Jak zrzucić winę na dziecko? Poznaj 5 sposobów

Written by on Luty 7, 2017

girl-1863906_1280

Rodzicielstwo jest trudne. Jest piękne, wspaniałe, ubogacające nasze życie, ale jest też trudne. Stawia przed nami wyzwania, o jakich nie mieliśmy wcześniej pojęcia. Wyciąga z nas to, co najlepsze, ale i to, co najgorsze. Codziennie walczymy z wdrukami z przeszłości, przekonaniami, które sterują naszymi rękami i słowami. Czasem nasze kochane dzieci doprowadzają nas do obłędu. Czasem przychodzimy zmęczeni  z pracy i marzymy o ciepłym posiłku albo 5 minutach samotności w łazience. Ale nie. One mają inne plany.

Reagujemy różnie, w zależności od stopnia zmęczenia i zdenerwowania. Wiecie, jak jest. Kropla drąży skałę. Można sprzątać klocki 20 razy z uśmiechem, ale ten 21 jest ponad nasze siły. Można prosić o założenie swetra 10 razy przed wyjściem, ale ten 11 spowoduje nasze spóźnienie. Można tłumaczyć zadanie z chemii kilkanaście razy, ale ta 3 jedynka ze sprawdzianu przypomina  nam o wszystkich wieczorach, kiedy marzyło się o romantycznym filmie, a odrabiało tablicę Mendelejewa.

Jak żyć? A później to poczucie winy, że znów odezwałem się nie tak, znów zachowałam się jak własna matka, znów krzyknęłam bardziej niż powinnam. Ale zaraz. Czemu ja mam się czuć winna? Poznaj 5 sposobów na to, żeby Twoje dziecko czuło się winne!


childrens-eyes-1914519_1280Zastraszanie

Wpędzisz mnie do grobu! Boli mnie przez Ciebie serce! Przez Ciebie źle się czuję!

Warunkowanie miłości

Teraz mama Cię nie kocha. Jak jesteś niegrzeczny, mama Cię nie lubi!

Szantaż

Jak nie sprzątniesz zabawek, mama Cię komuś odda! Jak się będziesz tak zachowywał, ten Pan Cię zabierze.

Przerzucanie odpowiedzialności

Masz się za dobrze, w głowie Ci się poprzewracało! Ja w Twoim wieku nie miałam połowy tego, co TY!

Wypominanie

Jesteś niewdzięczny! To ja haruję, zarabiam na Twoje wyjazdy, a Ty się tak odwdzięczasz! Pała z angielskiego!


Jesteś tu jeszcze?

Mam nadzieję, bo chyba nie uwierzyłeś, że o to mi chodziło. O patent na krzywdzące poczucie winy u dziecka? Ja wiem, jak trudno być rodzicem, ile cierpliwość kosztuje. Wiem, jak to jest wygrzebywać lego z włosów i spod powiek, jak to jest ubierać się godzinę, żeby się zaraz wracać i ściągać kombinezon, bo trzeba do łazienki. I podziwiam Cię Rodzicu za każde zwycięstwo nad zmęczeniem i frustracją! Szkoła życia, prawda?

Ale wiesz co? Wiem też, jak to jest słyszeć takie rzeczy. I powiem Ci, co dziecko z tego rozumie:

Boli mnie przez Ciebie serduszko.

Tłumaczenie: Jestem taka zmęczona, nie radzę sobie ze wszystkim. W pracy milion rzeczy do zrobienia, ledwo stoję na nogach, obiad muszę zrobić, marzę o wannie z gorącą wodą, migrena rozsadzi mi czaszkę, zaraz się spóźnimy po Franka, a ona jak na złość leży na podłodze i nie chce ubrać tego buta. Chce mi się płakać!

Co dziecko słyszy: Robię mamie krzywdę, ale nie wiem kiedy i jak. Ja po prostu jestem bardzo zmęczona, nie spałam dzisiaj w przedszkolu, bo Staś mnie obudził. Tęskniłam za mamą, wszystkie dzieci już poszły, a ja zostałam sama, chciałam, żeby mnie przytuliła, a boję się jej dzisiaj. Nie uśmiecha się, a ja nie mam siły tego buta włożyć. Tak się boję, że będę płakać.

Jak jesteś niegrzeczny, mama Cię nie lubi!

Tłumaczenie: Nie lubię, kiedy się tak zachowujesz, sprawia mi to trudność. Nie chcę, żebyś rozrzucał ziemię z kwiatków, muszę potem sprzątać.

Co dziecko słyszy: Muszę zasłużyć, żeby mama mnie lubiła. Ale dlaczego ona mnie dzisiaj nie lubi? Ona mnie chyba w ogóle nie lubi. Tak mi się chce płakać, ona mnie dzisiaj nie lubi!

Jak się będziesz tak zachowywał ten Pan Cię zabierze!

Tłumaczenie: nie mam siły na te wszystkie spojrzenia. Wszystkie dzieci grzecznie stoją w kolejce, a Franio rozrzuca, co tylko do ręki mu wpadnie. Jestem spocona, siatka mnie uwiera w ręce, zaczynają mnie swędzieć nawet włosy i ta cisza w sklepie. To oczekiwanie, co ja teraz zrobię. A ten co się tak gapi, pewnie zaraz coś powie, nie no, muszę go jakoś ujarzmić, bo cały sklep rozniesie.

Co dziecko rozumie: Nie mogę ufać dorosłym. Pan mnie zabierze, a mama mnie nie obroni.

Masz się za dobrze! Ja w Twoim wieku nie miałam połowy tego, co Ty!

Tłumaczenie: Chyba za dużo zabawek mu kupuję, widzę, że jest wszystkim znudzony, nie rozwija kreatywności. Martwię się, że nie nauczy się szanować swoich rzeczy, chyba robię błąd.

Co dziecko rozumie: O co jej chodzi, czemu mam się za dobrze? Ona chce, żeby miał się źle, czy jak? Wyżywa się na mnie, że ona nie miała zabawek.

To ja tu haruję, zarabiam na Twoje wyjazdy, a Ty się tak odwdzięczasz!

Tłumaczenie: Synu, martwią mnie Twoje oceny, boję się, że nie zdasz do następnej klasy. Jestem zła na siebie, bo chyba przegapiłam coś ważnego.

Co dziecko rozumie: Żałuje mi wyjazdów. To niech mnie nie wysyła, obejdzie się. Nic nie poradzę na to, że takie miała dzieciństwo. O co jej chodzi? Najpierw coś mi daje, potem wypomina. Jak to ma tak wyglądać, nic od niej nie chcę.

***

Zauważyłeś, że w żadnym przypadku rodzic nie osiągnął zamierzonego efektu? Kiedy Dorosły nie radzi sobie ze swoimi emocjami, niepokojem w związku z  problemem, chce go jak najszybciej rozwiązać. Wybuchając złością i kierując w stronę dziecka powyższe komunikaty, zaszczepia w nim jedynie strach, niepokój i fałszywe przekonania (więcej o fałszywych przekonaniach przeczytasz tu), że:

  • Na miłość trzeba zasłużyć
  • Kochamy się i lubimy tylko wtedy, jak jest dobrze
  • Dorosłym nie wolno ufać, każdy może chcieć mnie skrzywdzić, a mama mnie nie obroni
  • Jestem bardzo zły, mama przeze mnie cierpi
  • Na uśmiech mamy mogę zasłużyć sprzątając zabawki
  • Swoimi zabawkami ciągle przypominam mamie, że ona miała się źle – tak mi z tego powodu smutno

Ile razy w tygodniu zachowanie Twojego dziecka rozwija Twoją cierpliwość? Ja mam tego sporo i wyobrażam sobie, że gdybym tak mówiła, moje dziecko najlepsze lata dzieciństwa przeżyłoby w strachu i poczuciu winy. Jakie by to miało efekty w przyszłości? Może w dorosłym życiu, wiążąc się z kimś uważałoby, że na miłość i szacunek trzeba zasłużyć czymś specjalnym? Nienaganną figurą? Posłuszeństwem? Pieniędzmi? Może moja córka, gdyby ktoś jej przyłożył, pomyślałaby – ale to ja go sprowokowałam? Może mój syn, gdyby stracił pracę, bałby się wrócić do domu bo pomyślałby, że nie będzie już rodzinie potrzebny?

Co mają wiedzieć moje dzieci, jak będą Dorosłe?

Podstawowe pytanie, jakie towarzyszy mi w codziennych wyzwaniach. Chcę, żeby wiedziały, czym jest szacunek do samego siebie i żeby wykazywały empatię. Co robię?

Mówię jak jest. Biorę tłumaczenie.

Przepraszam Cię synu, ale jestem dzisiaj zmęczona pracą, denerwuję się, kiedy nie chcesz założyć tego buta. Pozwól, że Ci go założę, bo musimy już wyjść, siostra na nas czeka.

Nie zgadzam się, żebyś wysypywał ziemię z tego kwiatka, bo on jej potrzebuje, a ja nie chcę tego sprzątać.

Nie chcę żebyś rozrzucał te rzeczy. Jesteśmy w sklepie, a tutaj ludzie chcą zrobić zakupy w spokoju.

Kiedy orientuję się, że robię coś źle, np. kupuję za dużo zabawek – naprawiam to delikatnie, bez przerzucania odpowiedzialności za swoją nieuwagę.

U mnie to działa. I powiem Wam o cudownym „efekcie ubocznym”. Dziecko uczy się nazywać emocje. Uczy się empatii. Uczy się tego, że ma prawo do swoich emocji, że od tego jesteśmy rodziną, żeby wzajemnie się wspierać, a nie warunkować sympatię w zależności od nastroju.

Wyobrażacie sobie, że Wasz Mąż mówi: Dzisiaj Cię nie lubię, nie chciało Ci się umyć włosów. Jak będziesz tak zrzędzić, oddam Cię koledze. W dupie Ci się poprzewracało, musiałbym Ci przyłożyć parę razy. Teraz Cię nie kocham, ale jak schudniesz te 5kg…

No.

Ja Was wszystkich Rodziców kocham! I podziwiam tak ogromnie, od kiedy mam dzieci. I ja wiem, że najlepszym rodzicem jest zawsze ten, który ich nie ma. Ale my też możemy, postarajmy się razem. Wchodzisz w to?


Jeśli uważasz ten wpis za wartościowy, będzie mi miło, jeśli go udostępnisz. Zapraszam Cię również na mój fanapage i instagram.


Tagged as , , , , , , , ,



  • Komunikacja bez przemocy jest bardzo ważna w relacjach z otoczeniem. Mi czasami brakuje słów do opisania jak sie czuję i czego chcę. Moje dzieci są bardzo małe a jednak wiele rozumieją.

    • Rozumieją, rozumieją:) ile mają? u mnie 2,5 i 7m.

      • Starsza 2 lata, młodsza 8 miesięcy.

        • Podziwiam, z taką małą różnicą wieku pewnie nie raz Ci ciężko. Domyślam się, że ratuje Cię poczucie humoru;)

  • Agata Borkowska

    Czesto rodzice zapomnają ,że przemoc emocjonalna to też PRZEMOC!!! Oczywiście nie raz zdarzy mi się pomyslec, tak jak napisałąś, ale nigdy nie mówię tego na glos. A nie daj Boże dziecko usłyszy. Przecież to małą istota, która dopiero się uczy . Uczy się emocji, uczuć, wszystkiego. Tekst jest rewelacyjny powolę sobie udostepnić u siebie:)

    • Dziękuję! też sobie czasem różne rzeczy myślę, ale ich nie mówię, bo nam złość przejdzie, a w dziecku wszystko zostaje i zostawia ślady. Trzeba głośno mówić, że przemoc emocjonalna też boli.

  • Postaram sie zapamiętać na przyszłość 🙂 choć znając mnie łatwo nie będzie 🙂

  • Świetnie napisane i jakie powszechne te teksty typu: Bo Cię ten pan zabierze albo już Cię nie lubię, jak jesteś tak niegrzeczny. Niestety słyszalne na każdym kroku 🙁 Mam nadzieję, że Twój wpis otworzy oczy wielu osobom.

    • Szczegolnie straszym pokoleniom, prawda ? 🙂

      • Niestety chyba większość z nas słyszała takie rzeczy w dzieciństwie…

        • Dokładnie. I potem się dziwić, że jako dorośli trudno o zaufanie czy otwartość do innych ludzi. Mieszkając w Ekwadorze, widzę niesamowitą różnicę, pod tym względem.

      • Dokładnie! Pamiętam, jak mnie straszono dziadem. Raz się popłakałam, jak byłam dzieckiem, bo było późno i właśnie mi mama powiedziała: „Idź spać, bo Cię dziad zabierze.”, a w tym momencie ktoś zapukał do drzwi. Uuuu… Pisku ze strachu było, co nie miara!

  • Marzena to jest bardzo mądry i wartościowy tekst, który wywołuje wielkie wyrzuty sumienia. Ja patrzę na swoje macierzyństwo i początek ginie mi już we mgle. Narobiłam straaaaasznie dużo błędów i jak patrzę na swoje dzieci, za każdym razem gdy coś je gnębi, czy gryzie, pytam siebie, który z moich błędów siedzi w tym zachowaniu. Dużo teraz się mówi o rodzicielstwie i ja sama też o tym piszę. Zauważyłam, że my rodzice coraz więcej od siebie wymagamy i coraz mocniej chyba karcimy. Dla mnie samej brakuje już złotego środka w tym wszystkim. Zagonieni pomiędzy wymogami życia w 21 wieku, chcemy być idealnymi rodzicami, rozumnymi i poświęcającymi czas dziecku i maszynami zarabiającymi pieniądze. Trudny temat. Ja chyba potrzebuję klona 😀 bo czasem jednak „wyłażę” ze skóry. A swoja drogą dzisiaj moje dziecko nie dawało rady zjeść makaronu z serem. Pytam, czy zbyt słodki? Nie. Zbyt kwaśny ser? Nie. Synku widzę, że cię skręca mówię. A on nie nie dobry i aż go dławi. Dociekałam chwilę i wzięłam w końcu do ust. Posoliłam zamiast posypać cukrem ;P Czemu jadł? Bo jak wyjaśnił, nie chciał marudzić 😀 Jestem POTWOREM 😀

    • Hahaha brawa dla syna!! Poruszyłaś tyle ważnych spraw…nie chciałam w nikim wywoływać wyrzutów sumienia tylko ciut refleksji. Nie jesteśmy idealni, choć chcielibyśmy. Wciąż się starać to chyba dobre wyjście? I nie karcić się zbyt surowo, przepraszać i wybaczać sobie. Wiesz, ze to jeden z zarzutów przeciwko rodzicielstwu bliskości? To, że tak bardzo chcemy być empatyczni i dbać o potrzeby dziecka, że czujemy się wyczerpani rodzicielstwem i życiem. Też szukam złotego środka. Wiem, że muszę dbać o siebie bym mogła się troszczyć o innych. To wiem na pewno:)

  • Agnieszka Kubacka

    Post jest rewelacyjny! Wytłumaczyłaś wszystko od A do Z, bardzo wyczerpująco, że nie mam żadnych pytań 🙂 Nie mam jeszcze dzieci (pierwsze dopiero w drodze), ale nie raz słyszę w sklepie czy na przystanku takie teksty od rodziców. W sumie to nigdy nie zastanawiamy się jak to wszystko odbiera dziecko. Wydaje mi się, że dorośli z góry zakładają, że ono wszystko zrozumie.

    • Myślę, że ono zrozumie, ale dosłownie. A my, kiedy jesteśmy zmęczeni, często mówimy nie to, co chcemy powiedzieć. Takie hasła robią dziecku krzywdę, bo ono z nim zostaje na dłużej i nie jest w stanie pojąć metafory, czy kontekstu sytuacji. Życzę powodzenia i dużo siły:)

  • Sama prawda. Ale niestety – znam to aż za dobrze. Kiedy pierwszy raz krzyknęłam na córę – z braku zwyczajnej cierpliwości – pół nocy przepłakałam przez wyrzuty sumienia. Nie ma co kryć – dzieci potrafią wytrącić z równowagi. Co nam pozostaje? Nauka cierpliwości i ekspresowego opanowania nerwów, ech ech… 😉

    • Nigdy się nie uważałam za osobę cierpliwą. Mam teraz szkołę zycia;)

  • Matka Wielowymiarowa

    A może być jak nie posprzątasz zabawek, to je wyrzucę na balkon? 🙂 Przyznaję, że mi się tak zdarza mówić. Sama się za to karcę, ale czasami człowiekowi już nerwy puszczają

  • moi-mili.pl

    Czuję się trochę oderwana od rzeczywistości – żyjemy w duchu rodzicielstwa bliskości, Syn chodzi do demokratycznego przedszkola… Aż mnie przeszedł dreszcz, że można tak powiedzieć do dziecka. Myślę, że to ważny temat, cieszę się, że go poruszyłaś – tylko edukując ludzi można zmienić ich postępowanie.
    Pozdrawiam Cię serdecznie, kw.

    • W naszym domu też RB:) ale nasze pokolenie zostało wychowane w takim oderwaniu i myślę, że większość z nas słyszała takie rzeczy. Ja je wciąż słyszę, w sklepie, piaskownicy, na spacerze…ale muszę przyznać, że w większości te komunikaty padają z ust dziadków. Mam nadzieję, że będziemy tym pokoleniem, które zmieni kierunek komunikacji w rodzinie i nasze dzieci już nie będą powtarzały utartych argumentów – mnie tak wychowano i jakoś żyję…

  • Bardzo potrzebny tekst, bo wciąż wielu ludzi nie ma świadomości, jak wielką krzywdę mogą dzieciom wyrządzić słowa.

    • Masz rację, słowa ranią na całe życie.

  • Prawidłowa komunikacja w rodzinie to klucz do sukcesu. Bardzo dobry wpis.

  • Marzena świetnie piszesz ! Jestem pod wrażeniem, w jaki sposób przekazujesz informacje. Zwracasz też uwagę na bardzo ważną rzecz, na komunikację , ale też na to, że od nas rodziców zależy bardzo wiele. Kształtujemy nasze dzieci, ich przyszłość, ale i myślenie o sobie, o świecie. To wszystko jest bardzo trudne, bo tak jak piszesz – czasem zmęczenie, brak cierpliwości, emocje biorą górę. Wcale nie jest tak trudno „zapomnieć się”. Jednak właśnie – musimy brać odpowiedzialność za to, co mówimy. Pewnie – nie raz mi się zdarzy powiedzieć coś bez sensu, ale po tym przychodzi refleksja. To, że jesteśmy zmęczeni nie tłumaczy nas, bo musimy uważać na to, jak komunikujemy się z dzieckiem. Jest to trudne – sama przez to przechodzę, wiele się uczę. Uczę się być lepszą mamą. Bo nawet, jak mi coś nie wyjdzie to mam reflekcję – kurcze – mam wpływ duży na to, jakie moje dziecko będzie, co mu przekażę, co wyniesie z chwil spędzonych razem. To czasem bolesna reflekcja, ale daje do myślenia. I do działania – by być lepszą mamą.

    • Dziękuję Madzia:) Dobrze piszesz, kształtujemy ich myślenie o świecie. To jak ich „zaprogramujemy” i wszczepimy przekonania o sobie i innych ludziach, ma ogromny wpływ na ich życie. Pewnie, że zmęczenie. Ważne, żeby się zreflektować i wytłumaczyć, przeprosić. To jest też główny powód dla mnie, żeby się wcześniej kłaść – chcę być dla nich w dobrej formie:)

      • Powiem Ci, że czasem taka myśl mnie trochę przeraża – że mam taki wpływ na drugą osobę. Oczywiście nie jest paraliżująca, nie jest to strach. Nie wiem sama jak nazwać to uczucie. Pojawia się co jakiś czas myśl o tym wpływie. Ale takie myśli powodują, że chcę jeszcze bardziej się starać , by być lepszą mamą 🙂 Sen ważna rzecz- ja też zaraz uciekam. Usprawiedliwia mnie to, że po południiu poszłam spać :))

        • Usprawiedliwiona jesteś;) ja muszę wrócić do wczesnego wstawania i wczesnego chodzenia spać. Zdecydowanie ten system mi bardziej służy;)

  • Do mnie najbardziej przemówił ten fragment przemówienia męża:))))). No rzeczywiście, nie byłoby zbyt miło:)))). Niestety tak jest, że dorośli często mają sami problem ze sobą, ze swoimi emocjami i potem odbija się to na dzieciach. I tak w kółko z pokolenia na pokolenie. Myślę też, że również jeśli chodzi o partnera, to często jest też tak, że ktoś się czuje zraniony, zawiedziony, skrzywdzony, ale wstydzi się przyznać do słabości i woli zareagować złością, agresją, niż „obnażyć” swoje zranione uczucia. Kiedyś przeczytałam coś, co głęboko utkwiło mi w pamięci. Ponoś Azjaci uważają, że pokazywanie złości oznacza słabość. I myślę, że coś w tym jest. Złość, to najczęściej rezultat frustracji, bezradności. Zawsze kiedy mam ochotę się wydrzeć na męża lub koty, to sobie o tym całe szczęście przypominam i robię wszystko, żeby się opanować:).

    • Azjaci są dobrzy w poskramianiu swoich złych emocji. Niezmiennie mnie to zadziwia. Masz rację z tymi dorosłymi. Kiedyś sama wolałam zareagować złością niż powiedzieć – jest mi przykro. Czasem ciężko się opanować, ale to my wybieramy swoją reakcję. Zapamięta sobie to, co napisałaś o Azjatach. Dziękuję!

  • Bardzo wartościowy wpis! Sam mówi za siebie. Serducho się raduje, że są rodzice, który zaglądają glębiej w te steorotypowe powiedzonka.

  • Ale mądry tekst!
    Teraz, w wieku dwudziestu kilku lat widzę, ile rzeczy zostaje w głowie z dzieciństwa, tych gorszych, ale i tych dobrych. Naprawdę jest niesamowicie ważne to, co wpaja się swojemu dziecku, nie mówiąc już o przerzucaniu na niego winy. Bardzo mi się podoba!

  • Świetny wpis! gratuluję i będę polecać 🙂 Nauczona.pl

  • Ugh, nóż mi się w kieszeni otwiera, jak słyszę takie teksty. Mam ochotę od razu dzwonić po czarną wołgę 😉

  • Bardzo ważny post. Każdy powinien to przeczytać 🙂

  • Ilona Wróblewska

    Przy dziecku trzeba bardzo uważać co się mówi bo efekt może być zupełnie odwrotny. Świetny tekst! Niby wszystko jest takie oczywiste, ale jednak czasem dobrze coś przeczytać, coś co jest jasno powiedziane, bo to otwiera oczy i pomaga. Budować/naprawiać relacje. Zrozumieć i być rozumianym. Komunikacja to podstawa.
    Dziękuję i zapraszam : http://www.cheapholidayperfectstay.blogspot.com

    • Ilona, masz rację. Czasem dopiero jak coś przeczytamy,uświadamiamy sobie, że tak działamy. Dziękuję za odwiedziny:)

  • to co napisałaś mnie czeka. jak czytałam to, to az posmutniałam. Niestety wiem ze rodzicie tak robią, co i raz sie to widzi. Moja bratowa kiedys powiedziala do córki „jak tego nie zrobisz to cie zostawie”. Potem co i raz słyszałam „mama, a jak zrobie to, to mnie nie zostawisz?”. Początkowo jak slyszalam co bratowa powiedziala, to nie wiedzialam co to moze zrobić w głowie dziecka. Potem, kiedy mała biegała za mamą i bała się ze ta ją zostawi, to mi sie zrobilo przykro.
    Twój post jest bardzo dobry!

    • Oj, przykra sytuacja:( taki mechanizm warunkowania miłości. Ludzie zazwyczaj nie mają świadomości konsekwencji tych słów. Mówią tak , bo tak ich nauczono, automatycznie powielają schematy. Ja w takich sytuacjach kieruję uwagę na dziecko i mówię: Mama Cię nie zostawi, mama Cię bardzo kocha, tylko nie wie, jak Ci powiedzieć, żebyś się tak nie zachowywała. Fajnie, że zauważasz takie rzeczy:)

  • Przeczytałam i przed oczami przepłynęło mi moje dzieciństwo, moje życie i zachowania przed którymi próbuję uchronić nasze dzieci. TO trudne, ale wiem, że warto

    • Cieszę się, że walczysz! Warto również dla siebie wyzwolić się z miliona krzywdzących słów i zacząć lekko oddychać:) Dziękuję, że wpadłaś:)

  • Świetny tekst. Rzeczywiście wielu rodziców tak się zachowuje i zupełnie nie zdaje sobie sprawy. Albo jeszcze inaczej, mają świadomość wypowiadanych słów, ale zupełnie do nich nie dociera jak bardzo może to być krzywdzące. Doświadczyłam tego na własnej skórze. Uczę się wielu rzeczy i zachowań w pewnych sytuacjach i nie zawsze jest łatwo. Ale mocno się pilnuję, bo wiem jak niektóre zdania mogą tragicznie i boleśnie rzutować na dorosłe życie.

    • To świetnie że masz świadomość tych procesów i uważasz na to, co mówisz.Wiem,że to kosztuje sporo pracy, ale się da, prawda?:) Oby było więcej takich świadomych rodziców:)Dziękuję za odwiedziny:)

  • Bardzo wartościowy tekst. Powinno się z niego robić warsztaty, a innym młotkiem wbić do głowy!:) Teraz tak serio – wiem i rozumiem, że bycie rodzicem czasem przerasta, frustruje i odbiera siły. Ale przewaga nas dorosłych jest taka, że powinniśmy szukać informacji, inspiracji i wsparcia, by się z tego dołka wydostać. W końcu powołując na świat nowe życie, stajemy się dla tej istoty całym światem właśnie. Więc nie powinniśmy być byle jacy. Twórzmy świat, w jakim sami chcielibyśmy żyć. Twoje słowa w tym pomagają. Oby tylko dotarły do tych, którzy tego najbardziej potrzebują!

    • Mumnopak, pięknie to podsumowałaś – nie bądźmy byle jacy:* I tak obrazowo ujęłaś myśl przewodnią – stwórzmy świat, w jakim chcielibyśmy żyć:) Dziękuję:) Wpadaj częściej!