10 książek, które dałabym uczniom zamiast „Nad Niemnem”

Written by on Lipiec 23, 2017

Wiem, że dostanie mi się za ten wpis, bo choć każdy wie, że większość uczniów Nad Niemnem nie czyta, ba ledwo przebrnie przez streszczenie, to z jakiś powodów znalazła się w kanonie lektur. I ja te powody znam, wszak skończyłam filologię polską i o mały figiel też uczyłabym w szkole. Mówię o mały figiel, bo przyszło mi to kiedyś do głowy w poczuciu misji zmieniania świata i myślenia młodych ludzi. Czułam jednak, że uczyć można na wiele sposobów, niekoniecznie tych objętych systemem, który co tu dużo mówić – doprowadzałby mnie do granic cierpliwości.

Czy szkoła uczy?

Nie od dziś wiadomo, jakie jest moje zdanie o polskiej edukacji  (nie, nie twierdzę, że wszystko jest do poprawy, zmiany i be)  i co w tym kierunku chcę robić. We wrześniu ukaże się książka Wychowanie do Osobistego Rozwoju. Scenariusze lekcji wychowawczych rozwijające kompetencje miękkie, którą napisałam z Kasią Skolimowską, propagatorką zmian w edukacji. I jestem pewna, że to nie koniec naszych propozycji służących wepchnięciu paru zmian w luki, których nie zagarnął swoimi mackami system.

Idea jest jedna – użyteczność wiedzy, jaką się podaje w szkołach i dostosowanie jej do zmieniających się realiów. Czytamy dzisiaj Lalkę Prusa, zanudzając większość uczniów (słyszałam, że najtrudniejsza do strawienia przez męską część klasy), nie ucząc jednocześnie, jak sobie radzić w cyfrowym świecie. Młodzi ludzie uciekają w wirtualny świat, w świat odurzających substancji, bo nie wiedzą, jak sobie radzić z krytyką, hejtem, brakiem miłości, wsparcia ze strony rodziców, którzy pracują od rana do wieczora. Tak, wiem, szkoła nie zastąpi rodziców i nie powinna tego robić! Ale też wychowuje, nawet jeśli ktoś ma inne zdanie. Twierdzę, że każdy nauczyciel wychowuje swojego ucznia mimochodem. Swoją postawą, przykładem i tym, co poda uczniowi. Pisała o tym Kasia, tekst odbił się szerokim echem w internecie, możecie go przeczytać TUTAJ

A gdyby tak zaserwować uczniom choć jedną lekturę, która pokaże im jak zarządzać emocjami, swoim talentem, jak nabyć pewności siebie, jak radzić sobie we współczesnym świecie? Jak zarządzać swoim czasem, jak nie bać się marzyć, jak wyjść z cienia, kiedy w domu słyszy się tylko krytykę?

Książka jest inicjatorem wszelkich zmian. Dajmy uczniom coś, co chętnie przeczytają i będzie dla nich użyteczne. Coś, co zachęci ich do dyskusji, do kolejnej książki!

Kanon lektur

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że zmiany w kanonie lektur wymagają czasu i czytanie klasyki jest potrzebne do wyposażenia się w wiedzę o zmianach, epokach, gatunkach literackich itp. Nie pastwię się nad Orzeszkową, bo sama Nad Niemnem przeczytałam z przyjemnością w półtora dnia (tak, nie spałam, czytałam!), ale jestem wyjątkiem. Już wtedy nie przeczytało jej pół klasy. Ilu uczniów czyta ją dziś?

Zrobiłam małe głosowanie wśród nauczycieli, którzy opiniują nasz projekt Wychowanie do Osobistego Rozwoju i zapytałam, z której lektury by zrezygnowali, gdyby mogli. Królował PanTadeusz, Lalka i Nad Niemnem, stąd tytuł dzisiejszego wpisu. Potraktujcie to proszę z przymrużeniem oka, znam zasady realizacji podstawy programowej. Z perspektywy dorosłej już uczennicy wiem też, że największe kroki milowe w swoim życiu popełniłam po lekcjach, które nie były schematyczne, a nauczyciele, którzy je prowadzili, byli pełni pasji i zaangażowania. Do dziś myślę w różnych sytuacjach – co na moim miejscu zrobiłaby Pani Halina Szymczyk i co pomyślałby Pan Jan Krajczok. Ich lekcje nie opierały się tylko na podstawie programowej, zawsze sięgali głębiej, rozmawiali z nami o aktualnej rzeczywistości.

A aktualna rzeczywistość jest taka, że świat pędzi, relacje skracają się do zależności, czy mi się opłaca, randki odbywają się przy komputerze, młody człowiek jak ma problem, zakłada grupę na facebooku zamiast porozmawiać z rodzicami lub przyjaciółmi, a kiedy idzie na rozmowę rekrutacyjną to na pytanie, co zrobi dla przyszłego pracodawcy, ze zdziwieniem odpowiada: no jak to? Będę chodził do pracy…

Brak umiejętności miękkich, brak rozpoznania swoich emocji, brak umiejętności sprzedaży samego siebie, nieznajomość własnych wartości, priorytetów, celów życiowych, zagubiona tożsamość w cybernetycznym świecie.

Długa droga przed każdym młodym człowiekiem, by zdefiniował siebie i swoje miejsce w życiu. Szkoda by zaczął ją dopiero po szkole…

Przedstawię Wam 10 książek, które dałabym uczniom do przeczytania w miejsce jednej lektury, której i tak nie czytają;)

1.Chcę być kimś – seria książek rozwojowych dla młodzieży napisana przez Michała Zawadkę, mówcę, aktora, trenera, copywritera, lektora, konferansjera i kaskadera filmowego. Książki Michała odpowiadają na potrzeby młodych ludzi, każda podzielona jest na 4 aplikacje np wiara w siebie, samodyscyplina, indywidualność, kim jestem. Są doskonałym wprowadzeniem do rozwoju osobistego, stawiania celów, odkrywania własnej tożsamości.

2.Pozwól, że coś Ci opowiem – bajki, które nauczyły mnie żyć – Jorge Bucay, argentyński pisarz, z wykształcenia psychiatra, wydał zbiór opowieści z najróżniejszych zakątków świata, które otwierają umysł na różnorodność, poszerzają perspektywę, pomagają zrozumieć siebie, nasze realacje, marzenia i lęki.

Fragment książki (źródło):

— No tak, czasami tak mi się wydaje. Mój związek z Gabrielą układa się pomyślnie, o wiele lepiej niż kiedyś, ale nie jest jeszcze tak, jak bym chciał. Nie wiem. Brak pasji, zapału czy urozmaicenia. Na studiach dzieje się podobnie: chodzę na zajęcia, uczę się, przystępuję do egzaminów i zdaję je. Ale czegoś jeszcze brak. Brak satysfakcji, ogólnego zadowolenia z tego, że studiuję to, co chcę. To samo jest z moją pracą. Czuję się w niej dobrze i płacą mi dobrą pensję, ale nie tyle, ile bym chciał.
— I z wszystkim tak jest?
— Wydaje mi się, że tak. Nigdy nie mogę odetchnąć i powiedzieć: „W porządku, teraz już jest dobrze”. Tak jest z moim bratem, z moimi przyjaciółmi, z pieniędzmi, z fizyczną kondycją… Z wszystkim, co wzbudza moje zainteresowanie.
— Parę tygodni temu, kiedy byłeś zaniepokojony sytuacją w twoim domu, też się tak czułeś?
— Chyba tak, ale wówczas było tyle innych większych zmartwień, że te mniejsze stały się niewidoczne. To dzisiejsze to w pewien sposób rodzaj „luksusu”, dopełnienie całej reszty.
— To znaczy, że twoje zaniepokojenie pojawia się wtedy, kiedy znikają duże problemy.
— Oczywiście.
— To znaczy, że ten problem pojawia się wtedy, kiedy nie masz problemów.
— Jak?
— No tak, kiedy wszystko układa się lepiej.
— Zdaje się, że… tak.
— Powiedz mi, Demián, jak się z tym czujesz, kiedy widzisz problem wtedy, gdy wszystko zaczyna układać się dobrze?
— Czuję się jak głupek.

3. Autobus energiJon Gordon, szanowany autorytet w dziedzinie motywowania, stworzył lekcje pozytywnej motywacji. Autobus energii zarazi Cię entuzjazem, radością i chęcią działania. Fragmentu książki możesz wysłuchać  tutaj:

Polecam tę książkę bo to nie jest zwykły poradnik dla biznesmenów i managerów – to fabularyzowana książka biznesowa, którą się czyta bardzo przyjemnie.

4. Kto zabrał mój ser – książka Johnsona Spencer’a jest kultową pozycją w świecie biznesu. Czytał ją chyba każdy manager, ja sama polecam ją każdemu zespołowi, żeby uświadomić im procesy, jakie zachodzą w człowieku, kiedy czekają go zmiany, że każdy opór można przezywciężyć i cieszyć się nową perspektywą. To wciągająca przypowieść, której bohaterami są…myszy:)

5. Gdy góra lodowa topnieje. Wprowadzanie zmian w każdych okolicznościach. John Kotter i inni. – zaraz po „serze”. Kolejna przypowieść, która opowiada o zarządzaniu zmianą z perspektywy…pingwinów. Wciągająca i pouczająca historia.

6. Zjedz tę żabę. 21 metod podnoszenia wydajności w pracy i zwalczania skłonności do zwlekania. Brian Tracy. Książka kultowa i obowiązkowa dla każdego, kto chce nauczyć się zarządzania swoim czasem. Jest krótka, napisana prostym jezykiem, uważam, że do strawienia przez młodzież. Przydatna dla maturzystów, którzy chcą zaplanować naukę, aby była efektywna i należycie rozłożona w czasie.

7. Efekt motyla. Kamil Cebulski – napisana prostym i przystępnym językiem o tym, jak jedna decyzja może zaważyć na całym życiu. Kamil Cebulski należy do najmłodszych milionerów w Polsce, swój pierwszy milion na koncie miał w wieku 24 lat.

8. Obudź w sobie olbrzyma. Anthony Robbins stworzył ponadczasową książkę motywacyjną, która uwolniła pokłady energi i siły u tysięcy ludzi.

9. Buduj swoje życie odpowiedzialnie i zuchwale – to jedna z lepszych książek Kamili Rowińskiej. Kamilę zawsze czyta się przyjemnie, szybko i co najważniejsze – z energią i gotowością do działania. Bardzo dobra książka na początek kreowania swojego życia i realizowania marzeń.

10. Tutaj Was zakoczę – to nie będzie książka, a film. Właściwie bajka W głowie się nie mieści – 1,5 godzinna bajka o emocjach, którą powinien zdecydowanie zobaczyć każdy! Zastąpi niejeden wykład o zarządzaniu emocjami. Fragment możecie zobaczyć tutaj:

 

Czekam na Wasze propozycje🙂 Nie chcę w żaden sposób dawać do zrozumienia, że którakolwiek z tych pozycji jest bardziej wartościowa od dzieła Elizy Orzeszkowej. To nie jest ranking dzieł literackich, a żadnej z tych książek nie oceniam przez jej wartość literacką. Wartością tutaj dla mnie jest to, jaki wywarły wpływ na moje życie. I nie będę bawić się w hipokryzję – Orzeszkowa nie miała żadnego, Rowińska znaczny. A przecież chcemy wychować pokolenie zaradnych, przedsiębiorczych ludzi. Pytanie, co stanowi wartość książki w wymiarze edukacji: jej walory literackie czy możliwości edukacyjne? I czy te możliwości mogą być ponadczasowe czy jednak zależne od zmieniającej się rzeczywistości?

Ciekawa jestem Waszego zdania!

 


Podziel sie, jeśli uważasz ten wpis za wartościowy. Dziękuję, Marzena. 


Tagged as , , , , , , ,



  • Jaki szkolny wpis! Jestem zdziwiona 🙂 Mile 🙂 Popieram każdą propozycję! Ja właśnie przygotowuję webinarium dla nauczycieli, w którym chciałam podjąć ten temat 😉

    • Szkolny, bo ja tych uczniów później rekrutuję i wdrażam i Orzeszkowa w niczym im nie pomaga;)

  • Piszesz, że Orzeszkowa w niczym nie pomaga – być może, sama nie byłam tą lekturą zachwycona. Jedak uważam, że literatura piękna powinna znaleźć się w kanonie lektur. W życiu nie liczy się tylko późniejsza praca i przygotowanie do rekrutacji, pieniądze, własny biznes. Potrzeba jest też wrażliwość, empatia, gust i ogólne „wyrobienie”. W przeciwnym razie wychowamy pokolenie ograniczone tylko, ze od drugiej strony. Jedynie pragmatyczne i liczące pieniadze. A tego chyba nie chcemy. Odnośnie fragmentu z p. 2. – Demian czuje sie źle, gdy wszystko sie układa, bo nie ma pasji, zainteresowań, bo nie zatroszczył sie o siebie. takie jest moje zdanie.

    • Ach, ja się z tym całkowicie zgadzam! Ja nie mówię, by zrezygnować z literatury pięknej, co więcej, jestem jej ogromną zwolenniczką. Ja tylko myślę, że przydałaby się choć jedna pozycja z zakresu kompetencji miękkich. I wcale nie musi to być kosztem Orzeszkowej:) Dziękuję Pani za głos, pięknie uzupełnia mój wpis, nie chciałabym szkoły bez wrażliwości;)

    • A ja się pytam dlaczego akurat Orzeszkowa ma wyrabiać wrażliwość? Jej opisy są nudne, nie budzą żadnej mojej wrażliwości.

      • Orzeszkowa to pretekst, przykład użyty we wpisie. Chodzi po prostu o literaturę piękną:)

        • Słowo piękna jest względne. Dla każdego coś innego jest piękne. Dla mnie akurat książki w lekturach szkolnych rzadko piękne bywały. O gustach się podobno nie dyskutuje, jednak w szkole się dyskutowało i wymuszało pisanie na ten temat. Jak więc ma już coś być wymuszone, to zdecydowanie wolę, żeby to były książki o tematyce współczesnej i motywujące do myślenia oraz twórczości własnej.

          • Literatura piękna to określenie w piśmiennictwie dotyczące dzieł literackich (w odróżnieniu np. od poradnictwa, publicystyki, informacji itp. O takie pozycje mi chodziło.

          • Wiadomo, o co chodziło. Ja tylko stwierdziłam, że to jest określenie wymyślone przez kogoś, a i te niby ,,dzieła,, też wybrane przez kogoś i latami trwają nieporuszone w szkole, bo są jak święte krowy, a może jednak ktoś taki jak obecna autorka tego bloga coś ruszy. Wtedy się okaże jak to z ,,dziełami,, poza szkołą. Ilu mają czytelników.

  • Nad Niemnem, jednak bym pozostawiła, może kluczem jest kwestia sposobu jej omawiania, moja nauczycielka poradziła sobie z tym wyśmienicie, nawet chłopców udało się jej zaangażować. 🙂
    Bookendorfina

    • Dziękuję za opinię:) tutaj nawet nie chodzi o „Nad Niemnem” tylko o ogólną ideę wprowadzenia elementów rozwoju osobistego do szkół:) We wczorajszej dyskusji zgodziliśmy się, że lekcja wychowawcza byłaby bardziej odpowiednia do tego przedsięwzięcia:) Pozdrawiam!

  • Kochana, ta 10 nie jest dla mnie zaskakująca 🙂 my matki rozwojowe wracamy do niej tak często … To mądra i doskonała pozycja 🙂 Ja generalnie jestem fanką animacji. Tych dla dzieci i dla dorosłych, bo niosą w sobie dobre przesłania i serducho mocniej bije, gdy połączymy piękną kolorową wizję ze wzruszeniem. Co do lektur. Ja też przeczytałam „Nad Niemnem” bez wielkiego problemu. Natomiast „Lalka” mnie dobiła. Nuda, nuda, nuda 🙁 Za to „Chłopi”!!! Najlepsza mrożąca krew w żyłach opowieść o miłości, zdradzie, pieniądzach, życiu i smierci jaką czytałam (ale chyba tylko ja tak myślę :)). Kiedy patrzę na kanony lektur i zmuszam moje dziecko do przeczytania „Akademii Pana Kleksa” to czuję sie nieswojo, bo wiem, że właśnie zabijam w nim chęć czytania. Pan Kleks niestety chyba się już postarzał w świecie LOLa, Assasinów, Harrego Pottera i Minecrafta. I tutaj jest chyba błąd. W ocenie możliwości naszych najmłodszych. Ja też jestem wielką heretyczką, bo ostatnio stanęłam w obronie młodzieży w towarzystwie innych koleżanek. „Oni są bezmyślni, nie czytają, tylko wlepieni w te komputery i komórki”. Ano tak. Myślą obrazami. Myślą szybciej, ale bardziej płytko. I czyja to wina? Chyba nie ich, lecz tych, którzy ich wychowują, rodziców, szkół, mediów. Podajemy im przegryzioną papkę, a potem nagle chcemy, żeby wyrosły im kły. Ewolucja jest bezlitosna, także w temacie czytania. Z natury rzeczy upraszczamy sobie życie i tutaj jest tak samo. Czytanie to wysiłek, a czytanie nudnych wypocin sprzed 100, czy 200 lat to dla młodych ludzi często strata czasu i przede wszystkim coś co nie ma sensu. Jeśli chodzi o książki, które bym im podała, to tak, zdecydowanie rozwojowe. Myślę, że czasami niepozorne przypowieści i bajki z różnych stron świata, takie stare i tradycyjne, niosą w sobie ważne treści i mogą sie podobać, bo sięgamy teraz często do mądrości innych kultur i religii. Jako dziecko chyba z 10 razy przeczytałam „Dar rzeki Fly”, zbiór baśni z różnych stron świata. Pamiętam je do dzisiaj i wiem, że jeszcze do nich wrócę. Każda z nich jest metaforą i pokazuje różne ludzkie oblicza i wartości, wszystkie z różnych stron świata i różnych kultur.
    Marzena, wybacz, ale przy kawie zasiadłam i się rozpisałam …
    Nie mam mądrej puenty 🙂 Jedyne co mogę powiedzieć to, że w kanonie lektur także powinien obowiązywać szacunek do czytelnika i jego czasu, nawet, gdy ten czytelnik ma tylko 8 lat 🙂
    Buziaki <3

    • Basiu, Twoja puenta jest przepiękna! I metafora z kłami mi się podoba:) Trudno się dziwić, że młodzież w dobie pędzącego świata chce oszczędzać czas…dla nich to przecież naturalne.

  • Magdalena Palmowska

    Wśród pozycji, które wskazałaś są takie, które faktycznie mogłyby wesprzeć młodego człowieka w samorozwoju i wspomóc go na drodze trudnych życiowych wyborów, chociażby dotyczących ścieżki kariery odpowiedniej do jego predyspozycji, talentów, marzeń, potrzeb, wartości.
    Popieram pomysł. Wierzę, że jest możliwe wprowadzenie zmian do szkół – chociaż to już jest kwestia otwartości nauczycieli, ponieważ nie sądzę, żeby w systemie takie zmiany w najbliższych latach mogły mieć miejsce…Ale na lekcji wychowawczej nauczyciel może stać się dla swoich uczniów inspiratorem… Może chociażby polecać im książki wartościowe, nie muszą ich nawet „przerabiać”.

    • Magda, dokładnie! mnie bardziej chodziło o samą ideę, że można coś dorzucić od siebie, choćby listę ciekawych książek, zmieniających myślenie. I tak, jak mówisz- to kwestia każdego pojedynczego nauczyciela, niekoniecznie zmiany systemu.

  • Marzenko, wiesz, że na Twojej liście są pozycje, które podsuwam moim nastolatkom? Znaczy, że ze mną wszystko OK. Bo momentami się zastanawiałam, czy nie przesadzam. 😀
    Uściski :*
    PS. I czekam na Waszą książkę 😉