124 rodzaje niczego

Written by on Październik 19, 2016

para ręce

Gdyby zapytać kogokolwiek o definicję bliskości padłyby stwierdzenia o miłości, przyjaźni, wsparciu, uczciwości, wspólnych zainteresowaniach, doświadczeniach, wspólnym spaniu, spędzaniu czasu, zawierzaniu swoich sekretów. Dzieleniu się radością i smutkami, poleganiu na sobie, poczuciu, że komuś na nas zależy.

Gdyby zapytać czy potrafimy być blisko większość odpowiedziałaby, że tak.

Gdyby zapytać, co robimy, żeby być bliżej, większość potrzebowałaby chwili, żeby odpowiedzieć. Gdyby zapytać o ile bliżej jesteśmy z kimkolwiek, biorąc pod uwagę rok czasu, mogłaby nam odpowiedzieć cisza. Gdyby pomóc pytaniem – co dla Ciebie znaczy być bliżej- moglibyśmy wziąć udział w przełomowej dyskusji dla któregoś z Was.

Roman, mnie o nic nie chodzi!

Być blisko. Tego uczę się dopiero od dwóch lat. Bo gdy mamy przy sobie dorosłego człowieka, który może nam powiedzieć co go boli, męczy, czego oczekuje, co lubi, czego nie lubi to sprawa wydaje się prosta. Komplikuje się oczywiście kiedy mamy  mężczyznę myślącego o osławionym  niczym i kobietę, której o nic nie chodzi, tak tylko milczy. To jednak nie przekreśla komunikacji, zawsze można do szuflady NIC wcisnąć obcas i rozwiesić firany, a do puszki Pandory – Roman mnie o nic nie chodzi na litość boską – wpuścić ocet z sodą i zalać gorącą wodą. I jakoś tak się dogadujemy, jesteśmy blisko, bo przecież realizujemy wspólne cele, budujemy dom, rodzimy dzieci,  wyjeżdżamy na wakacje, wciąż zmieniamy naszego rupiecia na nowe auto, co 3 lata toczymy boje o malowanie mieszkania, milczymy, kłócimy się, kochamy, chodzimy do kina, jemy tłusty makaron i tak nam ta bliskość po brodzie kapie.

Berendowicz & Kublin w łóżku

A tu nagle masz maleńkiego człowieka, którego jedynym językiem komunikacji jest płacz. Płacz jak jest zimno, jak ciepło, jak głodny, jak samotny, jak się boi, jak się nudzi, jak go wierci metka, jak razi światło. Płacz, jak jest pobudzony, płacz jak przerażony. Jak więcej ogarnia, jak boi się kolorów, dźwięków, zapachów. Jak zmienia się rutyna. Jak nie radzi sobie z emocjami, jak nie wie, że to co właśnie przeżywa  to złość i frustracja i my w dorosłym świecie wyrażamy ją inaczej niż tupiąc nogami i kładąc się na chodniku pełnym ludzi. Jak niezaspokojona ciekawość wylewa się pokładami agresji, jak nieutulone poczucie bliskości budzi go 6 razy w ciągu nocy. Jak wtedy być blisko? Jak zrozumieć, wytłumaczyć, dotrzeć? Nigdy nie byłam osobą słynącą z pokładów cierpliwości, ale trafiła kosa na kamień i musiałam się nauczyć. Nauczyć się efektywniej słuchać, kontrolować swoje emocje bo jak mam tego wymagać od maleńkiego człowieka skoro sama sobie nie radzę? Musiałam nauczyć się opanowywać stres, zmęczenie, wykazywać się zrozumieniem dla czyiś uczuć, choćby nie wiem jak dramatycznie zostały okazywane. Całe studia z coachingu nie dały mi tyle ćwiczeń z uważności na drugiego człowieka co rodzicielstwo. Żaden najtrudniejszy dzień w życiu nie wymagał ode mnie liczenia do 100 sto razy, jak ten, kiedy musiałam stanąć przed malutkim człowiekiem, popatrzeć mu w oczy i zrozumieć co czuje, żeby odpowiedzieć na jego potrzeby. Żadna mądra książka nie wytłumaczyła mi co znaczy bliskość z dzieckiem póki nie oddałam 3/4 swojego łóżka małym stópkom, żeby mogły bezkarnie bawić się w berendowicz & kublin na mojej głowie.

124 rodzaje Niczego

Ale nie. To nie będzie kolejny wpis o budowaniu bliskości z dzieckiem, od tego mamy Księgę Rodzicielstwa Bliskości Searsów, Agnieszkę Stein i masę świetnych blogów parentingowych. Od tego mamy Julla i swoją intuicję. Ja chcę Wam powiedzieć  jak budowanie bliskości i więzi z dzieckiem wpływa na życie dorosłych. A wpływa tak, że nie złościsz się w aptece na staruszki – wie Pani, ta maść taka zielona była, no mówię zielona i 2 zł kosztowała – tylko czekasz w tej swojej kolejce po zdrowie słuchając podcastu na smartfonie albo zmieniasz aptekę. Trochę mniej się złościsz na teściową, kiedy 50 raz chce Ci ofiarować garnek zupy, zajrzeć do szafek okiem perfekcyjnej i ułożyć plan dnia. Częstujesz swoją zupą, szafki otwierasz na oścież mówiąc, że właśnie porządkujesz, a odwiedziny bardzo chętnie najlepiej zapowiedziane bo z  reguły macie harmonogram na cały tydzień. Nie denerwuje Cię, że Mąż woli mecz od Twoich kuchennych opowieści. Widzisz w nim tę samą dziecięcą radość, co w Waszym dwulatku.  Podajesz obiad i cieszysz się czasem dla siebie. Słuchasz go bardziej. Potrafisz rozróżnić 124 rodzaje Niczego. Kiedy on się nie odzywa cały dzień i na pytanie o czym myślisz rzuca swoje flagowe o Niczym. To wiesz czym ono jest, bo słuchałaś go wczoraj, przedwczoraj i jeszcze tydzień temu. Zauważałaś zmęczone oczy, pewną osowiałość w rozmowach, milczące uśmiechy. I nie boisz się otworzyć puszki Pandory bo nawet jeśli będzie tam jakieś pełzające ustrojstwo to nie będzie tego wiele. Poradzicie sobie.

Panie Janie, niech Pan wstanie…na rozmowę

Wiesz jak ważne jest budowanie relacji i ciągłe jej odżywianie. Widzisz to na przykładzie dziecka. Nie masz czasu jednego wieczoru i następnego  woli się bawić z tatą. Nie poświęciłaś mu uwagi w tym tygodniu? Łapiesz się na tym, że nie wiesz, co w przedszkolu, czy wymienili się z Maciusiem autkami, czy śpiewali Panie Janie, czy zbudował największą wieżę z klocków.

I tu się pojawia się haczyk. To, że nie musimy dociekać, co boli naszego rozmówcę powoduje, że jesteśmy na niego mniej uważni. Niby wystarczy rozmowa, ale ile jej jest? Rozmawiasz codziennie minimum 15 minut tylko i wyłącznie z partnerem bez rozpraszaczy? Rozmawiacie przed położeniem się spać? Jest dorosły, więc nie odsunie się od Ciebie następnego dnia. I kolejnego również. Jest dorosły, więc nie powie jak dziecko – odejdź, ja chcę tatę.

Zobacz dziecko

Jest dorosły, więc powie – nic się nie stało.

Wie, że miałaś ciężki dzień, że jesteś zmęczona, że szef Cię wkurzył.

Ale Ty też wiedz o nim najwięcej. Odwzajemniaj zrozumienie. Rekompensuj brak zainteresowania.  Pochyl się nad dorosłym jak nad dzieckiem. Zaskoczy Cię, co zobaczysz.

Rozwiążesz trudne problemy, kiedy będą jeszcze łatwe. Wyprzedzisz prozę życia.

Bądź bliżej!


Tagged as , , , , , ,



  • Bardzo fajny wpis ☺
    Niestety, po tylu latach nauki cierpliwości, teściowa (cudowna kobieta, ale tak serio serio) jednym zdaniem potrafi wyprowadzić mnie z rownowagi:
    – Zupę wam ugotowałam.
    – Ja też zrobiłam – odpowiadam.
    – Ale moja jest świeża.
    – Super, bo ja właśnie ugotowałam starą. 😉

    • Marzena Kud/Fitspirit

      Hahah, u mnie podobny dialog z tą różnicą, że: ale moja jest ze świeżej kury. I potem zależy, czy to dzień w którym pierwiosnki wychodzą mi uszami, czy dzień, w którym od rana moja cierpliwość jest poddawana próbie.

  • Podoba mi się zakończenie, zachęca do patrzenia na związek z trochę szerszej perspektywy.

    • Marzena Kud/Fitspirit

      Poszerzanie perspektywy to zawsze dobry pomysł:)

  • Podoba mi się Twoje podejście (chodź się zaprzyjaznimy, piekę idealną karpatkę!).
    Pewnie podoba mi się dlatego, że od dziecka rozróżniam różne odcienie niczego i, jest nadzieja, może mały człowiek który się kiedystam pojawi w naszym domku, nie stanie się niezrozumiałą fabryką zużytych pieluch 😉
    Boję się macierzyństwa, a Ty dałaś mi nadzieję 🙂

    • Marzena Kud

      Piszę się na tę karpatkę!:)