gdzieś w okolicach czerwca lub lipca.
    Bardzo lubię takie wywiady, bo można się z nich dowiedzieć ciekawych informacji i poznać ciekawych ludzi.

    • Czekam zatem z niecierpliwością na ten cykl! Lubię kontrowersje:) Też lubię czytać wywiady, bo otwierają nam oko na to, jak można żyć inaczej. Jest tyle ciekawych ludzi i zawodów. Na pewno ich tutaj również nie zabraknie:) Pozdrawiam!

  • Meg

    Świetny wywiad. 🙂 Bardzo ciekawa rozmowa z ciekawym człowiekiem, a takich nigdy za wiele. Uwielbiam ludzi z pasją. Czekam na następne teksty i pomyślałam sobie, że mam nawet jedną osobę z pasją, którą mogę ci podesłać. 😉

  • Prawdziwy człowiek z pasją 🙂

  • Podziwiam osoby, które żyją swoją pasją 🙂 Bardzo lubię czytać wywiady – zawsze można spojrzeć inaczej na osobę, którą zna się tylko jako osobę publiczną. Pozdrawiam!

    • Też podziwiam! I tak, jak mówisz, wywiad zawsze przed nami otwiera człowieka i ukazuje innym niż nam się wydawało, że jest. Pozdrawiam!

  • Tacy ludzie potrafią zarazić swoją pasją, imponują mi, że z wielkim uporem realizują siebie i dzielą się, tym co najlepsze w ich branży z innymi:) Wywiad czytało mi się bardzo dobrze 🙂

    • Tak, masz rację, zarażają! Lubię otaczać się takimi ludźmi, bo sama mam więcej wtedy energii i zapału do działania:) Dziękuję za Twój komentarz, to był mój pierwszy wywiad po latach przerwy (wcześniej pracowałam w gazecie) i się stresowałam, jak to wypadnie, czy da się czytać, czy będzie interesujące:) Pozdrawiam!

  • Świetna rozmowa i cudowny blog – tyle tu wartościowych treści. Gratuluję wywiadu i czekam na kolejne takie rozmowy 🙂

    • Paulina, dziękuję za tak miły komentarz:) Kolejna rozmowa już za tydzień, będzie mi miło, jak wpadniesz:)

  • Jeśli człowiek ma pasję, to zawsze znajdzie sposób, żeby ją realizować. Pokona przeszkody, zobaczy możliwości, które wcześniej w ogóle nie istniały. Warto przedstawiać sylwetki takich osób – to niesamowicie motywujące. Świetny wywiad 🙂

    • Aniu, dziękuję:) Masz rację, pokazywanie pozytywnych przykładów nieźle motywuje:)

  • Warto wysłuchać ludzi z pasją, nawet gdy na chwilę nas do czegoś zainspirują. Czasem niespodziewanie słowo może zmienić nasze nastawienie 🙂

    • O to to, Magda, świetnie, że o tym napisałaś! Często tak mam, że coś czytam i jedno słowo mnie porywa, zmienia kierunek, inspiruje, daje kopa:) Pozdrawiam!

  • Bardzo interesująca postać. I jak dokladnie wie ile wywiadow, ile koncertów. Życzę, aby zrealizował rozmowe z Metallica:)

    • Tak, wie, bo skrupulatnie je notuje, pisze sprawozdania i liczy:) Zawsze na koniec roku pytamy: Maciek, na ilu koncertach byłeś? jego rekord to ponad 300! Prawie każdy dzień na koncercie:) Też mu tego życzę! Dziękuję za odwiedziny:)

  • Inspirujące. Podziwiam takich ludzi, którzy już od dziecka wiedzą, czego chcą i niestrudzenie do tego dążą – moja droga jest kompletnie inna. 🙂