Język obcy w dwa tygodnie?

Written by on Listopad 25, 2016

ludzie

Język obcy w dwa tygodnie? Kto by nie chciał nauczyć się języka obcego w dwa tygodnie? Kto z nas nie ma za sobą żmudnych lat nauki w szkole, potem na studiach, potem w prywatnej szkole językowej, potem w domu? I kto z nas może się pochwalić, że rozmowa po angielsku, hiszpańsku, francusku przychodzi mu w sposób naturalny?

Zawsze mi się wydawało, że jestem antytalenciem jeśli chodzi o języki. Dopóki nie zrozumiałam, że to nie o talent chodzi tylko o pracę. Ok, jednym to przychodzi łatwiej, innym trudniej, ale dlaczego?

Chodzi o sposób nauki, który niejednokrotnie jest źle dobrany do naszego celu, temperamentu i możliwości. I co najważniejsze – źle dobrany do możliwości pamięciowych naszego mózgu. Jak utrwalić wiedzę, jeśli chodzimy na zajęcia z angielskiego dwa razy w tygodniu? Jak utrwalić wiedzę, jeśli robimy ćwiczenia gramatyczne, wkuwamy wyjątki, żeby czasem nie palnąć gafy, słuchamy i…nie mówimy, nie powtarzamy.

Jak być konsekwentnym i zmotywowanym do nauki, jeśli nie znamy korzyści ze znajomości języków? Temat językowy przewijał się przez moje życie z każdym postanowieniem noworocznym, aż uświadomiłam sobie, że dobra znajomość języków nie jest chyba moim celem, skoro nie ma we mnie chęci i zapału do jego realizacji. Dzisiaj po świecie da się podróżować z naprawdę marną znajomością języka, da się w ten sposób rezerwować hotele, bilety, zwiedzać, słuchać przewodnika, radzić w kryzysowych sytuacjach. Wstyd przychodzi dopiero, gdy chcemy porozmawiać z innymi turystami, którzy biją nas na głowę we władaniu językiem. I wtedy postanowienie nr 112 – po powrocie do domu zabieram się ostro do nauki. Wracam, zaczynam zajęcia, kupuję książki i po 2 miesiącach znów mi się nie chce. Bo nie używam języka. Bo nie czuje namacalnych korzyści z posiadania tej umiejętności. Bo w pracy obyłam się z językiem na tyle, by rozumieć przychodzące raporty, bo pisać mogę przy pomocy translatora, bo nikt ode mnie jeszcze nie wymaga wygłaszania prezentacji po angielsku, francusku, bo nie odwiedzają mnie zagraniczni goście, bo mam masę innych niecierpiących zwłoki zajęć.

samolot

Postanowiłam temat drążyć dalej. Jakie mogę mieć korzyści ze znajomości języka?

Mogę czuć się obywatelem świata i komunikować się bez problemu z wszystkimi napotkanymi po drodze ludźmi, mogę bez wstydu rozmawiać z Australijczykami przy kolacji, wbijając widelec w białe mięso homara na Kubie, tłumacząc im jak się pracuje w Polsce pod ziemią.

Mogę korzystać z wiedzy, szeroko dostępnej w internecie, tym ciekawszej, im bardziej obcobrzmiącej.

Mogę oglądać filmy i dokumenty w wersji obcojęzycznej nie czekając na tłumaczenia, których czasem nie ma dla najbardziej wartościowych filmów.

Mogę jeździć na szkolenia wygłaszane po angielsku.

Mogę mieć pracę marzeń, pracę wymagającą wyjazdów służbowych, na których nie wypada przedstawiać się – Kali lubić Wasz kraj.

Mogę bez zająknięcia wszystkim turystom objaśnić, jak dotrzeć do celu.

paryż

Co tracę bez znajomości języków?

Pracę wysokich lotów,  a tym samym wyższe wynagrodzenie.

Kontakty, które mogłyby być dla mnie bardzo rozwijające.

Poczucie pewności siebie, w sytuacjach  w których będę rozmawiać w innym języku.

Wiedzę dostępną na wyciągnięcie ręki.

Doświadczenie bycia z ludźmi w krajach, które odwiedzam.

Doświadczenie myślenia w innym języku. Znacie to? Jesteście na wyjeździe i wraz z używaniem języka danego kraju, Wasze myśli zaczynają się inaczej układać. Może jesteście bardziej śmiali, kiedy rozmawiacie po angielsku? Romantyczni po włosku, bardziej wytworni po francusku?

Odbiorców, których mogłabym mieć również poza granicami.

oko

Przykładów jest sporo, a ja dorzucę Wam jeszcze jeden. Fakt naukowy. Uczeni z uniwersytetu w Lund w Szwecji dowiedli, że nauka języków obcych wpływa na rozwój szarych komórek do tego stopnia, że widać zmiany w budowie mózgu. Badanie rezonansem wykazało, że u tych, którzy przez 3 miesiące brali intensywny kurs nauki, powiększył się hipokamp odpowiedzialny za uczenie się i orientację przestrzenną oraz 3 rejony w korze mózgowej, odpowiedzialne za posługiwanie się mową[i].

Argument nie do przebicia. Ucząc się języków dbamy o dobrą formę naszego mózgu, powiększamy obszary odpowiedzialne za rozwój mowy i za naukę, a co za tym idzie – nauka kolejnego języka powinna nam pójść jeszcze szybciej. Dokładając do tego mieszalność języków, czyli fakt, że w portugalskim znajdziemy sporo hiszpańskiego – możemy uczyć się na zasadzie transferu językowego. Słownictwo już mamy w prezencie,  zestaw końcówek i już mówimy.

Tylko jak to jest z tym mówieniem? Też potrzebujecie kopniaka, żeby zacząć się wysławiać zamiast przełykać ślinę na widok sympatycznego turysty? I zazdrościć hindusowi, który gdzieś ma gramatyczne i fonetyczne niuanse i który  z twardym r, słyszalnym chyba nawet w Brazylii, wrzeszczy z końca ulicy – juuuu maj best frrrriend! Jak ich tu nie kochać. A Ty się zastanawiasz, jaki czas jest odpowiedni do wyrażenia tego, co chcesz powiedzieć. A chcesz mu powiedzieć – też jesteś fajny, gdzie można dobrze zjeść…

hindus

Dążenie do perfekcjonizmu zrażało mnie do nauki. Ta ilość wyjątków, czasów, niuansów. Ta ilość lekcji do odrobienia, poziomy i inne odpychacze. To dziubanie ćwiczeń, męczenie książek. Życie się toczyło za oknem, ciekawiej już nawet było w mojej głowie, niż w podręcznikach. I znów klapa. Zaczęłam słuchać radia, podcastów, czytać zagraniczne gazety i zaczęło mi się podobać. Tylko wciąż miałam wrażenie, że zabieram się za to od niewłaściwej strony, że to tak nie powinno być, bo wszyscy przykładnie chodzą na zajęcia i śmigają mi przed oczami coraz to nowymi kwalifikacjami.

Drążyłam dalej. Czy to tylko ja tak mam, czy tylko mnie ta nauka tak boli. Okazuje się, że nie jestem sama i wiele osób łączy się ze mną w bólu. I okazuje się, że fakt, że lata nauki w szkole nic mi dały na drodze do bycia poliglotą, nie świadczy o moim braku talentu, świadczy jedynie o słabościach edukacji, która nie uczy jak mówić, jak żyć. Uczy jedynie jak zdawać testy i pochwalić się znajomym, ile wkuliśmy wyjątków i ile znamy czasów.

nauka

Uff. Wszystko ze mną ok. Tak, ja też mogę być poliglotą, na własnych warunkach.  Czasem ktoś nam to musi powiedzieć na głos. I nie tylko nam, ale milionowi Polaków, którym pewnie tak jak mnie wydawało się, że jedyne na co nas stać, to łamany poprawny angielski. Milionowi, bo ponad milion wyświetleń miał filmik Mateusza Grzesiaka o tym, jak uczyć się języków obcych. Mateusza nikomu przedstawiać nie trzeba, a i wątpliwe, że jeszcze nie widzieliście tego nagrania. Gdyby jednak, zróbcie to teraz!

https://www.youtube.com/watch?v=78FpZVVEpk8

Wiedzieliście, że na 150 rozpoznawalnych dźwięków przez ludzki mózg, hiszpański posiada 24 fonemy, a polski 76? To znaczy, że na co dzień posługujemy się 3 razy trudniejszym językiem, niż ten, którego się chcemy uczyć.  Mateusz sprzedaje nam przepis na szybkie przyswojenie języka w stopniu komunikatywnym. A wie o czym mówi, bo sam posługuje się 8 językami, w 6 wykłada, obecnie uczy się chińskiego, by podbić kolejny rynek.

  1. Wybieramy 1000 – na początek 500 – najpopularniejszych słów w danym języku. Pomoże nam w tym google. Przyswajamy słownictwo, które pokryje nam 80% zapotrzebowania na większość sytuacji. Jak mówi Mateusz – częściej przeklinamy niż używamy słowa „pszczoła” . Dla przykładu, Francuz używa tylko 10% słów.
  2. Totalna immersja – zanurzamy się w języku, otaczamy się nim tak, by było to nasze naturalne środowisko. Słuchamy radia obcojęzycznego min 4h dziennie. Uczenie się co dwa, trzy dni nie ma sensu, ponieważ nie stymuluje mózgu na tyle, by pozostał w nim ślad pamięciowy. Mózg wyrzuca wiedzę uznając ją za zbyteczną.
  3. Słuchamy podcastów i powtarzamy za lektorem. To da nam wgląd w strukturę gramatyczną i rozumienie tekstu.
  4. Znajdźmy kognaty. To wzory dające możliwość uczenia się kilku języków na raz. Grzesiak mówi o matrycy, która zacznie uczyć nasz mózg nowych słówek. Więcej możecie zobaczyć tutaj:

http://www.mateuszgrzesiak.tv/kognaty-czyli-klucz-do-szybkiej-nauki-jezykow-obcych

 

  1. Mapujemy podobieństwa nie różnice. Nie skupiamy się na wyjątkach, na czasach, gramatyce. Celem tej nauki jest rozumieć i być rozumianym.

Podoba mi się odczarowanie przez Grzesiaka dążenia do perfekcjonizmu, który nie popycha nas naprzód, a blokuje. Powoduje, że nie chce nam się uczyć, bo nauka kojarzy nam się z testami, zadaniami gramatycznymi i ciągłym wkuwaniem słówek branżowych, bo przecież to takie ważne jak się mówi kołowrotek po angielsku, niemiecku, hiszpańsku i francusku.

Podoba mi się, że odnosi się do wiedzy o funkcjonowaniu pamięci i tym samym obala mit nauki 2,3 razy w tygodniu. Ile razy mieliście angielski w szkole? Więcej faktów o ludzkim mózgu, nauce języków i odczarowań lingwistycznych usłyszycie w kolejnym nagraniu:

https://www.youtube.com/watch?v=MI15_B9fo6A

Warto obejrzeć cały film, daje porządnego kopa do nauki .

Każdy z nas ma swoje korzyści stojące na ogólnie pojętym celem – znajomość języka obcego. A może tak – umiejętność posługiwania się językiem obcym. Chyba tutaj tkwi mój klucz do sukcesu. W szkole i na studiach ważna była umiejętność pozytywnego zaliczania testów. Zaawansowany kurs  angielskiego na studiach prysł jak mydlana bańka, kiedy w Hawanie próbowałam sympatycznemu Australijczykowi opowiedzieć o komunizmie w Polsce. Większość postulatów Grzesiaka stosowałam we własnym zakresie, ale w poczuciu, że robię to nie tak jak należy. Chyba mi brakowało tej kropki nad i, tego, żeby ktoś mi powiedział – Ej, żaden facet, który widzi ładną Meksykankę, nie zastanawia się, czy użyje czasu zaprzeszłego.

Sprzedam Wam rzeczy i miejsca, które pomagają mi w szybkiej nauce:

  1. 20 najlepszych wystąpień ludzi sukcesu. W wielu można wybrać napisy w dowolnym języku. http://pej.cz/TED-20-najlepszych-wystapien-a4031
  2. 1000 najpopularniejszych słówek z angielskiego. http://angielski.naukaslowek.pl/
  3. http://www.thetimes.co.uk/ Na początku potrzebny słownik.
  4. Lista stron z najlepszymi podcastami http://blog.beatatopolska.pl/10-najlepszych-stron-z-angielskimi-podcastami/
  5. Radio BBC. http://www.bbc.co.uk/radio
  6. Spotkania ze znajomym, który zna język lepiej od Ciebie.

 

Macie swoje sprawdzone pomysły? Ja zaczynam jeszcze raz, od początku, nie narzucając sobie niesłużącego mi perfekcjonizmu. Najważniejsze to wiedzieć, dlaczego się to robi. Jakie realne korzyści da nam nauka języka. Choć argument o sprawności umysłowej i powiększaniu hipokampu dotyczy każdego to warto mieć swój własny spersonalizowany cel. Zapewnić sobie otoczenie warunkujące i umożliwiające naukę i cieszyć się z pierwszych sukcesów. A może nim być obejrzenie filmu bez lektora i napisów, przeczytanie obcojęzycznej prasy, pobieranie wiedzy z zagranicznych portali. To ważne, świętuj małe osiągnięcia, a motywacja będzie rosła.

Jeśli obejrzałeś oba nagrania Mateusza, pewnie tak jak ja, masz ochotę zacząć od hiszpańskiego. Nie wiesz dlaczego? Koniecznie obejrzyj i działaj!

 

 

[i] http://www.academia.edu.pl/pods/8325_wielki-mozg-poligloty-najnowsze-badania-naukowe


Tagged as , , , ,



  • Marzena, temat nauki języków obcych, to jest mój konik:). Od zawsze uwielbiałam uczyć się języków, znam świetnie angielski i dość dobrze włoski. Znam też podstawy hiszpańskiego oraz francuskiego. Zresztą za francuski od 1.12 ostro się zabieram razem z przesympatyczną Panią Sandrą:). A tak poza tym, to od 8 lat uczę języka angielskiego:). Także można powiedzieć, że nauka języków, to spory kawał mojego życia. Z tego co zaobserwowałam u siebie i moich uczniów, to mogę powiedzieć, że nauka idzie tym, którzy język traktują jak hobby. Niestety te osoby dla których jest to przymus na przykład ze względu na pracę, to niestety bardzo się męczą, maja słabe rezultaty i szybko się zniechęcają. Także odpowiednia motywacja w tej kwestii jest kluczowa. Zgadzam się też z tym, że jak ktoś już nie może znaleźć żadnego argumentu za tym, żeby się języka uczyć, to bardzo dobrym jest chociażby to, że taka nauka, to świetna gimnastyka dla mózgu. Od 2 tygodni powtarzam sobie materiały z języka francuskiego, żeby przygotować się do lekcji i zauważyłam, że mój mózg zaczął śmigać:). Co przekłada się też pozytywnie na inne dziedziny życia jak np. blogowanie:). A co do Mateusza, to go uwielbiam i już kilka razy widziałam jego filmik dot. nauki języków obcych i często polecam go moim uczniom:).

    • Ach, nie wierzę:) Aż Ci zazdroszczę:) ja właśnie szukałam motywacji wewnętrznej, bo ta zewnętrzna – praca itp – sprowadzała mnie czasem na manowce. Muszę przyznać, że filmiki Grzesiaka dały mi kopa do działania, bo w końcu się uczę tak jak lubię i nie czuję przymusu, o którym piszesz.

      • Z tego co zrozumiałam, to też uczysz się francuskiego, tak? Ja mam dość dobrą motywację, bo jeżdżę od czasu do czasu do Francji z mężem ze względu na jego sprawy zawodowe. Właśnie po ostatnim pobycie miesiąc temu postanowiłam wznowić naukę po tym jak nie udało mi się w barze zamówić gorącej wody po angielsku:). We Francji znajomość jakiegokolwiek innego języka niż francuski w 90% przypadków jest zbędna;). Jak będziesz chciał, to możemy się wymieniać wrażeniami z nauki, jakimiś fajnymi pomysłami i materiałami:). Mi jest o tyle łatwiej, bo wykorzystuję podczas uczenia się też triki, które stosuję ucząc moich uczniów angielskiego;). A Grzesiach, to zachęca mnie do wielu rzeczy. Przez pewien czas miałam problem, żeby wstawać o 6:00 rano. Ale znalazłam taki jeden jego film, w którym bardzo fajnie opowiada o tym jak się z rana pożegnać ze swoja ciepłą kołdrą. I teraz za każdym razem jak mam rano kryzys i nie chce mi się wstać, to sobie przypominam ten fragment:).

        • Tak, uczę się:) i jest to dla mnie o wiele przyjemniejsze niż nauka angielskiego. Francuski od zawsze był taki mój:) nie uwierzysz, ale tego fragmentu z kołdrą ostatnio słuchałam, jak wstałam o 5 i próbowałam sobie przypomnieć po co;)

          • No co Ty?:)))) Ja najwcześniej próbowałam o 6:00. I jak, Mateusz sprawdza się też o tak wczesnej godzinie jak 5:00 rano?:)

  • Uczę się języków obcych chyba od zawsze. I uważam, że podstawy można ogarnąc w mniej niż rok, ale prawdziwych szlify można zdobyć tylko poprzez żmudną wytrwałą pracę i ciągły kontakt z językiem. Na pewno więc skorzystam z podanych linków. Idealne na podsłuchanie niuansów 🙂

    • Ja też się uczę od zawsze. Tylko do tej pory mało efektywnie;)

      • Dla mnie zbawienna okazała się metoda oparta na metodzie Callana – ale nie w jej oryginalnej wersji. Tylko bardziej rozbudowana. Później było z górki. 🙂

      • No właśnie dla mnie metoda łączona: pisanie, czytanie i mówienie na zasadzie uczenia się dzieci jest najlepszym jak dotąd rozwiązaniem. Dzięki niemu uczę się efektywnie :). Dodatkowo gramatyka jakby sama wpada w schematy. 🙂

  • Mówiłam Ci, że uwielbiam uczyć się języków obcych? W tej chwili szlifuję hiszpański, ale mam nadzieję podgonić trochę w Święta, kiedy będę miała więcej wolnego. Może poczytam jakąś książkę po hiszpańsku? Marzy mi się taki czas sam na sam z hiszpańskim.
    Linki fajne. Przejrzę. Może znasz takie w j. hiszpańskim?

  • Mnóstwo cennych porad, z których zamierzam skorzystać 🙂

  • Uh… Od dwóch miesięcy uczę się 100 najpopularniejszych czasowników niemieckich i coś się nauczyć nie mogę… Ale podsunęłaś mi dobry pomysł! Podcasty! Muszę jakieś znaleźć i zacząć przyswajać niemiecki bo mieszkając w DE trochę mi bez jego znajomości ciężko 🙂

  • Christopher

    ok bede sie uczyc niemieckiego mam nadzieje ze dam rade bo zamierzam zostac na stale w de pozdrawiam 🙂

  • Adam Skrzyński

    Kiedyś myślałem, że samo wyjechanie za granicę nauczy mnie angielskiego. Prawda jest jednak taka, że nawet w Anglii trzeba usiąść, zrozumieć gramatykę, pouczyć się słówek, przećwiczyć wymowę itp. Nie ma tak łatwo 😛 Prawda jest jednak taka, że bardzo szybko można w ten sposób osiągnąć zaawansowaną znajomość angielskiego – a to oznacza więcej możliwości.
    Korzystaliście z http://effective-english.pl ?