Drugie macierzyństwo

Written by on Lipiec 10, 2016

brothers-457234_1920

Nasza Mała Księżniczka jest z nami tydzień, a ja nie wiem jak żyliśmy bez niej. Tydzień kolejnego macierzyństwa i kiwania głową ze zrozumieniem na słyszane wielokrotnie zdanie, że miłość matki można tylko mnożyć, nie dzielić. Tydzień, w którym pławię się w szczęściu i urokach macierzyństwa. Urokach, które gdzieś mi umknęły po pierwszym porodzie.

Od tygodnia nie robię nic innego jak tylko patrzę na naszą Kruszynkę i podziwiam jej małe rączki, usteczka, spokojny oddech. Nie śpię, kiedy ona śpi, bo wolę na nią patrzeć. Upajam się jej obecnością, śmietankowym zapachem, magią, jaką roztacza małe dziecko w domu. Robię wszystko to, czego nie rozumiałam, kiedy nie miałam dzieci.

Tak było kiedyś

Kiedyś po wejściu do restauracji robiłam szybki rekonesans i po ujrzeniu jakichkolwiek dzieci wychodziłam. Najzwyczajniej w świecie przeszkadzał mi dziecięcy hałas. Nie rozumiałam dziewczyn gaworzących do wózka, zapatrzonych w swoje pociechy, godzinami rozmawiających o tym, które pieluchy są lepsze (tego akurat wciąż nie robię). Nie rozumiałam zachwytów nad dziecięcymi stópkami, loczkami, guganiem, gaworzeniem. Rozmowy Matek kojarzyły mi się z rozprawianiem o tym ile zjadło, ile wypiło, ile spało, ile wypróżniło. Nie brałam dzieci na ręce bo się bałam, że zrobię im krzywdę. Najgorsze co można mi było zrobić to powiedzieć – widziałaś już moje dziecko? I pokazywać na smartfonie 100 jednakowych dla mnie zdjęć.

Potem pojawił się On

Nasz Syn. I wszystko się zmieniło. Rzeczy niezrozumiałe stały się dla mnie klarowne i transparentne. Miałam ochotę przeprosić wszystkie Matki za ten brak uśmiechu przy 87 zdjęciu – o patrz, a tu podobny do mnie:) Restauracje tylko z kącikiem do dzieci. Sama rozmawiałam z wózkiem częściej niż bym pomyślała, bo ja mówiłam do niego cały czas. Tak, do miesięcznego dziecka, z którym robiłam zakupy i tłumaczyłam pokazując, że por na zupę, pietruszka do klopsów. O tym jak się zmienia życie po pojawieniu się dziecka wszyscy rodzice wiedzą doskonale. I o tym wszyscy mnie zawsze uprzedzali. Choć w przeważającej większości rozmowy dotyczyły trudności, obowiązków i pogodzenia roli rodzica z pracą zawodową, pasją i czasem dla siebie. Nie o tym dzisiaj myślę. Dzisiaj nie mogę wyjść z podziwu jak podejście do macierzyństwa zmienia pojawienie się drugiego dziecka.

Bo przy pierwszym…

Och, gdybym mogła to wiedzieć wtedy. Ale nie wiedziałam. Bo jak pojawił się nasz Syn to chciałam wszystko tak zorganizować i zaplanować, żeby i dom był czysty, i obiad ugotowany, i film obejrzany i nasze życie zbytnio nie odbiegało od poprzedniego rytmu. Wpadłam w pułapkę udowadniania sobie, że tak wiele się nie zmieniło. Że jest nasz Okruszek, że wypełnia nasze życie, ale to wciąż nasze życie. Jeździłam na spacery i słuchałam audiobooków. Karmiłam, godzinami czytając książki. Bujałam na rękach, oglądając filmy. Słuchałam francuskiego radia, kulając się po macie edukacyjnej. Czytałam na ławce w parku książki o rozwoju niemowląt. Każde Zwierciadło miałam przeczytane od deski do deski. Zaczęliśmy z Mężem swoją przygodę z domowymi przetworami na większą skalę. Żyliśmy aktywnie, robiąc masę fajnych rzeczy.

Czy to coś złego?

Nie. Tylko dzisiaj po tygodniu spędzonym z dwójką dzieci widzę, co tak naprawdę od siebie odsunęłam. To pierwsze macierzyństwo zawsze naznaczone jest tym – chcę, żeby było najlepiej, żeby było książkowo, chcę sobie radzić i przede wszystkim – chcę wierzyć, że jeszcze będzie normalnie, że wyjdę wieczorem z domu i będę myśleć o niczym.

Nie będzie „normalnie”

Bo czym jest normalność? To Twoje poprzednie życie. Bez dzieci. Teraz masz dzieci, jesteś rodzicem i udowadnianie sobie, że będzie się żyło tak jak kiedyś, jak tylko wyjdziemy z pieluch – jest bezcelowe. Bo nie, nie będzie się żyło jak kiedyś. I wiesz co? Tylko się cieszyć.

Drugie macierzyństwo

Drugie macierzyństwo zaskoczyło mnie spokojem. Moim własnym. Tym, że nic poza celebracją tych chwil nie mąci mojej głowy i serca. Śmieję się w duchu na samą myśl, że wtedy robiłam tyle rzeczy na raz. Po co? Żeby przegapić ten uścisk małej rączki albo westchnienie, które jest jedno jedyne niepowtarzalne? Mogę dzisiaj godzinami wąchać śmietankę na głowie mojej córki i nie robić nic więcej. Jak można by robić coś więcej, mając  tak pełną emocji chwilę? Dzisiaj więcej nie pomieszczę. Dzisiaj już wiem, że to naprawdę szybko mija. Ta dziecięca bezbronność, niewinność, ten szybki oddech maleńkiego ciałka oddanego w Twoje ramiona. Nie chcę robić nic. Nie chce mi się czytać, słuchać, oglądać, rozmawiać. Chce mi się tylko być. W tej chwili.

Gdzie to życie?

Wtedy wydawało mi się, że gdzieś indziej toczy się życie, a ja zza wózka nie wszystko o nim wiem, nie wszędzie jestem. Ale to było wtedy, kiedy chciałam być wszędzie tam, gdzie mnie nie było. To było wtedy, kiedy nie rozumiałam, że to jest właśnie życie. Ta chwila, kiedy nosem muskasz drugi maleńki nosek i nie wiesz, jaki jest dzień, godzina i kto dzisiaj gra w finale.

O tym przypomni Ci Mąż:)

 


Tagged as , , , ,



  • Piękny post 🙂 Muszę przyznać, że namawiasz mnie na drugie dziecko hehe! Ostatnio sporo o tym myślę, bo zawsze z mężem chcieliśmy mieć gromadkę dzieci. Teraz jest z nami Szpinakożerca, bardzo się cieszę ale trochę boję się myśli o drugim. Terazm jestem totalnie zapracowana, zmęczona, często nerwowa z tego powodu, a co będzie przy drugim? Tym bardziej, że moje początki ze Szpinakożercą zdecydowanie nie były usłane różami…
    Ale może rzeczywiście z drugim dzieckiem przychodzi większy spokój? Obserwuję na placu zabaw matki z więcej niż jednym dzieckiem i one dają radę i są rzeczywiście jakby spokojniejsze… 🙂 Powodzenia dla Waszej czwórki ;D

    • Marzena Kud/Fitspirit

      Znajomy mi kiedyś powiedział, że najtrudniej jest mieć jedno dziecko (sam ma trójkę) i przyznaję, że coś w tym jest:) Poza tym doświadczenie robi swoje, a jak sama mówisz trochę już przerobiłaś;p

  • Ale fajnie się czyta. Mam troje 😉

    • Marzena Kud/Fitspirit

      Och,cudownie:) Zastanawiam się ciągle, czy przy trzecim to już w ogóle zero stresu i tylko miłość płynie:)

  • Patrycja Czubak

    Pięknie napisane 🙂 Ja jeszcze nie mam dzieci i też jestem na etapie unikania ich jak ognia. Ale wierzę, że kiedy będę miała w końcu swoje wszystko się zmieni na lepsze:)

    • Ja swój etap unikania dzieci jak ognia wspominam bardzo dobrze:))

  • Ines Ormańczyk

    Piękny artykuł, naprawdę miło spędziłam czas i z pewnością jeszcze nie jeden raz tutaj zajrzę.

  • Moje drugie macierzyństwo, też okazało się łatwiejsze. Nagle okazało się, że potrafię z dwójką ogarnąć więcej niż z jednym, bo po prostu nie miałam już presji na bycie idealną.

    • O to to, mam to samo;) Pamiętam moje pierwsze próby ogarniania domu, obiadu i siebie z synem. A teraz wszystko się robi jakoś tak naturalnie. Pewnie dlatego, że dzieci świetnie uczą zarządzania czasem, ale to o czym powiedziałaś, jest bardzo ważne. Nadmierny perfekcjonizm potrafi zjeść sporo radości z rodzicielstwa. Przy dwójce maluchów chyba nie ma nawet czasu, żeby o perfekcji pomyśleć:)