6 sposobów na work – life balance

Written by on Luty 28, 2017

6 kobiet6 sposob

Czy są cudowne sposoby na work – life balance? A może znalezienie równowagi w życiu wymaga pracy i lat doświadczeń? W ostatnim wpisie poruszałam dość obszernie temat higieny umysłu. Sporo moich rozmyślań kręci się wokół znalezienia złotego środka między zaangażowaniem w sprawy zawodowe i prywatne. A przecież wiadomo, że poza obowiązkami rodzicielskimi, zawodowymi, mamy jeszcze swoje pasje, zainteresowania. Mamy związek, o który trzeba dbać. Mamy swoje ambicje, koleżanki, niewypite kawy, nieprzeczytane książki, filmy obejrzane do połowy. Jak to ogarnąć, żeby był wilk syty i owca cała? Da się wypracować balans, żeby mieć czas dla rodziny, na rozwój, karierę i ciepłą herbatę pod kocem?

Work – life balance

Ja nad swoją harmonią wciąż pracuję. Zapytałam 6 kobiet, które są dla mnie inspiracją, jak radzą sobie z utrzymaniem work-life balance. Wszystkie są bardzo aktywne i patrząc na ich poczynania, mogłabym pomyśleć, że nie śpią. Czy tak jest w rzeczywistości? Zapraszam Was na 6 inspirujących opowieści.

Joanna Kokoszkiewiczkokoszkiewicz zdjęcie

Jest mamą, pedagogiem, coachem i trenerem umiejętności wychowawczych. Sama o sobie mówi, że jej misją jest pomaganie innym mamom w rozwiązywaniu trudności wychowawczych. Prowadzi stacjonarne warsztaty dla rodziców oraz coaching rodzicielski, często przez Skype. Jako trener metody „Ok, może tak być!” prowadzi indywidualne spotkania, na których pomaga mamom uwolnić się od bolesnych myśli, emocji i lęków, żeby mogły odzyskać wiarę w siebie, odbudować poczucie wartości i odważnie realizować cele.
Na fanpage’u i blogu pisze o mądrym wychowywaniu dzieci, świadomym rodzicielstwie i o tym, jak być wystarczająco dobrą mamą oraz spełnioną kobietą .

Jak Joasia godzi swoje obowiązki?

Pracuję głównie w domu, ponieważ duża część mojej pracy odbywa się on-line. Prowadzę też warsztaty lub coaching poza domem, ale i tak przygotowuję się do nich u siebie. Godziny mojej pracy są dostosowane do planu zajęć moich dzieci. Pracuję, kiedy są w szkole, a jak z niej wracają to jestem już tylko dla nich. Czas spędzony z moimi dziećmi jest dla mnie najważniejszy, dlatego tak właśnie zorganizowałam moją pracę. Określenie priorytetów wiele ułatwia.
Jednak jestem typem pracusia i często się w tym zatracam. Potrzebowałam zadbać o work-life balance, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że w moim życiu jest mniej przyjemności, a więcej pracy. Dodatkowo moje ciało domagało się odpoczynku. To były takie „czerwone światła”, mówiące: STOP – tutaj MUSISZ się zatrzymać; Twoje baterie się wyczerpały; życie upływa, a Ty głównie pracujesz- kiedy będziesz żyć?
Teraz pomaga mi wiedza dotycząca zarządzania sobą w czasie i uważność, którą praktykuję. Fajnie jest też mieć pasje, które przechylą szalę w stronę life. Dla mnie jest to zdecydowanie Zumba i na nią zawsze znajdę w moim grafiku czas.
Utrzymanie tego balansu wcale nie jest łatwe i mam wrażenie, że i tak szala przechyla się raz w stronę work, a raz w stronę life.

Sylwia Chrabałowskasilva

Wydawca książek, czasopism i serwisów on-line. Z branżą wydawniczą jest związana od 19 lat, z czego od 10 lat specjalizuje się w rynku medycznym.

Założycielka społeczności przedsiębiorczych MOC KOBIET . Dostarcza wartościowych treści z zakresu budowania biznesu, strategii, relacji z klientem, motywacji i organizacji, rozwoju osobistego. Na swojej stronie prezentuje w katalogu chętne firmy i blogi. 

Co mówi Sylwia?

Wyznacz sobie metę

Dziś poznałam człowieka, który opowiedział mi historię swojego przyjaciela. Trzydziestokilkulatek w ubiegłym roku trafił do szpitala z podejrzeniem zawału serca. Niestety nie zwolnił tempa. Nadal poświęca się pracy po szesnaście godzin na dobę. Choć ma żonę i dwoje małych dzieci, pracuje nieustannie, niemal w ogóle nie spędzając z nimi czasu. Padło pytanie: „Jak on tak może żyć?”. Ów człowiek mówił dalej: „Bardzo go cenię, ale nie mógłbym tak pracować. Jak to możliwe, że on nie widzi, co robi źle? Jak wytrzymuje z nim żona?”.

Zastanowiłam się chwilę nad tą lawiną zapytań retorycznych i odpowiedziałam tylko na jedno z nich. „Jak to możliwe, że on nie widzi, co robi źle?”. Myślę, że w pracy, prowadząc własny biznes, warto wyznaczać sobie cele. Na przykład – poświęcam się dla rodziny, pracując ponad normę. Jednakże już dziś określam kwotę zysku miesięcznego, który wyznaczy mi granicę. Kiedy dojdę do tego poziomu, będę pracować dwanaście, a nie szesnaście godzin. Wówczas wyznaczam kolejny próg, za którym znowu obniżam swój czas pracy, aby dojść do równowagi. Nikt mi nie powie, że praca ponad normę na dłuższą metę jest do udźwignięcia nawet przez mężczyznę. Nie jest. Równowagi w życiu potrzebuje każdy.

Słowo o mnie

Zachowanie równowagi między pracą, a życiem prywatnym nie jest łatwe w moim przypadku. Jestem aktywna zawodowo, pracując jako wydawca w bardzo dużym wydawnictwie, gdzie działam w pełnym wymiarze godzin. Moje zadania to często praca koncepcyjna, której nie da się zostawić za drzwiami. Niekiedy obmyślam różne scenariusze zarówno przed snem, jak i po nocnym wypoczynku.

Ponadto swój czas wolny dzielę między męża, trzy córki, które są na różnych etapach rozwojowych (od nastolatka po przedszkolaka) i animowanie społeczności Moc Kobiet, dla której codziennie dostarczam wartościowych treści na Facebooku.

Zatem praca wydawcy, rola żony i potrójnej matki oraz aktywne prowadzenie fanpage, grupy na Facebooku, uzupełnianie w miarę możliwości wpisów na Instagramie czy Twitterze oraz zapewnianie ciągłości publikacji na blogu to bardzo dużo jak na jedną mocarną kobietę. 😉

Uważność

Obecnie najcenniejszy dla mnie jest czas wolny, kiedy odpoczywają wszystkie moje zmysły. Mam go w deficycie i dlatego najwięcej o nim marzę. Staram się zatem uważnie żyć. Być tu i teraz. Wykorzystywać daną chwilę w stu procentach. Smakować chwile, dostrzegać kolory i faktury, słyszeć dźwięki, dotykać, być w kontakcie z naturą i swoim ciałem.

Czy doba jest z gumy?

Ostatnio ktoś mnie zapytał, jak znajduję czas na to wszystko, co robię. Moja odpowiedź zabrzmi może dziwnie: pracuję zadaniowo i podchodzę do każdej jednostki czasu efektywnie. Nie umiem siedzieć dłuższą chwilę i nic nie robić.

  1. Praca w odcinkach

Na przykład gdy wracam z biura, poświęcam czas dzieciom. Kiedy moja najmłodsza córka jest już nasycona zabawą ze mną i sama idzie bawić się w drugim pokoju, a starsze dzieci odrabiają same lekcje, otwieram komputer i piszę – nawet jeśli miałoby to trwać tylko 10 min. Dzięki temu jestem o parę kroków do przodu z kolejnym artykułem. Później jeśli córka wraca do mnie do dalszej zabawy, od razu zamykam komputer i kontynuuję z nią zabawę, tak aby nawet nie poczuła, że byłam czymś zajęta. Wracam do swoich spraw, gdy ona znowu się czymś zaaferuje.

  1. Wcześniejsze rozpoczynanie dnia

Kolejny mój sekret na zwiększenie rozciągliwości doby? Poranne wstawanie. Zaczęłam jeździć do pracy godzinę wcześniej. Dzięki temu jestem szybciej w domu popołudniami. W ten sposób zaoszczędzoną godzinę postanowiłam przeznaczać na swoją działalność w ramach Mocy Kobiet.

Narkotyczne skupienie a codzienna pielęgnacja relacji

W zachowaniu równowagi między pracą a życiem prywatnym chyba największą trudnością jest, aby nie dać się pochłonąć sprawom, które nas angażują do takiego stopnia, aż zacznie się to negatywnie odbijać na naszych relacjach z najbliższymi czy własnym zdrowiu.

Gdy staje w drzwiach dziecko – nie ważne małe czy duże, kiedy wraca z pracy mąż, staram się odkładać na bok to, co robię i zauważyć nawet samo ich pojawienie się. Staram się nawiązać z nimi rozmowę po całym dniu. W sumie to jedyna szansa, bo dzieci za chwilę usiądą do swoich lekcji, a mąż też ma zadania, które planuje dokończyć wieczorem na laptopie. Szukam okazji do spotkania, przytulenia każdego z nich, okazania im ciepła, uwagi, aby poczuli, że są dla mnie ważni.

Jeśli nie odłożymy swoich zadań, by się spotkać z najbliższymi, zaczniemy się mijać. Nie możemy czekać do weekendu. Musimy robić to codziennie, aby nie okazało się, że prowadzimy zupełnie osobne życia. Aby dzieci wiedziały, że są dla nas ważne. Aby nasz partner czuł, że go zauważamy.

Życie w zgodzie z wartościami

Tak rozumiem pojęcie balansu między pracą zawodową a życiem prywatnym. Tym dla mnie jest codzienne równoważenie spraw, które planuję na własnej ścieżce, z którymi chciałabym zdążyć bez kolizji z czasem przeznaczanym na rodzinę i swój relaks.

Największą wartością w moim życiu jest miłość i rodzina. W drugiej kolejności jest pomoc innym ludziom. Reszta nie jest aż tak ważna, ale staram się w tym wszystkim nie zatracić również siebie… Staram się codziennie pamiętać o zachowaniu równowagi.

Kiedy podekscytowana nie mogę zasnąć, przynaglam się, abym nie wstawała z łóżka o 1 w nocy i z rozsądku leżę z zamkniętymi oczami, czekając na sen, choć aż nosi mnie wewnątrz, bo w transie mogłabym siedzieć i pracować do rana. Nie pozwalam sobie na to. Już nie. Na szczęście.

A Ty jak dbasz o zachowanie równowagi między pracą a życiem prywatnym? Podziel się, zainspiruj innych. Nie ma ludzi, którzy nigdy z tym nie mieli kłopotu. 😉

Katarzyna Skolimowska

16731729_412365515764472_1976729729_o

Żona, mama maleńkiej córeczki, nauczycielka języka polskiego, instruktorka zajęć teatralnych, opiekunka szkolnych klubów wolontariusza. Autorka tekstów i scenariuszy w magazynie dla wychowawców. Inicjatorka i autorka bloga o zdrowej edukacji.

Kasia:

Balans to temat, którym ostatnio dość sporo się zajmuję. Nie tylko blogowo, ale i prywatnie. Wciąż go szukam, chociaż już sporo w tej kwestii odnalazłam. Przede wszystkim – siebie. Na równowagę nie ma jednej recepty, ponieważ każdy niesie inny ciężar. To ring do walki w pojedynkę.

W moim przypadku elementem koniecznym dla złapania codziennej równowagi są poranki. Sporo już na ten temat napisałam w „Biegu po bezcenny balans”, chociaż tekst nie powstawał w biegu 😉 Skoro koniec zależy od początku, musi być z przytupem! Dlatego: pobudka o 3. rano, trening, modlitwa, lektura, praca z Dziennikiem Coachingowym i można zaczynać! Co? Pisanie! Tym właśnie ostatnio się zajmuję. Tworzę „Inspiracje dla szkoły”. Zawodowo jestem polonistką, ale na moim blogu podejmuję także tematy wychowawcze. Są one jeszcze bliższe mojemu sercu niż rozprawianie o gramatyce 😉

Dlaczego tak wcześnie? Bo tylko wtedy mam czas. Od 8:00 praktycznie do samego wieczora numerem jeden jest moja córeczka 😉

Czy zawsze mi się udaje? Czy zawsze mi się chce? Nie. Praktycznie nigdy mi się nie chce. Ale staram się nad tym nie myśleć. W momencie gdy słyszę budzik, przypominam sobie słowa nauczycielki biologii: „Wy za dużo myślicie. O pewnych rzeczach nie wolno myśleć, trzeba je tylko zrobić.” Są czynności, nad którymi nie wolno myśleć. Trzeba jej po prostu wykonać, żeby właśnie zachować ten upragniony balans. Co do nich należy? Poranne wstawanie, trening, przygotowanie pożywnego śniadania dla całej rodziny, umycie naczyń po bardzo późnej kolacji – by nie wyprowadzały z równowagi od rana ;-), itd.

Balans to spójność – ducha, ciała, myśli, serca, mowy i czynów. Człowiek, który posiada wewnętrzną równowagę, jest wiarygodny. Mówi tylko to, co robi. Bardzo mocno o to dbam. Jeśli o czymś piszę na blogu, to znaczy, że w to wierzę, i staram się, aby było moją codziennością.

Balans to równowaga emocjonalna. O zarządzaniu sobą w czasie mówi się już chyba we wszystkich kręgach. Takie mam wrażenie. Bo słychać ten temat w edukacji, w psychologii, w biznesie, w coachingu, itd. Bardzo dobrze, sama dużo mówię i piszę na temat tej kluczowej umiejętności. Jednak nadal bardzo rzadko podejmuje się temat zarządzania emocjami. A szkoda, bo nad czasem nigdy nie zapanujemy, ale mamy szansę zapanować nad własnymi emocjami. I to jest właśnie obszar, w który należy inwestować. Myślę, że każdy się ze mną zgodzi, iż ujarzmienie emocji może przynieść korzyści na wielu życiowych płaszczyznach. Kluczową radą w kwestii zarządzania emocjami jest dla mnie zdanie Joyce Meyer: „Możemy zachować się dobrze, niezależnie od tego, jak się czujemy”.

Przepis na balans, to przepis na życie. A przecież taki nie istnieje. Każdy musi napisać go sam.

Barbara Lew1

Basia, nauczycielka angielskiego, coach, trener. Żona, mama. Prowadzi swoje miejsce w sieci, o którym sama pisze: „Babownia to blog mamy, która ma córkę wegankę i musiała nagle nauczyć się tolerancji i nowej kuchni. Babownia to również blog mamy coacha i mamy anglistki, blog kobiety i trenerki.” Basię możecie znaleźć tutaj: Babownia  i  Fanpage

 

Opowieść Basi:

Zerknęłam wstecz na moje życie i widzę, że równowagi work-life balance uczymy się przez cały czas. Tak naprawdę nie wiem, czy jestem odpowiednią osobą, żeby o tym mówić, bo moje życie to nieustanna praca 🙂 Tylko, że jej dużą część traktuję właśnie jako „life”, bo nie potrafię usiedzieć w miejscu i wciąż szukam sobie zajęcia.

Równowaga pomiędzy pracą, a moim prywatnym życiem i byciem jest bardzo mocno wsparta o drabinę moich wartości. Sens tego, co robię jest właściwie na jej szczycie, ale gdy myślę, czym dla mnie jest sens, to są to przede wszystkim ludzie, którzy mnie otaczają i moja relacja z nimi. Jak to się mówi „za bliskich dałabym się pokroić”.

Tak naprawdę nie zastanawiałam się w młodszym wieku nad tą równowagą. Pracowałam, wracałam do domu i byłam z rodziną, wieczorem znów pracowałam. Pierwszy bardzo mocny wstrząs przyszedł, gdy ciężko rozchorowało się najmłodsze dziecko. Dostałam wtedy lekcję numer 1. Pewnego dnia wyszłam z firmy i praktycznie na dwa miesiące przestała dla mnie istnieć. Dostałam wtedy potężną nauczkę od losu, bo wszystko, co było jakoś poukładane w mojej głowie, nagle się poprzestawiało. Dostałam też kopa w tyłek od szefa, który postanowił się mnie pozbyć, korzystając z moich problemów osobistych z ciężko chorym maluchem.

Lekcja numer dwa przyszła rok temu, ale więcej o tym na moim blogu 🙂 Dość powiedzieć, że doszłam do tego, że skoro mam dwie ręce i głowę i przede wszystkim kochających ludzi wokół mnie, to mam najważniejsze rzeczy w życiu 🙂 Praca przychodzi do mnie sama i ją lubię, ale kiedy jestem zmęczona mówię sobie stop. W końcu pracuję żeby żyć, a nie żyję, żeby pracować. Lubię, żeby moja praca była szanowana i kiedy tego szacunku brak, wtedy też rezygnuję z zadania, niezależnie od tego jak bardzo ucierpią moje finanse.

Moje trzy kroki do równowagi to moje wartości: sens, szacunek, umiar.

Magda Bekzdjęcie Magda Bek

Mama, socjolog, obserwator. Zafascynowana światem mediów społecznościowych, marketingu. Wyczulona na punkcie relacji z klientem. Od kilku miesięcy także właścicielka bloga. Poruszam na nim powyższe tematy, dodaję także codzienność i moje przemyślenia. Znajdziesz ja tu:

Lekka zmiana mamy i Fanpage

Co mówi Magda?

Zanim opiszę, jak radzę sobie z work-life-balance, chcę Was wprowadzić w moją sytuację. Moje „work” aktualnie (od kilku miesięcy) jest trochę nietypowe. Nie pracuję, nie mam własnej firmy. Po urodzeniu córeczki, zdecydowałam się nie wrócić do pracy na etacie, a ten czas poświęcam na inwestycję w siebie, rozwój, zdobywanie nowych umiejętności. Studiuję, uczestniczę w kursach, szkoleniach, uczę się na własną rękę , a od kilku miesięcy prowadzę bloga. Tak wygląda moja aktywność. To praca z dzieckiem przy boku,a raczej w porach drzemki i wieczorem. Tempo bywa szalone, zadań do wykonania jest mnóstwo. Zachowanie równowagi we wszystkich sferach nie należy do łatwych. Na dodatek – nie zawsze mi się to udaje.

Ważne jest dla mnie to, by przy podejmowanych aktywnościach i zadaniach, znaleźć także czas dla rodziny i samej siebie. Oprócz rozwoju osobistego, który jest dla mnie istotny, chcę także spędzać czas z mężem i córką,bliskimi osobami, a także zadbać o swój odpoczynek i drobne przyjemności. Nie może być tak, że moje „work” dominuje nad innymi aspektami życia.

Jak wspomniałam wyżej, nie zawsze mi się do udaje. Kiedy widzę, że coś jest nie tak ? Sygnały ostrzegawcze wysyła mi mój organizm. Sam domaga się odpoczynku i zwolnienia tempa. Nie raz zdarzało mi się pracować do później nocy, co skutkowało przemęczeniem, spadkiem efektywności, produktywności. Dodatkowym wyznacznikiem, czy wszystko jest dobrze, są dla mnie relacje w mojej rodzinie, kontakty z bliskimi. Gdy widzę, że moi najbliżsi cierpią na tym, mam dla nich mniej czasu, to wiem, że muszę coś zmienić. Co jakiś czas mówię sobie „sprawdzam” . Przyglądam się, czy któryś z obszarów nie zaczął dominować (głównie „work). Jeśli tak – zmieniam, modyfikuję, odpuszczam.

Trudność sprawia mi fakt, że jestem typem perfekcjonisty, a przy tym jestem osoba ambitną. Chcę lepiej, szybciej. Chcę zdobyć kolejną umiejętność, wykonać kolejne zadanie. Z jednej strony dobrze, bo mogę się rozwijać, z drugiej – zaniedbywane są inne sfery życia, a tego nie chcę. Jak sobie z tym radzę ? Określam priorytety, wybieram, dokonuję selekcji. Wiem, że doba ma 24 godziny, a ja nie jestem w stanie wykonać wszystkiego. Jestem tylko człowiekiem. Kiedy potrzeba – odpuszczam, odcinam się, odrywam. Jestem dużo w świecie online, dlatego czasem potrzebuję spokojniejszego dnia, potrzebuję pobyć online. Wtedy ustalam sobie mniej zadań, wybieram te lżejsze, a więcej czasu spędzam z bliskimi, odpoczywam.

Pomiędzy różnymi sferami życia staram się znaleźć równowagę. Wymaga to ode mnie pracy i modyfikacji. Do ideału jeszcze trochę mi brakuje, tylko czy taka idealna sytuacja jest możliwa?

Anna Stankiewiczania

Na co dzień Nauczycielka języka angielskiego, Doradczyni Żywieniowa oraz Studentka Psychodietetyki, a przede wszystkim kobieta, która zdobyła się na odwagę, aby porzucić nudną oraz stresującą pracę biurową i zaczęła realizować swoje marzenia zawodowe. Sama o sobie:

Obecnie prowadzę blog Lifestylerka, który narodził się z mojej pasji do zdrowego stylu życia. Tak się wciągnęłam w tę tematykę, że zapragnęłam swoje zainteresowanie zmienić w sposób na życie. Dlatego też postanowiłam pogłębić swoją wiedzę w profesjonalny sposób i zaczęłam edukować się w dziedzinie dietetyki. Moim marzeniem jest uświadomienie ludziom, jak wiele prawdy tkwi w powiedzeniu, że jesteś tym, co jesz. Pokazuję jak w łatwy i przyjemny sposób zmienić swoje nawyki żywieniowe, aby na co dzień być zdrowym, szczupłym, pełnym energii oraz radości. Wszystko to kwestia odpowiedniego nastawienia się. Oczywiście każda zmiana, nawet ta dobra łączy się z pewnym wysiłkiem. Jednak nie trzeba robić wszystkiego na raz. Można osiągnąć swój cel małymi kroczkami. A każdy krok do przodu, to będzie zwycięstwo i sukces.

Anię znajdziesz też:

Fanpage i Grupa Wsparcia Jak schudnąć z głową

Na co postawiła Ania?

Work – life balance jest aktualnie modnym stwierdzeniem, tylko co tak naprawdę oznacza? Podzielę się z Wami moją historią. Wiecie jak wyglądał mój typowy dzień dwanaście lat temu, kiedy udało mi się dostać wymarzoną posadę w banku? Każdego ranka od poniedziałku do piątku równiutko o 6:30 mój budzik bezlitośnie wyrywał mnie ze snu. Nie było czasu na wylegiwanie się w łóżku, nie wspominając o porannych rytuałach wprowadzających w dobry nastrój. Każda minuta była cenna na wagę złota, ponieważ miałam tylko 40 minut na ogarniecie się i dojście na przystanek. Na wpół przytomna leciałam do łazienki, żeby doprowadzić się do stanu używalności – 15 minut. Codziennie, kiedy szłam z przystanku do pracy, po drodze odwiedzałam popularny fast food, w którym kupowałam w ramach śniadania sałatkę z kurczakiem na wynos. Za każdym razem obiecywałam sobie solennie, że to już ostatni raz i wieczorem przygotuję sobie jakiś zdrowy prowiant na kolejny dzień. Za pięć ósma wpadałam z zadyszką do sekretariatu, którym dowodziłam. Pięć po ósmej z zaparzoną kawą, jedząc z doskoku sałatkę, odpalałam komputer. Zaczynał się szalony dzień.

Kiedy podejmowałam się pracy w bankowym sekretariacie, sądziłam że to bułka z masłem. Jak się potem okazało, rzeczywistość trochę mnie przerosła.Przez pierwszych sześć tygodni przychodziłam o 8:00, a wychodziłam jako ostania o 20:00, załamana, ponieważ nie dawałam rady zrobić wszystkiego, co powinnam. Za to poznałam wszystkie panie sprzątaczki, które bardzo współczuły mi mojej niedoli. Wkrótce, w związku z brakami kadrowymi zostałam przydzielona do jednej z filii i rzucona na głęboką wodę jako regularna pracownica, pomimo że jeszcze nie skończyłam szkolenia oraz nie przystąpiłam do egzaminu.

Tak minęła mi w banku cała wiosna oraz lato (bez urlopu, ponieważ nowi dostają wolne w takich miesiącach jak listopad lub marzec), aż w końcu nadeszła jesień. W pewną wrześniową sobotę wybrałam się z koleżanką na dyskotekę odreagować cały tydzień spędzony w pracy. To miał być typowy babski wypad. Żadnych facetów, tylko my, drinki i nasze gorzkie żale. Jednak kiedy idzie się z nastawieniem na coś konkretnego, dostaje się coś zupełnie innego. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu (ponieważ od kilku miesięcy żyłam w przeświadczeniu, że faceci są beznadziejni i szkoda na nich czasu oraz energii) poznałam świetnego mężczyznę. Myślę, że wzajemnie wpadliśmy sobie w oko od pierwszego wejrzenia, ponieważ zaczęliśmy się od razu regularnie spotykać. Było coraz fajniej, ale w zasadzie w moim napiętym grafiku (praca, nauka do egzaminu bankowego) nie miałam możliwości na wygospodarowanie odpowiedniej ilości wolnego czasu. Po kilku tygodniach stanęłam przed dylematem – uczyć się do egzaminu ( który wydawał mi się niezwykle trudny) i poświęcić się rozwijaniu czasochłonnej, stresującej kariery w banku, czy skupić się na rozwoju nowej znajomości, na której mi bardzo zależało, ale było zbyt wcześnie, żebym mogła przewidzieć, jak się dalej potoczy. W końcu postawiłam na Marcina. Na egzamin poszłam, ale ze względu na fatalne przygotowanie nie zdałam go. Dostałam szansę na poprawkę, ale nie skorzystałam z niej. Coś we mnie pękło. Nie wyobrażałam sobie, że pracując w takim miejscu oraz systemie, mogłabym prowadzić normalne życie u boku drugiej osoby. Zatem kiedy po egzaminie wyszłam z głównego oddziału od razu pojechałam do filii, w której pracowałam i złożyłam wymówienie.

Obecnie, dwanaście lat po opisanych przeze mnie wydarzeniach, tamten poznany na dyskotece mężczyzna jest moim mężem. Jeśli chodzi o karierę zawodową, to jeszcze trochę czasu zajęło mi zrozumienie, czego tak naprawdę chcę oraz odnalezienie właściwej drogi, ale dzisiaj już na niej jestem. Postanowiłam w swoim życiu zawodowym kierować się pasją, a przede wszystkim być swoim własnym sterem i żaglem.

Myślę, że ważną sprawą jest to, aby nie pozwolić pracy przejąć kontroli nad życiem oraz nie stać się jej niewolnikiem. Wiadomo, pracować każdy musi. Jedni mają to szczęście, że łączą hobby z życiem zawodowym, ale jest też wiele osób, które po prostu wykonują jakiś zawód, ponieważ mają rodzinę na utrzymaniu, kredyt na trzydzieści lat, a także rachunki do zapłacenia. Jednak nawet w takiej sytuacji trzeba się starać, aby pracować godnie. Nie pozwalać się wykorzystywać, nie dawać cichego przyzwolenia na traktowanie się jak osoba gorszej kategorii. Pracować dziesięć godzin nad czymś ,co nas niezmiernie pasjonuje to świetna sprawa. Jednak tkwić w biurze wbrew własnej woli głodnym i sfrustrowanym bez wynagrodzenia za nadgodziny, to zupełnie inna bajka. Nie reagując, dajemy zielone światło na takie traktowanie siebie oraz innych. Moim zdaniem nie można stawiać na pierwszym miejscu zadowolenia swojego szefa, czy dobra firmy, kosztem własnej osoby. To my mamy czerpać satysfakcję z tego co robimy, wchodzić do pracy i wychodzić z niej uśmiechając się, z lekkim sercem, a nie duszą na ramieniu. A kiedy pracownik jest szczęśliwy, chętniej pracuje i przynosi swojej firmie zyski.


6 kobiet, 6 różnych historii. Dziękuję moim Rozmówczyniom, że zechciały się podzielić swoimi przemyśleniami. Że znalazły czas, a wiem, że bardzo go sobie cenią i potrafią rzetelnie wykorzystać każde 10 min. Dla mnie ich historie do duża dawka inspiracji. Myślę, że droga do balansu i równowagi usłana jest wieloma doświadczeniami, których czasem wolelibyśmy uniknąć. I parafrazując Magdę, ja też czasem przystaję i mówię „sprawdzam„. Bo przepis na balans dzisiaj, niekoniecznie sprawdzi się jutro. Jakie są Wasze doświadczenia? A może odnaleźliście w którejś z historii kawałek siebie? Podzielcie się:)

Z przyjemnością będę się inspirować dalej:)


Dziękuję, że zajrzałeś. To dla Ciebie piszę:) Znajdziesz mnie też tu, tu i tu.



Tagged as , , , ,



  • Fajny i, jak zawsze, wartościowy wpis 😍 Jednak tym razem trochę Ci zamieszam w kociołku i powiem, że nie ma czegoś takiego jak life-work-balance. Nigdy nie da się tak połączyć pracy i domu, żeby jednego i drugiego było po równo. Zawsze coś kuleje. Poza tym, ta idea nie zawiera w sobie jednego, niezwykle ważnego czynnika – mnie. Jest praca, jest dom/rodzina, a ja? Więc zawsze będzie tak, że gdy naciągniesz kołdrę na głowę, nogi będą wystawać 😂 Więc jestem na tak, jeśli chodzi o tajemnice każdej z Pań, jak sobie radzić z domem i pracą jednocześnie, i przy tym nie zwariować. Ale idei w-l-b nie kupuję. W każdym razie, wyrazy uznania za rzetelną wiedzę i wskazówki (zawsze warto podejrzeć, jak coś robią inni) 💛💛💛

    • Ja zawsze mówię, że to kwestia definicji. Bo jeśli definicją balansu jest bycie idealnym w każdej dziedzinie to faktycznie nie ma czegoś takiego:) Zawsze wybierzesz coś kosztem czegoś. I dlatego myślę, że ta „recepta” będzie się zmieniać w zależności od okoliczności. To może zgodnie z tym, co powiedziałaś Life – self – work balance?;) Dobrze, że o tym wspomniałaś! My jesteśmy najważniejsi, bez nas nie ma żadnego „life” i „work”. Z tego wszystkiego może ten czas dla siebie pod kołdrą, we własnym świecie jest najważniejszy? Mam też wrażenie, że szukanie balansu jest bardziej znajome kobietom, o mają więcej ról do pogodzenia. Trendy się oczywiście zmieniają, jednak społeczeństwo wymaga więcej od kobiet. Gdybyś przez tydzień nie gotowała dla rodziny, bo miałabyś ważny projekt w pracy na ukończeniu – znalazłby się ktoś, kto zarzuciłby Ci, że zaniedbujesz rodzinę. W przypadku faceta – nikt by się nad tym nie zastanawiał. W końcu ta cała kariera to dla rodziny, żeby miała co jeść;) Może stąd ta idea work-life balance. Ułuda dla nas, że jakoś to wszystko się da pogodzić bez uszczerbku na zdrowiu;)

      • Masz absolutną rację co do definicji. Każdy upycha w niej trochę co innego. Zgadzam się też z wielozadaniowością kobiet. Dzisiejsze czasy podkręciły śruby na maksa…

        • w-l-b to oczywiście utopia, jeśli założymy, że mamy być idealne w każdej dziedzinie, ale przecież słowo balance wcale nie mówi o tym, że szale mają być pełne 😉 a co do kołderki … czasem lepsza ta zbyt krótka, niż ta zbyt ciężka i ogromna. Pracoholiczka, czy nadopiekuńcza matka i żona, która wyręcza dzieci i męża we wszystkim? Obie mogą być bardzo toksyczne. Dla mnie w-l-b to doświadczenie i mądrość, którą zdobywamy i PRZYJMUJEMY. Każda z nas ma inną matrycę w-l-b, bo każda z nas ma zupełnie inne parametry. I chyba właśnie to jest piękne 🙂 Ściskam Was dziewczyny i dziękuję <3

  • Marzena bardzo Ci dziękuję raz jeszcze za zaproszenie do artykułu. To wyrożniennie znaleźć się w gronie tak wspaniałych Kobiet 🙂 Work- life-balance jest czymś nad czym pracuję, choć daleko i do ideału. Staram się, by nie było dużych dysproporcji i zaniedbań. Ważne jest też ustalanie priorytetów, nie da się zrobić wszystkiego. W końcu będzie trzeba coś wybrać. To trudne 🙂 Z pewnością w całej aktywności, trzeba także pamiętać o innych sferach, które są dla nas ważne.

    • Magda, to ja dziękuję:) Bardzo przyjemnie mi było czytać Was i się inspirować. Ja też ciągle szukam. Na pewno pomaga w tym ustalanie nadrzędnych wartości, ale zdarzają się szalone dni, kiedy nie wiadomo, gdzie ręce włożyć. Jak się już zapędzę w taki kozi róg to odpuszczam i nie robię nic. Albo ćwiczę, idę na spacer. Potem na nowo układam swój „rozkład jazdy”. Dla mnie to takie balansowanie na krawędzi;)

      • Dokładnie – bywają różne dni czy okresy i czasem można się zatracić. Ja też staram się wyczuwać moment, kiedy w którymś obszarze działałam zbyt wiele i cierpią inne osoby czy zadania. Ta korekta towarzyszy mi bardzo często 🙂 Ale myślę, że to dobrze. Staram się znaleźć lepsze sposoby, ale też widzę co jest mniej lub bardziej ważne dla mnie.

  • Inspiracje dla szkoły

    Marzenko, kiedy przeczytałam ten wpis, historie innych kobiet, pomyślałam – jak wspaniale móc tutaj być 🙂 Dziękuje Ci za to zaproszenie! Ale przede wszystkim za to, że każdy Twój artykuł jest wartością do której chce się wracać i czytać raz jeszcze. Jaj już tak miałam z kilkoma postami u Ciebie 🙂 Tak trzymaj!

    • Dziękuję Kasiu! Widzisz, ja wracam do Twoich, bo są taką kopalnią wiedzy i inspiracji, że ciężko byłoby nie wrócić:) Dla mnie jesteś świetnym przykładem bardzo zorganizowanej kobiety, jednocześnie hołdującej swoim wartościom, więc jak mogłoby Cię tu nie być?:)

  • Ale było mi fajnie kiedy czytałam wpisy dziewczyn. Sama się wieloma zainspirowałam, odnalazłam też siebie i swoje doświadczenia w wielu wypowiedziach. Świetny pomysł Marzenka i dziękuję za zaproszenie 🙂

    • Ja również dziękuję:)) Miałam sporo fajnych przemyśleń:)

  • Świetnie się czyta takie historie, zwłaszcza, że można z nich wyciągnąć coś dla siebie 🙂
    Work-life-balance jest czymś, co zwłaszcza nam, kobietom, w dzisiejszych czasach trudno osiągnąć. Tym bardziej warto o niego dbać, bo to właśnie równowaga ma przeważający wpływ na nasze szczęście, relacje i satysfakcję z życia.

  • Och Wychowanie

    Joasiu, Sylwio, Kasiu, Basiu, Magdo, Aniu! Jestem zachwycona tym artykułem i Waszymi historiami. Myślę, że każdy kto poszukuje, chce się rozwijać ciągle jest człowiekiem w drodze i warto czuwać, bo każdy etap podróży to kolejne wyzwania. Z ogromnym zainteresowaniem przyglądałam się dylematom i wyborom każdej z Was. Odnalazłam tu cząstkę siebie, ale też pomyślałam jak wiele niezwykłych, utalentowanych umysłów jest wokół nas, jaka siła, jaka moc i jakie szczęście, że tu trafiłam 🙂 Dzięki Marzeno 🙂

    • To ja dziękuję za odwiedziny:) Zapraszam częściej 🙂

  • Świetny wpis i tyle inspirujących, mądrych kobiet! Czułam się jakbym piła kawę z przyjaciółkami. 🙂 Dla mnie work-life balance to palący i trudny temat. Ciągle jeszcze jest nie tak, jak trzeba i wciąż wiele się uczę w tej dziedzinie. Często mam też wrażenie, że nie chodzi nawet o samą pracę i jej ilość ale moje podejście do niej. Mój perfekcjonizm, przekonania jakie w sobie noszę. Żadna praca nad sobą nigdy nie jest łatwa.

  • Rady i historie dziewczyn są bardzo motywujące 🙂 Lubię czytać takie artykuły – pokazują, że w każdym wieku i sytuacji można wypracować nowe nawyki i żyć tak, jak się chce 🙂 Pozdrawiam!

  • Te wszystkie historie strasznie motywują… Ale gdyby to było takie proste… Choć uważam, że najtrudniej jest po prostu zacząć coś zmieniać, potem już pójdzie łatwiej. 🙂

  • Patryk Witczuk

    Oj tak, kobiety w tym tekście inspirują 🙂 lubię takie formy wpisu 🙂 sam u siebie czasami takie stosuje, gdzie wypowiadają się inne osoby 🙂
    Dobra robota!
    Pozdrawiam

  • Ev Elina Ostrowska

    Aaaale fajny wpis, świetnie sprawdza się wypowiedź kogoś z zewnątrz. I do tego aż sześciu! 🙂 Brawo 🙂
    Zapraszam do mnie http://www.on-my-way.pl/