Dlaczego warto się smucić tej jesieni?

Written by on Listopad 16, 2016

jesień 2

Melancholia to moje drugie imię. Pewnie nie tego spodziewacie się po coachu, który motywuje ludzi do działania, rozwoju, osiągania celów i poszerzania horyzontów.

Jesień jest we mnie od zawsze. Od narodzin. Jakbyście się przyjrzeli moim powiekom to są jak opadające liście. Czasem pożółkłe od nadmiaru słońca, czasem rdzewiejące od nieprzespanych nocy.

Mam w sobie deszcz jesienny Staffa, gorącą herbatę z malinami, rogaliki z dziką różą. Jakbyście się przyjrzeli, widzielibyście resztki lukru nad wargami, odbity koc na policzku.

Nie zakładam butów do biegania. Nie wstaję rano, żeby ćwiczyć. Nie piję koktajlu ze szpinakiem dla energii. Piję rozpuszczoną czekoladę, żeby przeżyć.

Nabieram wirujących liści w usta, słońca w oczy i oddycham ledwo co. Smutno mi, jesiennie.

park

To nie będzie tekst o tym, jak przetrwać listopad. To nie będzie tekst o tym, jak się cieszyć mimo wszystko. Bo ja lubię się smucić. I lubię jesień.

Lubię deszczową aurę, w której mogę się zamknąć jak walizce pełnej pamiątek i czekać na odpakowanie. Lubię, jak hula wiatr, złowieszczo wślizgując mi się pod czapkę. Lubię szybkie wieczory zaganiające mnie pod kołdrę. Lubię zmarznięte dłonie naprędce szukające klucza w torebce. Lubię jesień.

Lubię, jak mi duszno od nadmiaru myśli. Jak gęsto od emocji. Jak mogę bez cienia żalu być poetką od siedmiu boleści.

Lubię nie mrużyć oczu. Marszczyć czoło. Chodzić w przydługim płaszczu pod rękę z wichrem i smucić się, smucić do upadłego. Na przekór wiośnie, latu. Na przekór radości, życiu, energii. Na przekór obfitości, która puka mnie w czoło, mówiąc: czego chcieć więcej?

kominek

Taka normalna jestem w tej jesieni. Nie widać mnie wśród spacerujących smucących. Moje stroskane spojrzenie gubi się w czeluściach listopadowej chandry.

Lubię się smucić. Martwić o przemijanie, o krótkość, marność, o zagotowany rosół. Moja szklanka do połowy pełna, ale ja lubię czasem wskoczyć do tej drugiej połowy. Przylgnąć ślepiami do suchego szkła i łypać na świat po drugiej stronie.

herbata liść

Pozwalam sobie na to. Na smutek najsmutszy bo jest mną, a siebie lubię. Mam tę swoją jesień od trosk, leniwych niedziel, chorób, nostalgii, wspomnień i czarnych golfów.  Mam ją co roku i bardzo sobie chwalę. Oczyszczam się z emocjonalnych złogów, zastojów i pozwalam im płynąć.

Lubię się smucić. W samotności, w ciszy, w sobie. Przy herbacie, przy oknie.

Aż się cieszę!

 


Tagged as , , , , ,



  • Marzena <3 skradłaś mi teraz serce <3 duszę <3 i zakręciłaś w oku łzę <3 Nie napiszę Ci tutaj dużo, bo wzruszony dużo nie pisze. Ale wiesz co? Dziękuję Ci Coachu co jesteś człowiekiem, kobietą, dziewczyną … Za to człowieczeństwo <3

    • Marzena Kud

      Teraz to ja się wzruszyłam:* Dziękuję:)

  • A się w swoim życiu przez wybryki mojej tarczycy nieźle już nasmuciłam, także staram się w takie depresyjne nastroje nie popadać. Co innego lekka, jesienna melancholia, to już bardziej moje klimaty, ale też od czasu do czasu. Chociaż jesienią wyciszam się, często stoję z nosem przyklejonym do mojego okna połaciowego, po którym cudownie spływa jesienny deszcz. uwielbiam mgły snujące sie ponad drzewami nad ranem. A także długie ciemne wieczory pod kocykiem koło kominka. Jesień, to dobry czas na wyciszenie, przemyślenia, refleksje, czytanie ciekawych książek, a również blogowanie:). Przecież nie możemy przez cały rok być na najwyższych obrotach.

    • Marzena Kud

      Myślę, że mówimy o tym samym, tyle, że inaczej nazywamy:) U mnie jest tak, że jak się sama nie wyciszę, nie przystopuję w jesieni to organizm zrobi to za mnie;) Właśnie to robi od 2 tygodni przykuwając mnie do łóżka rozmaitymi chorobami, mam nadzieję, że w przyszłym roku będę szybsza i odpowiednio wcześnie zacznę się „smucić” 😉

  • Nareszcie ktoś podobnie odbierający jesień jak ja, dla mnie to taki naturalny czas na wyciszenie, przewartościowanie pewnych spraw, dokonanie mniej lub delikatnych bilansów, złapanie oddechu i tego dreszczyku melancholii. 🙂

    • Masz rację, przewartościowanie pewnych spraw też mi się jesienią zdarza:) Pozdrawiam!

  • Ida

    Podoba mi się ten tekst. I jego forma, i język i nastrój, w jaki zbudowałaś za pomocą słów. 🙂
    Poza tym poczułam pokrewieństwo duchowe z Tobą, ponieważ też lubię posmucić się w sposób kontrolowany (z innymi, niekontrolowanymi smutkami walczyłam przez wiele lat i na szczęście większość z nich sobie poszła). Lubię też schować się w świecie, który istnieje tylko w mojej głowie i posiedzieć tam samotnie. Lubię też jesień – czasem myślę, że mam ją we krwi, bo urodziłam się, kiedy liście zaczynały żółknąć.
    Z chęcią zapoznam się z innymi wpisami.
    Pozdrawiam
    Ida

    • Bardzo dziękuję Ci za ten komentarz:) Też urodziłam się jesienią. Zwróciłaś uwagę na ważną rzecz – smucić się w sposób kontrolowany. Nikogo nie namawiałabym do całkowitego pogrążania się w melancholii i popadania w depresję. Miałam raczej na myśli to o czym piszesz – schować się we własnym świecie i pobyć ze sobą bez gonitwy o bycie najlepszym. Pozdrawiam!

  • Ja też lubię się smucić czasem 🙂 Ale cieszyć lubię się jeszcze bardziej.
    Jesień to naprawdę piękna pora roku dla naszego wnętrza – pozwala zwolnić i wyluzować. Trzeba przyjąć ją z otwartymi ramionami 🙂

  • osobistastylistka

    Lubię ludzi, którzy nie biegają na siłę uśmiechnięci 🙂 Zwykle okazują się o wiele bardziej wartościowi niż ci przemili i uśmiechnięci na pokaz. Pozdrawiam