Jak mieć na wszystko czas?

Written by on Listopad 19, 2017

Wstajesz rano, spoglądasz na swoją listę zadań i zaczynasz bieg codzienności: zawieźć do przedszkola, odebrać z przedszkola, zapłacić rachunki, wyprasować koszulę, spakować obiad, zaplanować drugi obiad, wstawić pranie, zrobić listę zakupów, zdążyć do pracy, umówić lekarza, pracować, wypracować, zapracować, pracować efektywnie, produktywnie, nie marnować czasu, odebrać telefon z przedszkola, zapłacić zaległe czesne, zadzwonić do koleżanki i znaleźć strój strażaka na balik, kupić czapkę najmłodszemu dziecku, napisać fajnego smsa do męża, pomyśleć o prezentach na mikołaja, zadzwonić do mamy i zapytać jak się czuje, odpisać architektowi na wysłany projekt domu, kupić znicze, zatrzymać się, pomyśleć o tacie…

Zatankować, umyć auto, odkurzyć, zrobić kolorowy ryż dla dzieci, ulepić strażaka sama, wyczyścić nawilżacz powietrza, zmienić pościel, podlać kwiaty, zrobić pulpety, upiec rogaliki z różą…

Wyspać się, wziąć kąpiel

Nie robić nic..

Znacie to?

Rozgardiasz codzienności

Wymieniłam tylko część rzeczy z ostatnich trzech dni, nie wpisując tego, co się po drodze działo: odebrać telefon z przedszkola, wziąć urlop na żądanie, zawieźć syna z rozwaloną głową do szpitala. Pojechać do pracy, zawrócić w drodze, zawieźć córkę do lekarza. Przyjechać szybciej do domu, zawieźć męża do szpitala, poczekać aż zszyją mu rękę. Jechać w nocy do koleżanki po strój ninja. Wycierać wylane kubusie playe w całym domu – zabawa w tankowanie auta. Zbierać wyrzucone ubrania ze wszystkich szaf – zabawa w śmietnisko! Zbierać szkło – zabawa w plac budowy. Zasypiać przy ulicy czereśniowej – zabawa w „gdzie jest ten kot”. Czytać kryminał – zabawa w „ja wciąż mam normalne życie”. Zbierać szron z samochodu kartą z orsaya – zabawa w „zapomniałam, że idzie zima”. Zaparzać herbatę w czajniku – zabawa w „to nic, że mam w domu burdel dziesięciolecia, udaję arystokrację”. Szybki peeling ciała – zabawa w „wciąż o siebie dbam”.

Znajome, prawda?:)

Jak mieć na wszystko czas?

Odkąd jestem mamą,  mam wrażenie, że jestem zorganizowana jak nigdy przedtem, a jednocześnie mam poczucie, że każdy mój dzień jest wielką improwizacją. Nauczyłam się odpuszczać wiele rzeczy, nie złościć się na różne okoliczności, ale czasem mam poczucie, że zwariuję, że mój dom to latający zamek hauru, w którym wszystko tętni, się rusza, mrowi, pełza i zaraz mnie udusi. Nie znoszę bałaganu, a jednak uczę się w nim żyć. Sprzątam każdego dnia i każdego dnia mam bałagan. Więc czasem nie sprzątam i piję herbatę;) Czasem prasuję w sobotę koszule na cały tydzień, czasem prasuję rano przed pójściem do pracy, a czasem patrzę do garderoby i szukam ubrania, co się samo na mnie prasuje.

Czasem pakuję obiad do pracy, a czasem gotuję  płatki jaglane z bananem, bo robią się 3 minuty. I pewnie jak większość ludzi zadaję sobie pytanie, jak znaleźć na wszystko czas?

Na aktywność w pracy, na czas z rodziną, zabawę z dziećmi, telefony do przyjaciół, obiad z mamą, ulubiony kryminał, film z mężem, spacer, sport, gotowanie obiadu, swoje hobby, a może jeszcze fryzjera i kawę w samotności. Jak znaleźć czas na bycie ze sobą, na duchowość, refleksję i zatrzymanie się w ciągu dnia? Pieczenie babeczek i uważność na przypadkową osobę, która zagai do nas w sklepie?

Klucz 

Jest mnóstwo technik organizowania sobie czasu, rzeczy ułatwiających nam multitasking i sama z nich korzystam, bo audiobooki nie raz ratują mój rozwój, a wolnowar żołądek i ciepły obiad na następny dzień. Ale myślę, że klucz nie tkwi w doborze narzędzi, bo czy korzystasz z macierzy Eisenhowera, czy zjadasz swoją żabę i pilnujesz nieuciekania w prokrastynację, czy pracujesz techniką pommodoro, którą zresztą bardzo lubię, czy planujesz w kalendarzu, czy masz ustawienia przypominajki na telefonie – najważniejsze jest Twoje pojmowanie czasu.

Nie mam czasu

Ile raz mówisz komuś: nie mam czasu? Zapytam Cię: kto go w takim razie ma? Komu go oddałeś? Może dzieciom, może mężowi, może pracy, może Facebookowi, sam wiesz najlepiej. Ale to Ty rozdajesz karty – zawsze. Zdarza się, że znajomi mnie pytają, jak ogarniam tyle spraw: dwójka małych dzieci, praca, budowa domu, pisanie książek, prowadzenie bloga, warsztaty, itp. Szukałam odpowiedzi na to pytanie i myślę, że w tym wszystkim nie jest najważniejsze to, że wcześniej wstaje, planuję i nie ulegam rozpraszaczom (btw nie mamy telewizora od 7 lat – najlepsza inwestycja w organizację czasu;). U mnie najbardziej sprawdziła się umiejętność podziału swoich ról życiowych, zrozumienie, ile czasu każdej chcę poświęcać i pilnowanie, by nie zaburzać proporcji. Co przez to rozumiem? Zdefiniowałam sobie, jaką chcę być mamą. Wiadomo, że dobrą, cierpliwą (ach, jakie to trudne!), ciepłą, kochającą i uśmiechniętą. Określiłam sobie, że chcę być mamą, która po pracy spędza czas z dziećmi dobry jakościowo. Jest z nimi naprawdę, a nie jednym okiem, ręką, nogą, a drugą częścią ciała w telefonie, kuchni, gazecie. Chcę być mamą, która mimo ciężkiego dnia w pracy, wieczorem czyta dzieciom bajki i o tej pracy nie myśli, zastanawia się, czemu bolek i lolek nie chodzą z mamą na wycieczki (pytanie syna). Chcę być mamą, która nie przejmuje się bałaganem i lepi z dziećmi plac budowy z masy solnej, jeździ autami po kolorowym ryżu i ma gdzieś to, że jest niedziela, a my nie mamy białego obrusa. Chcę być mamą, która piecze z dziećmi rogaliki, robi warzywne pasty, zdrowe zupy, nie przejmując się jednocześnie, kiedy zalewa im czekoladowe płatki mlekiem, kiedy pada z sił. Nie przejmuje się, kiedy nie ma w niedzielę dwudaniowego obiadu, zamawia pizzę i jedzie z dziećmi na wycieczkę. Chcę być mamą, która wybacza sobie błędy, nie prasuje zawsze pościeli, uśmiecha się i przytula mimo zmęczenia. Która nie wyrzuca sobie, że pracuje do 17 i ostatnia odbiera dzieci z przedszkola, bo wie, że następne godziny spędzi tylko z nimi i da im siebie na 100%.

Co Ci da szczęście?

Myślałam o tym, jaką chcę być żoną. I wiedząc, jak wyglądają pierwsze lata z małymi dziećmi u boku, wiedziałam, że chcę przynajmniej jedną godzinę w tygodniu spędzić z mężem na kawie, żeby obgadać w spokoju cały tydzień, że chcę napisać do niego śmiesznego smsa, że chcę go przytulać, kiedy wracam z pracy, że nie chcę rozmawiać tylko o dzieciach, że zamiast poprawiać wymiętolone pranie, będę się cieszyć, że je zrobił kolejny raz (tu mam najtrudniej). Wiedziałam też, że nie chcę udawać po urodzeniu dziecka, że nic się nie zmieniło i za 2 tygodnie wrócę do swojej wagi, że codziennie będę wyglądać promiennie i mieć zrobiony pedicure. Nie chciałam narzucać sobie tej presji – wtedy moja rola matki dominowała, rola kobiety była mniej akcentowana.

Dzisiaj pytam siebie, jaką chcę być kobietą. Chcę mieć dobre perfumy, czas na kąpiel, siłę na bycie elegancką słowem nawet wtedy, kiedy mam ochotę powiedzieć komuś co innego. I czasem przeklinam, kiedy moje dziecko się obudzi, jak dopiero co pomaluję paznokcie (ok., zawsze tak robi). Chcę używać szminki nawet jak jadę do szpitala i nie myśleć, że to nie jest ok. Chcę spotykać się z koleżankami, gadać o ciuchach, facetach i pierwszych zmarszczkach. Nie chcę być naj, nie potrzebuję być gwiazdą, nie szukam adoracji, chyba lubię siebie i lubię atrakcyjne kobiety. Chcę być kobietą z poczuciem humoru i sporym dystansem. Jak będę chciała mieć szczupłe nogi to je sobie zrobię, jak nie – będę używać lepszych perfum. Nie kupię dziecku 50-tej czapki, kupię sobie próbkę Amouage. Taka jestem.

Pytam siebie, co daje mi satysfakcję zawodową. Angażuję się w pracy na 100%, ciesząc się nią. Wykorzystuję każde 10 min, bo wiem, że jak przyjdę do domu – chcę być mamą, jaką sobie wymarzyłam, żoną, jaką jeszcze da się lubić;) Łatwiej mi to robić, kiedy sprawy zawodowe zostawię w pracy i kiedy na tyle nasycę się swoim spełnieniem zawodowym, że spokojnie mogę naciskać z córką 56 razy włącznik światła, zachwycając się jej szczęściem, bez poczucia, że czegoś mi brakuje.

Ile czasu potrzebuję na hobby? Żeby nie zwariować, a jednocześnie pogodzić to z innym rolami – czuję się dobrze, jak mogę raz na 2 tygodnie napisać coś na bloga, raz w tygodniu usiąść nad książką –w obecnej sytuacji trudno byłoby mi robić to częściej, ale dla mnie to jest ok.

Dzisiaj myślę nad tym, jakim chcę być przyjacielem, bo wciąż mam poczucie niedosytu. I pewnie będę coś zmieniać, przesuwać. Nie będę prasować ścierek, skoczę na szybką kawę. Znów nie umyję okien, pójdę z mężem do kina. Nie zrobię rogali, pojadę na basen, żeby pobyć sama ze sobą. Zrobię rogale, nie zrobię paznokci.

Uważność

Wybierając to, co jest dla mnie najważniejsze, staram się być obecna w każdej chwili. Wykorzystuję czas, który mam, na to co dla mnie w tym momencie istotne. Myślę, że bycie obecnym i uważnym pomaga nam mieć czas. Zajmowanie się kilkoma rzeczami na raz, uciekanie myślami daleko powoduje, że mamy poczucie utraty, frustracji, że nie mamy na nic czasu, że się nie ogarniamy i wciąż chodzimy poirytowani.

Więc kiedy się nie ogarniam…

Mówię stop i zastanawiam się, czego mam za dużo, a czego za mało. Bo to, że nie ogarniam się w pracy wcale nie musi znaczyć, że mam jej za dużo. Może mam za mało kryminału i czasu ze sobą, by w pełni szczęścia i zadowolenia wywiązywać się ze swoich obowiązków zawodowych.

Kiedy czuję harmonię i spełniam się w każdej roli tak, jakbym chciała – nie mam poczucia, że nie mam czasu. Czuję intensywność życia i zadowolenie. Ciągle ćwiczę się w uważności, by nie marnować żadnej minuty. By odwożąc dziecko do przedszkola, nie rozmyślać o pracy, do której zaraz pojadę, ale rozmawiać z nim tak, jakbyśmy byli na najlepszych lodach. Chcę z nim być te parę minut najmocniej jak potrafię. Czasem to trudne, myśli biegają mi wokół rzeczy, które muszę zrobić, ale ciągle mówię sobie stop – miej czas, bądź w tej chwili.

Planuję wybrać się na warsztaty, treningi uważności, bo wierzę, że to piękna metoda przeżywania życia w świadomy sposób. I myślę, że można mieć na wszystko czas, jak się dokładnie określi, co nam da poczucie spełnienia w każdej życiowej roli. Jeśli nie masz czasu na sport – być może nie jest on dla Ciebie priorytetem. Jeśli się nie wyrabiasz z niczym, zatrzymaj się i daj sobie kwadrans dla siebie, odszukaj swoje wartości.

Jak mieć czas na wszystko?

Może to kwestia dokładnego określenia enigmatycznego pojęcia „wszystko”, ustalenia proporcji i korzystania z teraźniejszości wtedy, kiedy ona się wydarza?

„Zła wiadomość jest taka, że czas leci. Dobra, że Ty jesteś pilotem”

Michale Altshuler


O produktywności i pozornej zajętości piszemy w naszej książce Wychowanie do Osobistego Rozwoju gdzie Kasia Skolimowska proponuje ćwiczenie z głównymi grzechami w organizacji dnia wgprof. Lothara Seiwerta

Książkę możesz kupić TUTAJ.

 


Tagged as , , ,



  • Edyta Bodzioch

    Jej, ale pięknie to wszystko ujęłaś! <3 Czytałam z wielką przyjemnością i tysiącem innych pozytywnych emocji, na opisanie których brak miejsca 😉 Podziwiam Cię, i trzymam kciuki za dalsze sukcesy. Jesteś moją inspiracją do dalszej pracy nad sobą <3

    • Edytko, jak miło to słyszeć, szczególnie z Twoich ust:** Dziękuję:)

  • Marzenka, jakbym siebie czasem widziała. Na szczęście już coraz mniej, bo dzieci mam duże i same po sobie sprzątają, a do tego zmywarkę rozpakują, pranie rozwieszą i odkurzą. Ufff, dożyłam tego momentu 😉
    Kilka lat temu wzięłam udział w treningu MBSR. Trwał 8 tygodni i odmienił moje życie 🙂 Bardzo polecam.
    I jeszcze historia w temacie wpisu.
    Uczeń przychodzi do mistrza i mówi. „Mistrzu ile czasu dziennie mam medytować?”
    Mistrz odpowiada „Wystarczy 20 minut”
    Na to uczeń: „Ale ja nie mam tyle czasu!”
    „A, to w takim razie musisz medytować godzinę dziennie” – odpowiedział mistrz. 🙂
    Pozdrawiam Cię serdecznie 🙂

    • Asiu, dziękuję:) myślę wciąż o tej historyjce i wyciągam swoje wnioski:) w idealnym moment trafiłaś:) A trening MBSR od dawna chodzi mi po głowie! Polecasz jakiś konkretny?

  • Marzenko, dzisiaj zabrałam sobie trochę angielskiego na matrycę E. z fajną grupą 🙂 jeszcze tego nie ogarniają do końca, ale porozmawialiśmy o prokrastynacji i innych grzechach naszych związanych z czasem 🙂 Mam też złą wiadomość 😀 nawet jak dzieci urosną wciąż brakuje czasu 😀 tekst genialny, skonstruowany dwubiegunowo w pozytywnym znaczeniu. Buziaki!