Flow – co robić, kiedy nie masz weny?

Written by on Maj 30, 2017

Jak się zaprogramować na flow, kiedy nic Ci się nie chce?

Znacie ten stan. Musicie napisać artykuł, czas pędzi nieubłaganie, a przed Wami migający kursor. Zero weny, myśli krążą wokół pobocznych tematów, a Wy gorączkowo szukacie zajęć, które pomogłyby Wam uciec.

Nagle okazuje się, że ten kubek w zlewie, co leży od 2 dni, leżeć dłużej nie może. Promień słońca, który bezwiednie padł na Waszą rękę, mobilizuje Was do przeglądu letnich ubrań. Okna trzeba umyć, obiad zrobić i w ogóle życie Was wzywa, nie możecie tracić więcej czasu przed monitorem, dzisiaj już nic nie napiszecie.

Marzycie o natchnieniu, które porwie Was w krainę złotych słów. O tym magicznym daimonionie, głosie, który będzie przemawiał Waszymi rękami. Ekstazie, która towarzyszy inspirującemu uniesieniu przelewającemu się przez koniuszki palców na klawiaturę. I nic.

Stan, o którym marzymy wszyscy, znany jest bardzo dobrze sportowcom, chirurgom, kompozytorom, pisarzom, a nawet urzędnikom państwowym. To stan, kiedy przechodzimy samych siebie, wznosimy się na wyżyny własnych zdolności, zachwyceni lekkością, z jaką nam to przychodzi.

Stan flow to nic innego jak uskrzydlenie, a uskrzydlenie „jest najdoskonalszą postacią okiełzania emocji i zaprzęgnięcia ich w służbę osiągnięć w pracy i nauce.

[1] Znakiem charakterystycznym uskrzydlenia jest uczucie spontanicznej radości, nawet upojenia. To stan, w którym całkowicie pochłania nas to, co robimy, nasza świadomość podporządkowana jest całkowicie działaniu.[2] Dajemy wtedy z siebie wszystko i nie interesuje nas efekt końcowy, nie myślimy o sukcesie czy porażce, motywuje nas czysta przyjemność działania.[3]

Kiedy patrzymy na osobę działającą pod wpływem natchnienia, myślimy o niej, że wszystko przychodzi jej z taką łatwością. Mylnie możemy założyć, że nie wymaga to od niej zbytniej pracy i w duchu pozazdrościć szczęścia w postaci flow, które co rusz ją nawiedza.

Może Cię to zaskoczy, ale stan flow jest stanem, nad którym absolutnie panujemy i potrafimy się w niego wprowadzić. Recepta na flow nie będzie niestety usłana poezją i nie zaproponuję Ci siedzenia w różanym ogrodzie i czekania na mityczny daimonion, który ozłoci Twoje myśli. Receptą na natchnienie jest

KONCENTRACJA

Celowe skoncentrowanie się na zadaniu stwarza sprzężenie zwrotne – uspokajamy się i skupiamy, by podjąć działanie, dyscyplinujemy swoje czynności i emocje, dzięki czemu wykonanie zadanie przychodzi nam z łatwością.[4] Ważna jest również jakość zadania.

„Ludzie zdają się koncentrować najlepiej wtedy, kiedy zadanie wymaga od nich nieco większego niż zwykle wysiłku i są w stanie zdobyć się na taki wysiłek. Jeśli wymagania są zbyt duże, to zaczynają się niepokoić. Uskrzydlenie występuje w tej subtelnej strefie, która oddziela znużenie od niepokoju.”[5]

Zadanie musi być dla nas wyzwaniem, byśmy doznali przyjemności z przystępowania do niego. Jednocześnie musimy być przekonani o posiadaniu umiejętności potrzebnych do jego realizacji. To właśnie taki stan osiągają ludzie podczas sesji coachingowych. Reorganizują swoje cele, uświadamiają sobie swoje zasoby i uwalniają energię do działania. Wychodzą uskrzydleni i na fali flow zmieniają swoje życie.

Flow może zakłócać niepokój i nuda. Stan uskrzydlenia charakteryzuje się tym, że uwaga jest w największym stopniu skupiona na działaniu, ale niewytężona. Mózg musi być zrelaksowany.

„Klucz do uskrzydlenia leży w tym, że doznajemy go tylko wtedy, kiedy stojące przed nami zadanie mieści się w granicach szczytu naszych możliwości obejmujących dobrze opanowane i wyćwiczone umiejętności, przy korzystaniu z których obwody nerwowe pracują najbardziej efektywnie.” [6]

Dobrze wyćwiczone umiejętności wymagają od mózgu dużo mniej niż te, które okupione są ponadludzkim wysiłkiem.

Jak osiągnąć flow podczas pisania?

Wniosek nasuwa się sam: dużo pisać i czytać. Tylko w ten sposób możemy wyćwiczyć umiejętność i robić piękne piruety słowem zamiast przewracać się co chwila. Stephen King w swoim poradniku Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika pisze, że jedynym sposobem na to, by stać się poczytnym pisarzem jest codziennie pisać. Choćbyś się miał gapić w ten kursor godzinę to siąść i napisać jedno zdanie. Z czasem będzie ich więcej. Traktować to jak pracę, obowiązek, siadać min na godzinę i pisać. Albo gapić się w ten kursor. Koncentrować się maksymalnie na zadaniu, nawet jeśli nad głową fruwają Ci kotlety, a dzieci szarpią za nogawki. Pisze:

„Jakże często mój zapał twórczy opada, gdy żona informuje mnie, że ubikacja właśnie się zapchała i chciałaby, bym ją przepchał, albo gdy telefon z rejestracji zawiadamia, że lada moment po raz kolejny nie dotrzymam terminu wizyty u dentysty. W takich momentach wszyscy pisarze czują to samo; nieważne, jak wielkie bądź małe odnieśli sukcesy: „Boże, gdybym tylko miał odpowiednie warunki, gdyby otaczali mnie ludzie, którzy mnie rozumieją, JESTEM PEWIEN, że stworzyłbym arcydzieło”.[7]

Pewnie się teraz uśmiechnąłeś:) Naprawdę rzadko kiedy mamy warunki, które uznalibyśmy za idealnie. Możemy na nie czekać, nauczyć się pisać w każdych warunkach i silnie koncentrować na zadaniu albo pomagać sobie w warunkach, które delikatnie mówiąc, uznajemy za niesprzyjające.

Mnie na pewno lepiej się pisze przy biurku w otoczeniu książek albo w kawiarni, gdzie szum rozmów, jazzu i ekspresu relaksuje mój umysł. Na pewno lepiej niż w kuchni, pociągu, przychodni. Jakbym miała policzyć takie idealne momenty do pisania to nie wiem, czy byłoby ich pięć. Czasem wspomagam się muzyką, wiesz, że nie musisz wychodzić do kawiarni, by mieć odgłosy kawiarni?;)

Zajrzyj tu: Coffitivity

I absolutnie świetne miejsce do tworzenia klimatu, gdzie autor pozwala na żonglowanie różnymi odgłosami w zależności od Twoich potrzeb – Asoftmurmur

Moje ulubione to połączenie: waves, crickets i singing bowl. Stwórz swoją muzykę, odetnij się od świata, skoncentruj się na zadaniu i ani się obejrzysz, jak dopadnie Cię znajome uczucie uskrzydlenia.

I jeszcze jedna ważna sprawa. Trzeba obalić mit efektywnego nocnego pisania. Jeśli mówimy o koncentracji to trzeba mieć jasny świeży, nieprzemęczony umysł. Kiedyś twierdziłam, że najlepiej pisze mi się w nocy. Dopóki nie zaczęłam pisać nad ranem, dopóki na własnej skórze nie przekonałam się, że spanie od 22 do 1 w nocy jest najbardziej kaloryczne. Wieczorem przygotowuję sobie materiały, robię listę zadań i po 22 kładę się spać. Czasem wstaję nawet o 3 rano (w nocy?) i piszę. Do 6 jestem w stanie napisać nawet Pana Tadeusza, mój mózg pracuje na najwyższych obrotach, a ja piszę bez oceny tego, co tworzę. Na poprawianie przychodzi czas później. Jeśli mam możliwość, kładę się o 6 jeszcze na godzinę i wstaję wypoczęta i zadowolona z wykonanego zadania. Niestety mało to romantyczne i żaden obłok w postaci natchnienia na mnie nie spływa, ale tak to działa. Koncentracja, dyscyplina, wyzwanie. Ewentualnie dobra muzyka.

Mój przyjaciel dziennikarz, który przeprowadza mnóstwo wywiadów, zawsze powtarza, że trzeba się rozmówić. Myślę, że w pisaniu trzeba się po prostu rozpisać.

„Jeśli chcecie zostać pisarzami, przede wszystkim powinniście pamiętać o dwóch rzeczach: dużo pisać i czytać. Nie da się tego uniknąć, nie istnieje droga na skróty.”[8]

 


Podobał Ci się wpis? Udostępnij proszę! Dziękuję:)


 

 

[1] Goleman D.: Inteligencja emocjonalna. Poznań 1997, s. 151

[2] Tamże, s. 151

[3] Tamże, s. 152

[4] Tamże, s. 152

[5] Tamże, s. 152

[6] Tamże, s. 153-154

[7] King St.: Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika. Warszawa 204, s. 201

[8] Tamże, s. 122


Tagged as , , , , , , , , ,



  • Bardzo ciekawe spostrzezenia…zdecydowanie dla mnie artykul

  • Bardzo ciekawy wpis. U mnie flow z reguły pojawia sie wtedy, kiedy najmniej się jego spodziewam 🙂

  • Dzięki Marzena, ja czasem czuję flow i wtedy rzeczywiście powstają najlepsze teksty. Jednak najlepsze flow mam, kiedy przemawiam przed grupą – wtedy „jestem mówiona”. Może powinnam się nagrywać i spisywać, wtedy powstawałyby same dobre teksty 😉
    A linki do odgłosów – świetne !

  • Przeczytałam ten artykuł już wzeszłym tygodniu akurat nie mając weny. Pokończyły mi się artykuły, które miałam napisane na zapas, a jakoś nie miałam pomysłu na nowe. I wtedy usiadłam nad kartką papieru i zaczęłam pisać wszystkie tematy jakie w danej chwili przychodziły mi do głowy. Nie które były beznadziejne, ale kilka spodobało mi się. Następnie wzięłam pierwszy zaakceptowany prze ze mnie tytuł i zaczęłam pisać. Początkowo szło opornie, ale po kilku linijkach się rozkręciłam i nagle zalała mnie fala pomysłów. Także nie ma co czekać na ten odpowiedni moment, bo może on nigdy nie nadejdzie. Trzeba po prostu działać :).

    • Ja właśnie do pewnego tekstu podchodzę 10 raz i mam nadzieję, że ten raz będzie ostatnim;)

  • Coś w tym jest 🙂 Muszę w końcu wypróbować odgłosy kawiarni. Ale fakt, że żeby pobudzić flow trzeba po prostu zacząć pisać. Najpierw nie idzie, ale potem jak buchnie… uwielbiam to. A czasem znikąd siadam i piszę, jak dziś rano, i uwielbiam takie nieoczekiwane niespodzianki:)

    • Och, jak Ci zazdroszczę, dawno nie miałam takiego wybuchu:) Będę próbować i cierpliwe czekać;) Ściskam!

  • Marzena, ja chyba jestem w „czarnej d… ” z porannym pisaniem bo lubie pisać w nocy 😀 rano chcę spać 😀 nie chcę jeść, nie chcę prysznica, nie chcę SEKSU, nie chce pisać, ani czytać. Nawet kawę (ale to tajemnica) wolę około 9.30 najwcześniej 😀 rano jest święte, bo ja mam niestety tryb sowy 🙂 A poważnie? Nie piszę dla mam deadlajnów. Czasem piszę rano. Czasem w porze obiadu. A czasem wieczorem. Ale wiem o czym mówisz …. Ja tak mam z rachunkami online 😀

    • To może jesteś wyjątkiem potwierdzającym regułę?;) też kiedyś pisałam w nocy i faktycznie dobrze mi szło. Dzisiaj jestem zmuszona pisać w nocy i czuję ogromną różnicę. Wolę zdecydowanie poranek;) taki zaczynający się o 2 nocy hah;) Ale przyznaję, rano śpi się najlepiej:)