242 kawy z osobistym coachem – podsumowanie

Written by on Grudzień 29, 2016

Zapewne większość z Was wraz z końcem roku robi podsumowanie zrealizowanych celów. Wracacie do marzeń i planów z początku stycznia i z uśmiechem bądź rozżaleniem odkreślacie bądź wpisujecie w ramkę, żeby tym razem się udało.  A może już wiecie, że samo się nie uda i jeśli przez 365 dni w roku nie zabraliście się do rzucania palenia, ćwiczeń, nauki języków, nie poszliście na kurs tańca, nie zaczęliście wcześniej wstawać, to wasz plan nie zadziałał. To przykre uczucie niespełnienia łatwo przykryć nadchodzącym Nowym Rokiem i magiczną ułudą, że można zacząć jeszcze raz, a ta wielka nadchodząca szansa, ufundowana przez kalendarz, odmieni nasze życie.

Ja też byłam jedną z tych osób, która wierzyła, że data zmieni jej życie. Że tego 1 stycznia zadzieją się czarodziejskie rzeczy i będę bardziej skuteczna, zdyscyplinowana, twórcza, kreatywna i posłuszna swoim celom. I przyznaję, że zapału miałam zawsze za dwoje, troje, a może pięcioro, a moje plany rozjeżdżały się w okolicach kwietnia. Wiedziałam, że potrzebuję wsparcia, czegoś, co trzymałoby mnie w ryzach i przypominało o wyznaczonych celach. Moim problemem nie był brak chęci działania, a stado nowych pomysłów, które skutecznie odrywało moje mięśnie od kręgosłupa strategii ma dany rok. Multitasking nie działał.

I wtedy pojawił się on. Poznaliśmy się przypadkiem i choć wiem, że liczy się wnętrze, zainteresował mnie jego wygląd. Wiecie, jak to jest, interesująca powierzchowność daje nadzieję na smaczny środek. Poza tym był inny niż wszyscy. Tak, wiem, zawsze nam się tak wydaje.

8 maja

Zaczęliśmy współpracę. Kazał narysować mi koło życia i ocenić satysfakcję z poszczególnych obszarów. Narzędzie dobrze mi znane, pomyślałam: ok, warto odświeżyć.  Wiedziałam, że najwyżej ocenię swoje zadowolenie z małżonka, rodziny i rozwoju, najniżej z otoczenia.  Powiedział:

Który z zaznaczonych obszarów w największym stopniu wpływa na poziom Twojego zadowolenia?

Odpowiedź na to pytanie dała mi sygnał,  od czego zacząć. Sprawy nabrały tempa.

19 maj

Kazał przenieść mi się myślami 20 lat do przodu. Wow, przyblokowało mnie to zadanie na parę dni.

Co chciałabyś usłyszeć od konferansjera na swój temat przed wyjściem na scenę?

Pisałam z wypiekami na twarzy. Zerknęłam raz i drugi. No tak, naprawdę nie ma na co czekać.

14 czerwca

Uruchomiłam tego bloga.  Po dwóch latach nurzania się w blogosferze, marzeń o swoim miejscu, ślęczenia po nocach i wybierania szablonu, zapisywaniu tematów i zastanawiania się, jak do cholery samodzielnie założę stronę, żałując, że nie mam w rodzinie informatyka. Ktoś kiedyś powiedział, że jak nie zrealizujesz swojego marzenia w ciągu dwóch lat, nie zrealizujesz go wcale. Nieprawda. Zawsze możesz popracować nad swoimi wymówkami. Zawsze.

10 lipca

Tydzień wcześniej urodziłam córeczkę. Chciałam być tylko z nią, nie interesowało mnie nic poza rodziną. Mówię, że się nie spotkamy, bo takie są moje priorytety, moją wartością jest rodzina i robię sobie wolne. Powiedział: przyjdź na sesję wdzięczności. Poszłam. Byłam wtedy wdzięczna za wszystko, za dar życia, za pełną rodzinę, za poczucie ogromnej miłości. Czułam, że mam bardzo dużo i to napełniło mnie obfitością i siłą do działania.

17 lipca

Co jesteś w stanie zaryzykować dla spełnienia swoich marzeń?

Wiele. Zrób to! – powiedział. I tak każdego dnia myślałam o tym, co bym zrobiła, gdybym się nie bała. Napisałam do redakcji jednego z portali z informacją, że chciałabym dla nich pisać. Przesłałam tekst. Zgodzili się.

1 wrzesień

Jakie są Twoje aktualne cele? No przecież pamiętam.  Wróć do nich i sprawdź czy coś się nie zmieniło. No tak. Znów miał rację. W paru miejscach się przestrzeliłam. Trzeba nanieść poprawki. Tu chciałam za dużo w krótkiej perspektywie czasu, tu za mało.


Wizja musi być konkretna i jasna. Stawiaj sobie realistyczne i dostępne cele. Anonim.


10 październik

Zmęczenie. Mówię mu, że mam dwójkę małych dzieci, że się nie wysypiam, że czasem chciałabym wyjść po prostu na spacer i nie robić nic. Nie myśleć o celach, zadaniach, nie gonić za marzeniami, po prostu zrobić obiad.  Chodź na spacer – zagadnął.  Kto Cię inspiruje? Co by zrobił na Twoim miejscu?  No dobra, przyznaję po godzinie. Nie jestem stworzona do siedzenia, trochę tlenu, trochę ruchu, znów mi się chce.

23 październik

Mam dla Ciebie prezent. Taak? Myślałem o naszej ostatniej rozmowie i myślę, że musisz na nowo określić równowagę w swoim życiu. Ile czasu chcesz przeznaczyć na pracę, ile na życie prywatne. Opowiedz mi, jak to, co dziś robisz zawodowo, równoważy się z Twoim życiem prywatnym?


Człowiek, który umie żyć z samym sobą w harmonii, jest szczęśliwy.  Oskar Wilde


15 listopad

Aktualizujemy cele. Wypisujemy afirmację. Jeszcze sesja wdzięczności i wracam do rodziny, myślę. I nagle pyta:

Jak bardzo różni się Twoje idealne życie od tego, które prowadzisz?

Zostawił mnie z tym pytaniem, drań.

22 listopad

Wracam z całą listą nowych pomysłów, zadań, celów i rozwiązań. Jestem jak petarda. Nawiązuję kontakty, określam na nowo kierunek działań. Jestem bogatsza o parę miesięcy intensywnej pracy nad sobą i wizją swojego słodkiego życia. Zaczynam czuć dreszczyk emocji bo…wiem, że wystartuję. To uczucie podobne do startu samolotem, kiedy cały rok czekasz na upragnioną podróż.

23 grudzień

Robimy podsumowanie. Uśmiecham się do siebie bo na tydzień przed końcem roku odhaczam swoje zrealizowane cele. Przyznaję, że w trakcie pracy ulegały rozmaitym modyfikacjom, że te pierwsze – nie były szyte na moją miarę. Część rozrosła się do rozmiarów olbrzyma, część ewoluowała, jeszcze inne zostały wyparte przez te bardziej dostosowane do mojej wizji szczęścia. Już dziś rysujemy moje cele na kolejny rok.

Cieszę się, że Cię mam, pomyślałam.  Zawsze pod ręką, zawsze na czas, zawsze z dobrym pytaniem. Ciężko znaleźć wymówkę przed spotkaniem z Tobą. 242 wspólne kawy. Codziennie 15 minut, czasem godzina.  

Przedstawiam Ci mojego osobistego coacha.

Dziennik coachingowy

Dziennik coachingowy Kamili Rowińskiej i Kamili Kozioł umówi się z Tobą zawsze, kiedy potrzebujesz. Nawet w nocy. Nie da się zaskoczyć żadną wymówką. Wypije z  Tobą tyle kaw, ile będzie trzeba, żebyś zdefiniował swoje cele i się zaangażował w projekt MOJE idealne życie.

Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie ta pozycja. Korzystam regularnie z sesji coachingowych, dbam o swój rozwój i poziom motywacji, więc interesują mnie wszystkie narzędzia, które mogą mnie w tym wesprzeć. Przyznaję, że w 4 tomach dzienników można znaleźć całe mnóstwo pięknie otwierających pytań. Zadania są tak podzielone i skonstruowane, że wręcz przewidują spadek motywacji, formy, zachęcając Cię do wdzięczności i afirmacji.

W dobie mody na Boullet Journall to świetna odpowiedź dla bardziej wymagających. Dla tych, co się nie boją zmniejszyć listy wymówek w stosunku do listy marzeń.

I najlepsze – towarzystwo przy 365 kawach za tę cenę to naprawdę tyle, co 3 latte na mleku sojowym.  

Mój dziennik coachingowy traktuję jak pamiętnik samorozwoju. Widzę po zapiskach, jak bardzo zmienia się moja świadomość. A to tylko pół roku. Bardzo przyjemne narzędzie, wybrałabym je nawet kosztem tradycyjnego kalendarza, w którym wypisujemy swoje zadania i spotkania.

Już jutro podzielę się z Wami swoim kluczowym odkryciem w realizacji postanowień noworocznych, a dziś zostawiam z myślą przewodnią:


Trzymaj się z dala od ludzi, którzy tłamszą twoje marzenia. Mali ludzie zawsze to robią. Jednak naprawdę wielcy sprawiają, że ty także możesz stać się wielki.  Mark Twain


 

Jeśli spodobał Ci się ten wpis lub czujesz, że komuś może się przydać, będzie mi miło,  jeśli go udostępnisz.

Jeśli chcesz być na bieżąco z wszystkimi artykułami, dołącz do mnie na facebooku.


Tagged as , , , , ,



  • Kurcze, dziennik leży gdzieś na dnie szafy. Łapię się na tym, że kupuję takie pomoce, a potem odkładam je na później i o nich zapominam. Ani ekonimiczne, ani rozwijające. Bardzo fajny jest ten wpis, szczególnie podoba mi się, że piszesz o spotkaniu przy kawie! Dzięki za ten wpis:)

    • Proszę!:) Też tak robiłam i postanowiłam nie kupować niczego innego, dopóki nie skorzystam/nie obejrzę/nie przeczytam tego, co właśnie kupiłam. Poskutkowało:) Mam taki rytuał, że siadam z dziennikiem do kawy i bardzo to lubię:) Choć zdarzało mi się go brać do lekarza i cieszyć chwilą samotności w poczekalni;)

      • O, to ma dużo sensu, też tak zrobię:) Jest kilka kursów i książek, które kupiłam i czekają. Kupowanie kolejnych, gdy te jeszcze nie przerobione rzeczywiście nie jest najlepszym rozwiązaniem:) Przesyłam noworoczne pozdrowienia!

        • Tobie również Najlepszości w Nowym Roku!:)

  • Nigdy nie spotkałam się z czymś takim, oczywiście coaching jest ostatnio bardzo popularnym hasłem, które przewija się w rozmowach, jednak tak naprawdę nie do końca jeszcze rozgryzłam na czym to polega. Szczerze podziwiam osoby, które w tak świadomy sposób kierują swoją życiową ścieżką i przyznaję, że odkąd buszuję w blogosferze dostrzegam coraz więcej takich ludzi. Sama czuję, ze to nie dla mnie, może nie na dzień dzisiejszy, może kiedyś… Może nie powinnam tego odkładać?

    • Coaching jest procesem, który pomaga wydobyć z Ciebie zasoby umożliwiające Ci osiągnięcie wybranych celów. Coach w mediach często mylony jest z trenerem lub mówcą motywacyjnym, który mówi Ci jak zarobić szybko milion złotych;) Coach może zadać Ci pytania otwierające, dzięki którym sama dotrzesz do odpowiedzi na nurtujące Cię sprawy. To tak tytułem wstępu. A co do Twoich wątpliwości, coaching musi być świadomym wyborem, więc jeśli nie czujesz, że to dla Ciebie, może po prostu go nie potrzebujesz w tej chwili?:) Sam dziennik jest ciekawy i prowadzenie go to fajne doświadczenie. Pozdrawiam i dziękuję za komentarz:)

      • Będę w takim razie mieć ten temat na uwadze, uzupełnię swoją wiedzę, poobserwuję, pomyślę i może wtedy będę mogła podjąć świadomą decyzję, bo wygląda to naprawdę świetnie 🙂

        Pozdrawiam!

  • Marzena przede wszystkim bardzo Ci gratuluję tego, że zaczęłaś działać, że ruszyłaś do przodu ze swoim pomysłem. Określiłaś, co i jak chcesz robić. Wiem, że to bardzo trudne. Gorsze momenty zdarzają się, ale ważne, by znaleźć rozwiązanie, sposób. Czasem ciężko też podjąć decyzję, by ruszyć z miejsca, by zrobić coś innego. Bo przecież w strefie komfortu jest tak ciepło i miło. Dochodzi też strach i myślenie „jak to będzie”. Ale myślę, że czasem trzeba spróbować, zaryzykować i zrealizować to, na czym nam zależy. Mówi się łatwo, ale zrealizować jest zdecydowanie trudniej. Jednak skoro jest pewność to kiedy, jak nie teraz? 🙂

    Pozdrawiam Cię i życzę Ci powodzenia w realizacji dalszych planów 🙂

    • Magda, dziękuję:) Mnie już w tej strefie komfortu było nie za dobrze;) Zdecydowanie lepiej się czuję w spienionych odmętach przygody:)

  • Świetny wpis, bardzo ciekawie poprowadzony. Zaintrygowałaś mnie tym dziennikiem i aż żałuję, że mnie nie stać, bo chętnie bym spróbowała, brzmi intrygująco.

    Zdecydowanie przydałaby mi się taka „sesja coachingowa”.

    Zgadzam się też, że ten 1 stycznia wcale nie jest w niczym lepszy od innych. Jeśli chcemy zmian, powinniśmy zacząć od razu, bez gadania i szuksnia wymówek.

    • A zazwyczaj i tak czekamy do poniedziałku;)

  • Hej, to ja, nie robię podsumowania roku i nie spisuję noworocznych postanowień. Nie ustalam też wielkich celów, choć mam je w głowie, ale nauczyłam się realizować te mniejsze za to z różnych obszarów. Takie dają mi więcej radości, satysfakcji i wewnętrznego spokoju. A jeśli starczy czasu i energii na więcej, to zrealizuję i te większe. Zaintrygował mnie ten dziennik, chociaż tyle tego przerobiłam w swoim życiu… 😉 Serdecznie pozdrawiam Marzena 🙂

    • Tak, przeczytałam Twój najnowszy wpis i już wiem, że podchodzimy do tematu inaczej. Choć Twoje życzenia na ten rok są mi bliskie i przyjdzie czas, że odrzucę dzienniki i planowanie na rzecz konsumowania spokoju i bycia tu i teraz. Też przerobiłam trochę plannerów, dzienników, ale ten jakoś do mnie przemówił. I zadziałał;) dziękuję za odwiedziny!

      • Najważniejsze, że zadziałał. Teraz widzę, że mój komentarz nie był wyczerpujący. Ja bardzo lubię planować, muszę, bez tego zginęłabym w gąszczu zadań, obowiązków i własnych potrzeb. Przestałam tylko spisywać wielkie postanowienia noworoczne, bo szybko o nich zapominam. Kalendarz to podstawa, zresztą każdego roku bardzo starannie go wybieram i dużą wagę przykładam do zarządzania swoim czasem, tylko w tym roku miałabym takie życzenia, żeby robić to spokojniej, uważniej i bez frustracji, że z czymś nie zdążyłam.

        • A myślałam, że tylko ja celebruję wybierania kalendarza na nowy rok;) I jeszcze nie kupiłam!!

          • Żartujesz. Ja kalendarz na kolejny rok kupuję ok. września, choć muszę przyznać, że w grudniu widziałam istne cacka. Tak mam takiego małego świra na punkcie kalendarza :-p

          • Bo ja sobie wymyśliłam, że to będzie istna celebracja chwili i pójdę do księgarni i będę je wybierać, oglądać, wertować, a tu czasu na takie samotne wyjście brak. Zostaje mi internet albo będę czekać do lutego;)

          • Korzystaj zatem z elektronicznego 😉

  • Marzena, ja przez Ciebie niedługo zbankrutuję;). Dopiero co kupiłam „Zasługujesz na sukces”, a Ty mnie teraz szczujesz następną super pozycją książkową!!!!;) Dziewczyno, zlituj się. Zaczęłam szybciej czytać „Zasługujesz na sukces”, żeby mieć dobry pretekst, żeby kupić następną książkę;).

  • Bardzo ciekawy pomysł. Dzięki za inspirację 🙂

    • Proszę, mam nadzieję, że pomysł doczeka realizacji:)

  • Przede wszystkim świetny, bardzo ciekawy tekst. Od początku do końca trzymał w napięciu. Bardzo mi się podoba. Sama pozycja intryguje. Cena może nie jest konkurencyjna, ale jeśli dziennik pomaga, przynosi odpowiedzi, zamyka pewne sprawy i otwiera inne to warto. Ja się skuszę 🙂