#2 Człowiek z pasją: Ireneusz Goleniowski

Written by on Luty 1, 2017

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Człowiek z pasją to cykl wywiadów z ludźmi, którzy swojej pasji podporządkowali codzienność. Albo codzienność zamienili w pasję. Niektórzy wiedzieli od małego, co chcą robić (przeczytaj inspirujący wywiad z Maćkiem), inni odkryli swoje powołanie później. Każdy z nich ma swoją Patagonię. Dzisiaj rozmawiam z Irkiem, który czyta nie tylko książki, ale coś, co z pozoru nie ma liter…

Ireneusz Goleniowski

Sam o sobie: Pasjonat wina.

Z Irkiem spotykamy się w jego królestwie, gdzie spoglądają na nas różne historie zamknięte w szklanych butelkach. Irek potrafi je odczytać. I opowiedzieć tak, że wieczór przy lampce wina zamienia się w podróż do słonecznej Toskanii w sercu Włoch lub hiszpański festiwal wina.

Ile win spróbowałeś w swoim życiu?

Dużo, nie liczę, ale przyznam, że mogłem przekroczyć już liczbę tysiąca.

Przyznaję, że robi wrażenie. Jest takie wino, o którym marzysz?

Marzy mi się wypić wino z pierwszej połowy XX wieku. Ale takie które jest oczywiście w dobrej kondycji do wypicia, bo wnioskuję, że jest znacznie więcej win, które już nie są, zważywszy na upływ czasu i nieodpowiednie przechowywanie.

Pamiętasz wino przy którym zaczęła się Twoja pasja?

Zdecydowanie tak. Podczas kolacji, kiedy obsługiwałem serwis w restauracji czterogwiazdkowego hotelu na Północy Walii. Pewien dostojny gość, po tym jak zaprezentowałem mu butelkę białego wina z Burgundii, z pełną powagą zakomunikował mi, że źle wymawiam nazwę regionu, a zarazem samą nazwę wina, z którego ono pochodziło. Chyba niezbyt zaimponowałem mu swoją ówczesną wiedzą, ale to był właśnie moment, w którym pojawiła się we mnie ta pierwsza iskra.

tuscany-428041_1280

Jak to się stało, że znalazłeś się w Walii?

Kiedy miałem 19 lat, pojawiła się perspektywa studiowania w Katowicach, ale bardzo kusił mnie w tamtym czasie pomysł wyjechania do UK. Przyznam, że patrzyłem z zazdrością na kolegów wracających na chwilowe urlopy do Polski, a już mieszkających  na Wyspach. Byli modnie poubierani i tryskali jakąś nową, ekscytującą energią. Poza tym w domu mama z siostrą zawsze dbały o to, żebym nie musiał sam gotować, ciuchy miałem zawsze wyprasowane i złożone w kosteczkę, a w pokoju porządek jak w 5* hotelu. Za wiele nie musiałem wtedy robić. Te okoliczności sprawiły, że pojawiło się we mnie silne pragnienie wzięcia stu procentowej odpowiedzialności za samego siebie i udowodnienia wszystkim wokół, że potrafię być samodzielny. Jeśli chodzi o samą Walię, to trafiłem tam jak wielu rodaków, dzięki ,,siedzącym” tam już znajomym, którzy postanowili mi pomóc.

Rozumiem, że pobyt tam umożliwił Ci zgłębianie swojego hobby?

Jak najbardziej. Faktem jest, że na wyspach posiłek i wino to nieodłączna para, analogicznie do krajów śródziemnomorskich. Od samego początku, czyli na przełomie lat 2005/2006, miałem szczęście pracować w hotelu z bogatą kartą win, w której znajdowały się trunki z najważniejszych, klasycznych regionów Francji, Włoch czy Hiszpanii, a ja mimo słabego doświadczenia, nie bałem się ich serwować. Po jakimś czasie pracodawca wysłał mnie na prestiżowy kurs, dzięki któremu zorientowałem się, że moim głównym narzędziem pracy podczas wieczornych serwisów stał się korkociąg, a charakterowi mojego zajęcia bliższa była już sylwetka sommeliera, aniżeli kelnera.

Jak to jest z tym sommelierem? Zaoponowałeś, kiedy chciałam Cię tak zapowiedzieć.

Tak. Sommelier kojarzony jest z profesjonalistą pracującym w restauracji, a jego najważniejsza rola to doradztwo w zakresie dobierania wina do posiłku oraz jego podawanie. Często też zajmuje się takimi rzeczami jak komponowanie karty win, czy zamawianie towaru. I to jest prawidłowe skojarzenie.

Ja natomiast jestem przedsiębiorcą, zajmującym się handlem winami, chociaż przez lata pracowałem w restauracjach właśnie w charakterze sommeliera.

To chyba nie jest popularny zawód w Polsce? Czytałam, że w Warszawie jest parę lokali, gdzie takie stanowisko się utrzymuje…

Masz rację. W Polsce nie jest to najpopularniejszy z zawodów, chociaż  to się zmienia wraz z rosnącą liczbą ambitnych restauratorów. Wyjątkami są wspomniane przez Ciebie miejsca, starające się o najwyższe wyróżnienia na polskiej, jak i światowej mapie kulinarnej. Natomiast w wielu restauracjach na świecie typu ,,fine dinning”, zatrudniony sommelier to norma, której należy się spodziewać.

Jak Twoim zdaniem wygląda kultura picia wina w naszym kraju?

Myślę, że przed nami jeszcze daleka droga, żeby wino stanowiło taką normę przy wieczornej kolacji, jak ma to miejsce w krajach skandynawskich czy śródziemnomorskich. Jest to podyktowane wieloma aspektami. Warunki ekonomiczne Polaków i fakt, że nasz rynek wina jest np. dziesięć razy mniejszy od niemieckiego, co wpływa na to, że wino jest u nas droższe. Polska nie posiada również zbyt łaskawego klimatu dla uprawy winorośli, co już zapewne dawno dałoby rozkwit popularności wina. Choć są śmiałkowie, którzy powołując się na efekt cieplarniany, wnioskują że za 50-60 lat w naszym kraju panować będą doskonałe warunki do jego uprawiania.

Istnieje jednak wiele pozytywnych stron. Od paru dobrych lat mamy już solidny trzon entuzjastów wina w Polsce, ludzi z branży, piszących, edukujących i organizujących imprezy oraz degustacje w całym kraju, i dzięki temu amatorzy wina coraz śmielej poszukują nowych wrażeń z przeróżnych zakątków świata. Generalnie cały czas mamy tendencję wzrostową, chociaż jest to raczej leniwy niedzielny spacer w stronę wysoko rozwiniętej kultury wina w naszym kraju niż sprint szanownego Usaina Bolta.

Możesz polecić jakiś polski festiwal wina lub polską winnicę? Kilka lat temu byłam na degustacji win w Łodzi i poczęstowano nas winem z jednej z polskich winnic. Przyznam, że pamiętam do dzisiaj jego smak i sporo mogłabym zapłacić za butelkę.

Oczywiście. Jednym z festiwali, który gorąco polecam, to Noe Festiwal, co roku odbywający się w Katowicach. Ten nadchodzący odbędzie się 1 kwietnia, a organizatorami są między innymi osoby, tworzące naszą sieć sklepów Winoznawcy.pl. Jest to pro edukacyjny festiwal, na którym zawsze odbywa się wiele prelekcji pasjonatów i profesjonalistów z branży. Przedstawiciele winnic i importerów częstują swoimi trunkami. Jeśli chodzi o polską winnicę, to istnieje już sporo miejsc robiących ambitne wina, których nie należy się wstydzić na scenie międzynarodowej. Mówię tutaj o takich nazwach jak Srebrna Góra, winnica Chodorowa (Małopolska) czy winnica Turanu (Zachodnio – Pomorskie), chociaż ta ostatnia to mocna ekstraklasa pod względem jakości, a co za tym idzie, dość wygórowanych cen.

ripe-grapes-in-vineyard-picjumbo-com

Ile najwięcej zapłaciłeś za butelkę wina?

Kiedyś zapłaciłem 600 zł za pojedynczą butelkę francuskiego wina z Bordeaux.

Wino do posiłku czy bez?

Dla mnie zdecydowanie do posiłku oraz po.

Zawsze mam problem z kieliszkami, nigdy nie pamiętam, które do jakiego wina.

Jeżeli jesteśmy w restauracji i obydwa rodzaje stoją przed nami, to do małego ląduje wino białe, a do większego czerwone. To jest przyjęta zasada, może pokazująca wyższość wina czerwonego nad białym. Natomiast wino wzmocnione, typu Sherry czy Porto należy podać w kieliszku o wydłużonej nóżce, o mniejszej pojemności około 100 ml. Kieliszek do szampana czy też wina musującego to chyba najłatwiejsza kwestia.

Wróćmy do Twojej pasji, bo przecież wróciłeś do Polski i postanowiłeś kontynuować swoją fascynację winem. Kiedy pojawiła się myśl o założeniu sklepu?

Było to pod koniec mojego długoletniego pobytu w Walii. Chciałem wrócić do kraju na studia i zmienić nieco bieg swojej kariery zawodowej. Tak się złożyło, że swoją przyszłą żonę poznałem w czasie jednego z dłuższych urlopów w Polsce. Po tym jak się poznaliśmy, zagęściła się częstotliwość moich lotów na trasie Bristol-Katowice, a u Romany (imię żony) w drugą stronę. Pojawiły się plany powrotu do kraju, nie miałem pewności, co będę robić, bo za pierwszym razem nie znalazłem pracy. Czułem się niepewnie w prowadzeniu własnej firmy, ale wtedy moja przyszła żona zapytała mnie, jakie jest moje marzenie… no i odkryłem, że zawsze lubiłem wyobrażać sobie siebie jako osobę, która ma swój niepowtarzalny sklep z winem. Romana wszczepiła we mnie wiarę, że to może się udać. W czasie jednej z jej wizyt w Cardiff wspólnie przygotowaliśmy biznes plan i tak jakoś się zaczęło…

I na szczęście dla wszystkich ceniących dobre wino  trwa. Bywało jednak różnie, wiem, że zmieniałeś lokalizację, to Twój trzeci sklep, prawda?

Biorąc pod uwagę fakt, że sprzedaż wina w Polsce, w relatywnie małym mieście jakim jest Rybnik, nie jest zbyt lukratywna, zdecydowanie nie motywują mnie wysokie przychody, choć rachunek ekonomiczny musi się zgadzać, żeby sklep miał oczywiście sens. Moja nieugiętość wynika chyba z tego, że kocham ludzi i jestem dumny z tego, że mogę im oferować świetny produkt, jakim jest jakościowe, smakowite wino. Wiem, że w naszym mieście mieszkają osoby, dla których nie ma nic przyjemniejszego po długim tygodniu pracy niż otwarcie smacznego wina w gronie najbliższych. Takim klientom zależy na jakości.

Wierzę, że o tę właśnie jakość, która przejawia się w wielu różnych aspektach i elementach naszego życia, powinno się zabiegać. A ja mam za zadanie dbać właśnie o jakość w winie.

Zdecydowanie wyznaję teorię, że warto zrobić coś na początku parę razy źle, jeżeli w grę wchodzi realizacja prawdziwego marzenia.

To się pokrywa z zasadą, którą ja wyznaję: Zrobione lepsze od doskonałego [śmiech]. Rozumiem, że wciąż się szkolisz. Jak to wygląda, bierzesz codziennie do domu jedną butelkę nowego wina?[śmiech]

Może nie codziennie [śmiech], ale faktem jest, że często w naszym domu otwierana jest butelka wina. Zawsze staram się najpierw ocenić wino, zrobić notatki, zanim zacznę się nim rozkoszować. Regularne degustowanie win z własnej oferty bardzo pomaga mi w autentycznych rekomendacjach podczas pracy i myślę, że klienci pozytywnie przyjmują fakt, że odnoszę się do własnego doświadczenia, aniżeli przekazuję tylko informację, którą mogą znaleźć w Internecie albo książce.

Czym się różni picie wina od kosztowania innych alkoholi?

Ciekawe pytanie, choć niełatwe. Wszystko sprowadza się do stopnia otwartości zmysłów na doznania wzrokowe, zapachowe, czy też smakowe. Istnieją np. kiperzy, który delektują się różnymi rodzajami wódek, dlatego nie należy twierdzić, że inne alkohole nie dają takich możliwości.

Jednak między osobą degustującą, a winem istnieje bardzo przyjazny pomost, co niekoniecznie jest możliwe przy smakowaniu innych alkoholi.

Chodzi o bogactwo wrażeń. Warto zwrócić też uwagę na inną, bardzo istotną różnicę. Pijąc wino, miewamy tendencję dawania sobie więcej czasu na przyjemne i rozciągnięte w czasie delektowanie się. Nie bez znaczenia jest też fakt, że wino po otwarciu stopniowo zmienia się dzięki utlenianiu i często dopiero po paru godzinach osiąga najlepszy smak. Zdecydowanie warto na to poczekać.

Mówisz, że czytasz wino, zdradź coś więcej…

Tak, to taka metafora, której użył kiedyś pewien klient i bardzo mi się spodobała. Sprowadza się to do świadomej degustacji wina. Żaden inny owoc po procesie fermentacji nie przysparza nam okazji do odkrywania takiego wachlarza aromatów i smaków, jak robi to właśnie winogrono. Zazwyczaj podczas takiej degustacji stajemy się sami dla siebie narratorami, czytając swoje zmysłowe wrażenia z obcowania z winem. Oceniamy jego barwę, to jak się mieni, czy jest ciemne, nieprzeniknione czy raczej prześwituje. Następnie zastanawiamy się nad owocowymi aromatami, jakie możemy rozpoznać, nutami zapachowymi, które pojawiają się dzięki dojrzewaniu w dębowej beczce, czytamy jego teksturę, trwałość, ton, wyrazistość, czas z jakim jego smak jest w stanie pozostać na naszym podniebieniu już po jego połknięciu. Mógłbym tak bez końca.

kaboompics.com_White wine in wine glasses on wooden table

I to dzięki temu ludzie do Ciebie wracają. Mówią, że sprzedajesz im wino z historią. Jak dobierasz wino do klienta?

Na różne sposoby. Jeżeli chodzi o kwestię budżetową, to półki po jakich wędruje wzrok klienta, podpowiadają mi, w jakich cenach ma zwyczaj wina kupować. Uważam, że to dość wrażliwa kwestia, którą należy nauczyć się subtelnie badać. Ważne jest, aby zadawać trafne pytania, które nakierują mnie na preferencje. Na szczęście gust stałych klientów tak często i gwałtownie się nie zmienia.

Są jakieś minusy Twojej pasji?

Tak. Często pracę muszę zabierać ze sobą do domu…

Mówisz o winie? [śmiech]

A tak na poważnie, to wierzę, że każda pasja przekuta w biznes posiada elementy, które wykonuje się mniej chętnie. Chyba tym największym jest fakt, że klienci często kupują wino po pracy, co determinuje moje późniejsze godziny otwarcia sklepu. Wracam do domu w okolicach 20.00 i muszę zrozumieć, że dla dzieci to jest czas wyciszania przed snem, mimo że ja chciałbym nadrobić rozłąkę i się z nimi pobawić.

Innym minusem są ceny niektórych wspaniałych win, bo wielu z nich chciałbym oczywiście spróbować. Jednak to znaczy, że te najlepsze wina są jeszcze przede mną [śmiech]

Aktualnie najdroższe wino świata?

Sześciolitrowa butelka czerwonego wina Screaming Eagle Cabernet Sauvignon z 1992 roku, sprzedana w 2000 roku, w domu aukcyjnym w Dolinie Napa (Kalifornia) na aukcji charytatywnej za 500 tysięcy dolarów.

Ktoś sobie zrobił ładny prezent [śmiech]. A Ty czego sobie życzysz?

Z pewnością wielu podróży, które jak żadne dostępne mi życiowe bodźce, potrafią mnie wzbogacić o nowe spojrzenie na otaczający świat. Uwielbiam różnorodność ludzi, kultur, zwyczajów. Chyba też dlatego tak bardzo lubię wino, bo jego świat jest pełen odmian i różnic.

Chciałbym być również na tyle umiejętny, ażeby kultywować i na nowo odradzać stracone już cechy, które posiadają dzieci. To chyba najlepszy sposób na przeżywanie życia. Tu i teraz.

Przede wszystkim zaś, życzę sobie jak najdłuższego życia w pokoju i zdrowiu u boku żony i dzieci.

Co Ci przyświeca?

Miłość. Ta emocjonalna, we mnie. I może zabrzmi to dziwnie, ale wydaje mi się że mieszka ona w okolicach naszego brzucha. Tam, gdzie mieści się nasz drugi, emocjonalny mózg, o którym piszą ostatnimi czasy światowi naukowcy, badający nasze fascynujące ciało.

Bo jak inaczej nazwać naturalną emocję, która sprawia, że na widok żółtych kwiatów lub spadających liści patrzymy z takim spokojem, ciepłem i entuzjazmem?

alcohol-1853380_1280

Wino pomaga w tej miłości?

Akurat do tej nie potrzebuje wina [ śmiech ]

Co jest dla Ciebie miarą sukcesu?

Postawa życia, objawiająca się w szukaniu okazji do dawania, aniżeli brania. Nie ma chyba lepszego paliwa niż świadomość, że jesteśmy komuś potrzebni, pomocni, że poprawiamy jakość czyjegoś życia. Myślę, że właśnie kultywowanie takiego stylu bycia to miara sukcesu.

Zwyczajowo zapytam Cię o radę dla czytelników, którzy wciąż wahają się podążać za swoją pasją?

Kiedyś ktoś mądrze powiedział ,,Spokojne morze nie uczyni Cię dobrym żeglarzem”, dlatego zachęcam wszystkich do walki o te marzenia na przekór pojawiającym się przeszkodom. Z porażkami trzeba się oswoić, bo one z pewnością nie znikną, tak jak podatki [śmiech], a jednocześnie kryją w sobie wielką moc. Potrafią nas wzbogacać i pozornie oddalając, tak naprawdę przybliżają nas do upragnionego celu.

Sądzę, że w podążaniu za swoją pasją, bardzo istotne jest również to, żeby nie marnować czasu na poprawianie swoich słabszych cech, a raczej inwestować w swoje naturalnie mocne strony. Dzięki temu staniemy się w pełni autentyczni wobec świata, a co ważniejsze, samych siebie.

Uważam, że tak jest najlepiej.

I jeszcze jedno: jakie wino zabrałbyś ze sobą na bezludną wyspę?

Z pewnością przydałoby się coś białego i ekstra orzeźwiającego, bo jest szansa na dobrą pogodę, zgadzasz się? [śmiech]

Chętnie spakowałbym też butelkę czerwonego wina z Burgundii, Romanée-Conti Grand Cru z rocznika 1978. To wyjątkowo rzadka i niesłychanie seksowna butelka wina. [śmiech]

Dziękuję za rozmowę!

irekIreneusz Goleniowski

 

Miłośnik wina

Właściciel Sklepu z winami

 


Już za 2 tygodnie kolejna inspirująca postać. Nie przegap, dołącz do mnie na facebooku.


 


Tagged as , , , , ,



  • Inspiracje dla szkoły

    Wywiad gigant! Czytałam z zapartym tchem, mimo, że tematyka wina mnie nie interesuje 😉 Gdy przeczytałam 600 zł – pomyślałam – istne szaleństwo!!! Ale jak moje oczy ujrzały kwotę 500 tysięcy dolarów, padłam!!! Jednak, gdy przeczytałam o tym, że jelita to drugi mózg, poczułam taką jedność z Twoim rozmówcą! 🙂

    • Tak, w tym temacie się zgadzamy wszyscy chyba:))

  • Niedawno miałam okazję być na krótkim pokazie-szkoleniu picia wina. Ile rzeczy się nie wie! A jak łatwo można zwiększyć przyjemność z picia tego trunku!

    • Joanna, to prawda! Cała przyjemność w delektowaniu się;)

  • Beata Nowicka-Misiewicz

    Bardzo przyjemny wywiad 🙂 Gratuluję. To fajnie rozmawiać, którzy żyją swoją pasją na co dzień, prawda? Pozdrawiam 🙂

    • Bo przyjemny człowiek, dziękuję;) Tak, uwielbiam z takimi ludźmi rozmawiać, uważam te rozmowy za niezwykle karmiące:)

  • Tryskająca pozytywną energią osoba i dowód na to, że nawet najmniej opłacalną (teoretycznie) pasję można przekuć w biznes. 🙂

    • Czasem mam wrażenie, że biznes możemy zrobić tylko na tym, co kochamy

  • Matka Wielowymiarowa

    fajnie poczytac o czlowieku, ktory kocha to co robi i jeszcze mu sie udalo ta pasje odnalezc i na niej zarabiac. Mam nadzieje, ze mi sie tez w zyciu zawodowym tez sie tak pszczesci

  • Fajnie czytać i ogólnie mieć styczność z ludźmi z pasją! Mnie to mocno motywuje do działania 🙂

  • Time For Spain

    Taka prace, to milo zabierac do domu 😉 Zawsze milo sie czyta wywiady z ludzmi, ktorzy maja swoja pasje. Pozdrawiamy. Dziewczyny z Time For Spain

  • Marta Kluczna

    Żyć z pasją i z pasji to naprawdę kwintesencja szczęścia i spełnienia. 🙂

  • Bardzo ciekawy wywiad, a szczególnie spodobało mi się stwierdzenie, że wszystkie alkohole da się degustować w pełnym znaczeniu tego słowa (choć do tej pory nie wiem, jak można degustować wódki). Jednak uważam, że dobre piwo nie ustępuje dobremu winu, jeśli chodzi o różnorodność doznań (mój Mąż jest piwowarem domowym, więc zdążyłam się już nieco w temacie zorientować), szczególnie jeśli było np. leżakowane w beczce po mocniejszym alkoholu albo został do niego dodany interesujący wędzony słód. Polecam wypróbować.

    • Ooooo mój mąż byłby zachwycony!! Muszę się rozeznać w temacie:))