Dlaczego jestem niegrzecznym rodzicem?

Written by on Wrzesień 17, 2017

Mój syn poszedł do nowego przedszkola (publicznego). Wcześniej przez dwa lata chodził prywatnie najpierw do żłobka, potem przedszkola jako dwulatek. Gdyby nie to, być może w nowym miejscu niewiele by mnie zaskoczyło. Choć czekajcie: jeszcze są książki o wychowaniu i rozwoju, które czytam: zaskoczyłoby mnie, ale pomyślałabym, że tak jest wszędzie.

Nie jest, na szczęście.

Mój syn przychodzi zadowolony i w tym wszystkim to mnie bardzo cieszy. Ma nowych kolegów, nowe zabawki. Ma też nowe pomysły i chętnie dzieli się ze mną tym, że zabawki trzeba sprzątać, bo inaczej Pani zamknie w przedszkolu i nie pójdzie się do domu z mamą. Że trzeba zjeść cały obiadek, żeby dostać nagrodę. Dowiedziałam się, że jestem bardzo niegrzeczna, kiedy spadł mi talerz. Naprawdę?

Bez kar i nagród?

Ziarno niepokoju wstąpiło we mnie przy wypełnianiu kwestionariusza, w którym pytano mnie, w jaki sposób karzę dziecko: upomnienie, izolacja…W jaki sposób nagradzam dziecko: pochwała, przytulenie, pogłaskanie…Byłam mocno skonsternowana nieadekwatnością pytań do wiedzy, którą nam podaje nowoczesna psychologia. Napisałam tylko, że nie stosujemy kar, a konsekwencje i nie warunkujemy miłości, więc przytulenie nie jest formą nagrody – moje dziecko dostaje je zawsze, kiedy potrzebuje.

Pomyślałam: nie czepiam się, pewnie kwestionariusz powstał 30 lat temu i nikt go nie zmienił. W pytaniu, czy dziecko chętnie słucha dorosłych – odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że bardzo chętnie! Mocno empatycznie potrafi słuchać i dyskutować! Napisałam to wiedząc, że pytanie dotyczy posłuszeństwa, a mały figiel błądził po mojej twarzy w postaci uśmiechu. Na pytanie, czy sprząta po sobie zabawki – napisałam zgodnie z prawdą, że bardzo niechętnie.

Szantażyk

Któregoś dnia mój mąż wpada z impetem do domu i mówi: słuchaj, ta pani kazała mu posprzątać autka i on w ekspresowym tempie to zrobił bez mrugnięcia okiem. Syn zawsze chętniej to robił w przedszkolu niż w domu, więc nie zaskoczyło mnie to bardzo.

Kiedy przedstawił mi argument, jakiego używa się w przedszkolu – stało się dla mnie jasne, dlaczego tak się dzieje. Zarządzanie strachem u małego dziecka jest przecież takie proste, prawda?

Jakie proste byłoby sprzątanie w naszym domu, gdybym powiedziała, że jak nie posprząta zabawek, zamknę go w pokoju i nie pójdzie z nami gdzieś tam. A my od dwóch lat chodzimy i strzępimy język, mówiąc, że to ważne, żeby każdy po sobie sprzątał, bo wtedy mamy przestrzeń w domu do życia, że w ten sposób szanujemy rzeczy i dłużej nam służą, że chronimy swoje stopy przed natrętnym ostrym klockiem lego itp. Włączamy muzykę, zachęcamy do wspólnego sprzątania, robimy wyścigi, kto pierwszy i dużo się nieraz nagadamy, żeby wspólnie pokój wysprzątać.

Na zebraniu w nowym przedszkolu dowiedziałam się, że to przedszkole wychowuje. Boję się strony, którą obrało. Czego nauczy się moje dziecko z faktu, że trzeba sprzątać, bo nie pójdzie do domu? Jako rezolutny trzylatek zapewne za jakiś czas mi powie, że posprząta jak pójdzie na lody. Coś za coś, nie? Taki mały szantażyk. Przydatna umiejętność w życiu, prawda?

Kaszka

Nigdy nie zmuszaliśmy naszych dzieci do jedzenia. Syn długo „jadł” tylko mleko. Teraz potrafi brać kilka dokładek, ale kiedy nie chce jeść, w ogóle go nie zmuszamy, nie namawiamy. Jak zgłodnieje, mówi, że jest głodny albo sam coś bierze. Po przeczytaniu książki Moje dziecko nie chce jeść Gonzalesa całkowicie wyeliminowałam obawy związane z ilością pochłanianego jedzenia przez moje dzieci, a one mi się odwdzięczają tym, że pałaszują prawie wszystko w ilościach, które większość babć zachwyca.

I coś mi mówi, że czują, że mają wybór a brak presji wspomaga ich apetyt. Nie daję moim dzieciom nagród za zjedzony obiad. (W ogóle nie mamy w domu nagród i kar – taka dziwna z nas rodzina! Ot co!). Wiem, ile osób ma problem z odżywianiem w dorosłym wieku na skutek codziennego jeszcze jeden kawałek i w nagrodę deser. Ufam w to, że mój syn potrafi ocenić, czy chce mu się jeść, czy nie i mam nadzieję, że nie zacznie jeść na wyścigi, a będzie po prostu zaspokajał swój apetyt i nikt nie będzie go poganiał do jedzenia, kiedy będzie miał gorszy dzień.

Pamiętam swoje przedszkole i wmuszanie we mnie placka z kaszy mannej, po którym codziennie wymiotowałam i siedziałam potem zapłakana w kącie w brudnych, lepkich ciuchach, które przyklejały się do mnie na parę godzin, zmieniane przed przyjściem mojej mamy. Z tego powodu przedszkole było dla mnie koszmarem i płakałam zawsze, kiedy mama mnie rano odprowadzała. A można byłoby po prostu olać ten placek, nie? Zresztą kasza manna nie jest cudem ani smakowym ani bombą witaminową i bez niej też bym urosła;)

Na zebraniu rodziców parę mam wyraziło obawy o to, że ich dzieci mało jedzą i prosiło o dopilnowanie tematu, więc podejrzewam, że panie w przedszkolu robią to w dobrej wierze. Wiem też, że inaczej podchodzi się do jedzenia u dzieci zdrowych, bez anemii, inaczej u tych, których trzeba wspomagać. I pewnie powiem paniom z przedszkola, że mają nie martwić się tym, kiedy mój syn odmówi jedzenia.

Pracownik, nie pracodawca

Czemu tak długo o tym jedzeniu? Bo pięknie pokazuje, jak wygląda system. System, w jakie wpada już trzyletnie dziecko i będzie w nim tkwiło długi długi czas. Znajomi się śmieją, że przeżywam to tak, bo nie mam jeszcze doświadczenia ze szkołą. We wszystkim chodzi o to, by odhaczyć, że jest zrobione. Podstawa programowa, mycie zębów, obiad. Zjedzony? – zjedzony. Dobra robota.

I tak na odhaczaniu upłynie mojemu synowi kilkanaście lat edukacji. Już to widzę, czuję, rozumiem. Już rozumiem te wszystkie rozmowy z nauczycielami, którzy chcą coś zmienić, chcą kreatywności, świeżości, nowoczesności, zjadani spojrzeniami nauczycieli, którzy chcą przyjść do pracy, odhaczyć, wyjść.

Już wiem, dlaczego szkoła nie kształci pracodawców, a pracowników.

Dziecko niewychowane

Tydzień temu odbierałam syna z przedszkola. Zazwyczaj robi to mąż, bo ja zła matka, jeszcze o tej godzinie pracuję. Byłam jedyną kobietą na zebraniu, w gronie kilkudziesięciu osób, która się zgłosiła, że chciałaby, żeby przedszkole było do 17. Pokażcie mi te wszystkie miejsca pracy, z których wychodzimy o 15…

No więc odbieram go. Syn bawi się z kolegą. Obaj widząc swoje mamy, porzucają zabawki i biegną każdy do swojej. Surowy ton opiekunki – posprzątajcie zabawki. Mój syn się zatrzymuje, patrzy na mnie, wraca, zanosi na miejsce swoje auto i biegnie do mnie. Jeszcze jedno! – bardziej surowy ton. Ja tego auta nie wziąłem z półki, tylko on – wskazuje na kolegę, który już wychodzi. Opiekunki skonsternowane, mi się chce śmiać;) A ten parking? – zdenerwowanie w głosie. To Ty go wyjęłaś! – syn pada mi w ramiona, ja ukrywam salwę śmiechu, a panie z minami pt jakie niewychowane dziecko patrzą w moją stronę.

Byłam z niego dumna.

Wirtuoz czy rzemieślnik?

Dzisiaj prowadzę szkolenia dla managerów, którzy pytają mnie, jak nie brać na siebie pracy swoich ludzi, jak być asertywnym szefem. Asertywność – tego się można nauczyć.  Kiedy myślę o wychowaniu moich dzieci, zadaję sobie jedno ważne pytanie, za cudowną i inspirującą Asią z Progresuj.pl: Jakiego dorosłego chcesz wychować? I ta mrówcza praca na codziennym tłumaczeniu, dlaczego należy sprzątać zabawki, niechodzeniu na łatwiznę, nie stosowaniu szantażu emocjonalnego – ma sens. To, co robiły Panie w poprzednim przedszkolu, kiedy witały każde dziecko słowami: Cześć Tymuś, jaki masz dzisiaj humor? Różowy? To świetnie, dzieciaki na Ciebie czekają. Pokazywały każdemu, że jest ważny, że nie jest tylko nazwiskiem do odhaczenia na liście obecności.

Wszystkie drobne sprawy mają znaczenie w późniejszym poczuciu własnej wartości, swojego miejsca w świecie, w odwadze do realizowania swoich marzeń, możliwości wyjścia z szeregu. O ile więcej byśmy mieli w pracy wirtuozów, a nie rzemieślników, gdybyśmy pytali: Jak Ci się rysowało? Zamiast: tutaj wyjechałeś za linię, popraw.

Nie stój w kącie

Oczywiście to trudniejsza droga. Wymagająca od rodziców wewnętrznego przekonania do tego, co robią i nie poddawania się presji otoczenia, które nie raz chce nam wytłumaczyć, że dziecko powinno postać w kącie, żeby wyrosło na ludzi. Doprawdy? A swojego szefa stawiasz do kąta, jak nie okaże Ci szacunku? Jak sobie wtedy radzisz? Zresztą, doprawdy ktoś to jeszcze stosuje? Upokarzające, nic niewnoszące kąty.

O ile łatwiej by mi było w życiu, gdybym nauczyła się asertywności w dzieciństwie. O ile łatwiej by mi było zawalczyć o odpowiednią umowę, płacę, związek, gdybym nie przesiedziała w kącie swojej edukacji. Gdybym nie była taką grzeczną uczennicą, która źle się czuła z niestosownymi komentarzami nauczyciela i ubierała coraz luźniejsze ubrania na pewne lekcje tylko po to, by nadmiernie nie rozpalać czyjejś chorej wyobraźni. Dzisiaj odparowałabym na lekcji, co o tym myślę i z impetem poszła do pokoju nauczycielskiego. Dzisiaj mam szacunek do siebie, poczucie wartości, jestem asertywna i nie myślę schematycznie.

To jest prawdziwa edukacja. Odhaczanie naszej bytności w szkole, ilości zjedzonych obiadków, narysowanych mrówek nie jest wychowaniem. Jeśli chcemy wychowywać, musimy sięgnąć głębiej, natrudzić się. Musi nam się chcieć.

Na szczęście jest mnóstwo nauczycieli i pedagogów, którym się chce, którzy czują swoją misję, nie poddają się systemowi edukacji, czasem koleżankom i kolegom  z pracy, którzy próbują odklejać ich skrzydła docinkami. Dla nich i wszystkich rodziców, którzy chcą rozwijać w dzieciach przydatne umiejętności, powstała nasza książka:

Już w październiku będzie dostępna w księgarniach, a my z Kasią cieszymy się na spotkania z ludźmi, którzy chcą wyjść poza system.

Doklej skrzydła

Moi znajomi się ze mnie śmieją. Mówią: Ty dopiero zobaczysz, co się dzieje w szkole. Poczujesz macki systemu, obezwładni Cię czasem bezsilność, a Twoje dziecko zgłaszające się na lekcji i mówiące: przepraszam, ale nie zgadzam się z tym, co Pani mówi – będzie niegrzeczne.

No cóż. Ja chyba w tym rozumieniu grzeczności – jestem niegrzecznym rodzicem.

Najgorzej, że mnie nie można postawić do kąta;)

 

Dziękuję wszystkim nauczycielom, rodzicom i uczniom zaangażowanym w Wychowanie do Osobistego Rozwoju – dzięki Waszej pracy możemy obejść system:)

A Ty – przyłączysz się?


Proszę, podziel się, jeśli uważasz ten wpis za wartościowy. Dziękuję!


Tagged as , , , , ,



  • Marzenko, ja przechodzę tę drogę po raz trzeci. Mojego najmłodszego synka wysłałam do prywatnego przedszkola nauczona przeszłością. Szkolnictwo i edukacja, to oprócz służby zdrowia, a może nawet bardziej niż ona, obszar sprzyjający nadużyciom człowieka wobec człowieka. Niestety dużego wobec małego i bezbronnego. Bardzo trafnie ujęłaś te realia, w których ja zawodowo dość mocno siedzę. Przyznam Ci się też tutaj do pewnej „porażki” z zeszłego tygodnia. Chciałam ruszyć szerzej w moja lokalną społeczność szkolną z miękkimi kompetencjami dla młodzieży. Byłam na rozmowach u tych co zarządzają i co? Ściana. Kolejny raz. Musimy byc bardzo silne i wytrwałe jeśli chcemy zmieniać edukację, bo długa i kręta droga przed nami. Buziaki Kochana <3

    • Basiu, dziękuję za komentarz:) Myślę,że wytrwałości Tobie nie brakuje:))) O tych nadużyciach to nawet nie chcę myśleć…

  • Super budujący wpis, oby jak najwięcej takich niegrzecznych rodziców i niegrzecznych dzieci 🙂 Aż się emocjonowałam podczas czytania, choć temat jeszcze mnie nie dotyczy. A może dotyczy każdego? Dzięki 🙂

    • Dotee, dziękuję za odwiedziny:) Wiele to dla mnie znaczy. A wpis – masz rację – chyba dotyczy każdego, macki sytemu poczuł na sobie chyba każdy z nas;)