Moja doba trwa 30h

Written by on Październik 27, 2016

biurko

Sporo z Was pyta mnie jak to robię, że zajmuję się dwójką maluchów, sprawami domowymi i przy tym mam czas na pisanie tekstów, robienie szkoleń, naukę języków i czytanie książek. Podzielę się dziś swoimi sposobami na naciąganie doby i liczę, że dorzucicie coś od siebie.

Lubię wyciskać czas jak cytrynę pamiętając jednocześnie o zachowaniu umiaru, relaksie i o tym, że naprawdę najważniejsze to się wyspać, wziąć magnez i reszta okoliczności zaczyna lepiej współpracować.

Podstawą organizowania zajęć jest dla mnie planowanie. Uwielbiam planować i kocham zapisywać swoje cele w notesie – choć kalendarz google też się przydaje. Zapisuję absolutnie wszystko, co chcę zrobić. W moim notesie jest zarówno wizyta u lekarza jak i kupno motocykla, na który dopiero zarobię. Lista zakupów na ciasto buraczane, lista lekcji z angielskiego, kosztorys budowy domu. Zapisuję każdą zachciankę – np. wyjście na masaż gorącymi kamieniami, cele długoterminowe – zdanie delfa b2, napisanie i wydanie książki, cele na najbliższy miesiąc – umycie okien, pójście na jogę, schudnięcie 2kg, na tydzień – jadłospis, wizyty lekarskie, spotkania towarzyskie, plan blogowych wpisów, książki, artykuły do przeczytania, lekcje francuskiego itp.

Jak z tym dojść do ładu?

Oddzielić cele długoterminowe od tych najbliższych.  Nie wrzucam do jednego worka gotowania obiadu i rozwijania swoich kompetencji. Wizyty lekarskiej i podróży do Mongolii. Zapisuję każde moje marzenie np. kupienie motocykla na osobnej kartce i wypisuję wszystko, co jest mi potrzebne do jego realizacji np. pieniądze. Ile ich potrzebuję, ile mogę miesięcznie odkładać i ile więcej potrzebuję zarabiać, żeby ten cel zrealizować. Co zrobię, żeby więcej zarabiać? Podniosę swoje kompetencje tak, żeby na rynku pracy mieć wartość pozwalającą mi się ubiegać o takie wynagrodzenie. Co podniesie moją wartość? Np. dobra znajomość języków. Ok, ile mam czasu na to by opanować tę umiejętność? I rozpisuję swoje lekcje na każdy miesiąc. Jeśli mam celów konsumpcyjnych więcej, np. budowa domu – wybieram to, co w tej chwili jest dla mnie najpilniejsze. Tak więc budowa domu kosztem motocykla. Kartka z domem idzie na samą górę. Nie mam wtedy problemu z nauką angielskiego o 5 rano, bo wiem, że to cegiełka na mój dom.

Słoń niedobry

Rozprawiam się tak z każdym większym przedsięwzięciem, obieram ze skóry, zaglądam do środka, ćwiartuję i decyduję, którą część zjem najpierw. Reszta czeka w lodówce. I powiem Wam, że tak można niepostrzeżenie zjeść całego słonia. Bo oto chodzi by nie zjadać go w całości! Jak sobie postawisz cel – chcę schudnąć 10kg albo chcę umieć biegle mówić po włosku albo chcę się przebranżowić i dasz sobie na to miesiąc to połamiesz zęby i powiesz, że słoń jest niedobry.

Podziel swoje przedsięwzięcie na mniejsze cele, ustal kroki milowe i czas, w jakim chcesz je wykonać i zabierz się do realizacji zadania skupiając się na tych najmniejszych wytycznych. Oczywiście wizja sukcesu i obraz majestatycznego słonia w głowie na pewno  pomoże Ci się motywować.

Macierz Eisenhowera

A co z całą resztą? Tzw. prozą życia? Planuję co muszę zrobić w każdym miesiącu – wszystkie wizyty lekarskie, oddanie książek w bibliotece, ilość napisanych artykułów, jakie książki chcę przeczytać, co nowego chcę zrobić (np. joga, medytacja), gdzie chcę zabrać dzieci, z kim się chcę spotkać, kto ma urodziny, jakie mamy święta, czy to ten miesiąc, kiedy chcę umyć okna itp. Zapisuję i dzielę na poszczególne tygodnie.  W każdą niedzielę lub sobotę rozpisuję dokładny tygodniowy plan i segreguję wszystkie działania wg Macierzy Eisenhowera, gdzie kluczowym terminem jest ważność i pilność.

Wyłuskuję rzeczy ważne i pilne – czyli takie, które oprócz swojej wagi wymagają też pośpiechu np. przekładana już wcześniej wizyta lekarska, oddanie książek do biblioteki po terminie, kupienie zimowych butów dziecku, wysłanie artykułu do redakcji, kolacja z mężem, z którym nie mieliśmy dla siebie czasu przez ostatnie dwa tygodnie (oczywiście waga i pilność zadań uwarunkowana jest naszym systemem wartości i indywidualnymi potrzebami).

Rzeczy ważne i niepilne – ważne z punktu widzenia moich celów długoterminowych np. nauka angielskiego, ale niepilne, bo mogę tę lekcję zrobić w kolejnym tygodniu zakładając, że zrobię dwie jednocześnie i zrealizuję swój plan miesięczny. Tutaj warto ustalić sobie limity czasowe tolerancji na przekładanie zadań bo nagromadzenie zapasów nie sprzyja systematycznemu zjadaniu słonia, można mieć zgagę.

Rzeczy mniej ważne, ale pilne – dla mnie to jest np. zapłacenie rachunków, zakupy, przedłużenie umowy z operatorem usług telekomunikacyjnych itp.

Rzeczy nieważne i niepilne – np. przeglądanie facebooka i portali rozrywkowych. Chciałam dorzucić czytanie kryminałów, ale to mi zapewnia równowagę psychiczną i higienę umysłu, więc dla mnie jednak ważne. Jak widzicie, ustalanie priorytetów zadań jest sprawą bardzo zindywidualizowaną.

Angielski zamiast ścierek kuchennych

Patrzę na swoją listę, ustalam czas na realizację zadań ważnych i pilnych i zawsze je realizuję nawet kosztem zmiany jadłospisu bądź porządków domowych. Rzeczy ważne i niepilne realizuję w miarę możliwości czasowych, ale odkładam bez wyrzutów sumienia, jeśli tego wymaga sytuacja np.  moje dziecko jest chore, więc nie wstaję o 5 żeby uczyć się angielskiego bo wtedy to się czasem kładę i zbieram siły by wspierać go w chorobie w ciągu dnia. Jeśli moje dziecko potrzebuje mnie bardziej niż zawsze, nie słucham radia francuskiego tylko całą uwagę poświęcam jego potrzebom. Jeśli ktokolwiek z mojej rodziny niedomaga albo chce mojej uwagi- nie piszę artykułów na bloga, nie biorę udziału w szkoleniach online tylko idę z rodziną na spacer. Kwestia poukładania wartości pomaga w codziennych wyborach i o tym pisałam tu www.fitspirit.pl/umysl-na-wiosne/

Rzeczy mniej ważne, ale pilne sprzedaję mężowi. No może oprócz płacenia rachunków, bo wiem, że tego nie lubi. Ale zakupy to jak najbardziej jego domena.

Rzeczy nieważne i niepilne eliminuję praktycznie do zera, kiedy mam sporego słonia do zjedzenia. Jeśli jest czas intensywnego rozwoju i czas pracy, poświęcam się temu bez reszty. Oczywiście z dbałością o relaks i spokój ducha, ale myślę, że to temat rzeka na osobny wpis.

Elastyczność i umiejętność ustalania priorytetów dla siebie i rodziny są kluczem w realizacji tygodniowych zadań i  nawet jeśli wszystko się sypie, dzieci chore, dom wygląda jakby przeszło przez nie tornado to po tygodniu możesz powiedzieć sobie 2 rzeczy:

  1. Dzieci już zdrowe, szkolenie zaliczone, artykuł napisany, teraz tylko uprzątnąć dom i można się zrelaksować w niedzielę.

Albo:

  1. Dzieci już zdrowe, szkolenie zalega, na blogu hula wiatr, chociaż w domu mam czysto…

Bardzo lubię porządek, ale w przypadku sytuacji kryzysowych nie czyszczę sreber i nie zbieram dwadzieścia razy klocków z podłogi.

Mój cel długoterminowy – np. opanowanie języka, którego się uczę – jest dla mnie ważniejszy niż to, czy każdego dnia mam uprasowane ścierki. I nie o to chodzi, że żeby mieć w domu brudno, bo jestem gorącym zwolennikiem uporządkowanej przestrzeni, ale o to by umieć dobrze rozporządzać swoim czasem i na tej rozmowie o lepszą pracę móc powiedzieć – mówię biegle po włosku, a nie – mam codziennie świeżo uprane i uprasowane ręczniki kuchenne.

Sprawnie działający dom

Dobry plan to połowa sukcesu. Albo i więcej. Może Was to dziwić, że planuję nawet tak najprostsze czynności jak umycie okien, ale nauczyłam się, że sprawnie działający dom daje nam wiele radości i przyjemności z przebywania w nim. Ile razy nie chciało Wam się nawet wstawać z łóżka wiedząc, że czeka Was sterta brudnych naczyń? Przygotowywanie śniadania i parzenie kawy przy takiej infrastrukturze jest mało przyjemne. Albo ciągłe odkładanie porządków z racji rosnącego bałaganu. Gotowanie byle czego z powodu hulającego wiatru w lodówce itp.  Zaplanowanie wszystkich czynności wspierających działanie gospodarstwa domowego pozwala skupić się na rzeczach mniej przyziemnych i nie zamartwiać się np. brakiem mydła albo mleka. I tutaj przechodzimy płynnie do tego, jak organizuję sobie to moje gospodarstwo, bym mogła konsekwentnie zjadać swojego słonia w ciszy i spokoju.

Dom

Przede wszystkim małe sprawy załatwiam od razu. To tak jak w pracy, jeśli odpisanie na maila zajmuje Ci 2 minuty – zrób to od razu i skreśl z listy rzeczy do zrobienia. Powrót do tego maila zajmie Ci co najmniej tyle, ile odpisanie na niego. A w domu? Odbierasz pocztę – sprawdź od razu i schowaj gdzie trzeba, zrób co trzeba – przelew itp. i zapomnij. Widzisz stertę prania – włącz je od razu dokładnie w tej chwili, w której o nim pomyślałeś. Nie będę rozwijać tematu bo świetnie robi to Ania Legenza na swojej stronie http://niebalaganka.pl/.

Zakupy

Króluje u mnie internet i witryna dodomku.pl. Na początku miesiąca zamawiam wszystko co mogę – łącznie z wodą, detergentami i papierem toaletowym. Oczywiście świeże rzeczy kupuję gdzie indziej, ale nie tracę czasu na – znów się skończył płyn do mycia naczyń, mydło, woda, herbata, kawa itp. Dostawa jest darmowa powyżej niewygórowanej kwoty, zakupy w domu następnego dnia. Idealna sytuacja dla rodzin z małymi dziećmi, których nie trzeba ciągać po sklepach i liczyć na to, że nie zanudzą się tam na śmierć. Oszczędzacie zatem pieniądze (omijają Was półkowe pokusy), czas który przeznaczylibyście na ubranie się, ubranie dzieci, wpakowanie się do samochodu, znalezienie miejsca parkingowego, szukanie produktów na półkach, odkładanie produktów, które wrzuciły do koszyka Wasze dzieci, czekanie w kolejce do kasy i – nie, nie kupujemy mamby – wpakowanie zakupów do samochodu, wpakowanie dzieci do samochodu, dojazd do domu, wniesienie zakupów do domu, ufff.  Słabo mi od samego pisania. Nie cierpię tak marnotrawić czasu, nie lubię jak ktoś to ładnie określił martwych przebiegów. Zresztą nie lubię nawet stać na czerwonym świetle, a co dopiero w kolejce. Dla mnie zakupy online to podstawa. Oszczędzam mnóstwo czasu i energii, którą mogę spożytkować zupełnie inaczej. A i opowieści o histeriach dzieci w centrach handlowych pozostają dla mnie tylko opowieściami. Resztę zakupów robi mąż – nie przyzna się, ale to dla niego relaks i  uwielbia buszować w sklepie w poszukiwaniu dobrej wędliny, ciekawego chleba albo orientalnej kawy – z listą zakupów na cały tydzień. I tu wchodzimy w układanie jadłospisów.

Jadłospis

Układam z góry na cały tydzień uwzględniając w nim odpowiednie proporcje warzyw, kasz i owoców. Biorę pod uwagę upodobania domowników i czas, jaki mogę w tym tygodniu poświęcić na gotowanie. Dobrą metodę na układanie jadłospisu mają Ania i Asia, zajrzyjcie http://alaantkoweblw.pl/jak-szybko-zaplanowac-posilki-na-caly-tydzien/

Ponieważ trzeba być elastycznym i otwartym na nowe okoliczności i wyzwania – choroba dzieci, niespodziewane wydarzenia,  twoje gorsze samopoczucie albo zwykła chęć odpuszczenia sobie i nic nierobienia warto mieć parę ulubionych i przetestowanych dań, które można zrobić w 20 min, a nasze podniebienia na tym nie stracą. U nas króluje pesto z wszystkiego co zielone – jarmużu, sałaty, brokułów, pietruszki z dodatkiem dobrego oleju i pestkami dyni bądź słonecznika. Do tego dobry makaron i wszyscy zadowoleni. Dodam, że to jedyne danie, które akceptował nasz syn w trakcie ząbkowania. Ja kocham w nim to, że wystarczy wszystko wrzucić, zblendować i ciach gotowe. I zdrowe.

Organizacja

Kiedyś usłyszałam od jednej mamy, że robi wszystko jak dzieci zasną – mówiła o gotowaniu, sprzątaniu itp. Oczy mi wyszły z orbit, bo pomyślałam, że ja wtedy nie spałabym w ogóle. Od samego początku wszystkie czynności domowe robię z dziećmi. Najmłodsze czteromiesięczne – w chuście, starsze dwuletnie – na krześle, a wcześniej na kitchen helperze. Córka z ciekawością ogląda świat, a jak się zmęczy  zasypia nawet przy najwyższych obrotach miksera. Syn dzisiaj sam odkurza, potrafi załadować pralkę i ją włączyć – ba, wie nawet jaki płyn do jakiego prania, ściera kurze, obiera ze mną warzywa, kroi warzywa itp. Właściwie nie wiem czego nie robi, bo we wszystkim uczestniczy. Na czas jego nieobecności myję łazienkę i podłogi. Bo w pierwszym wypadku chciałby się taplać w toalecie, a w drugim mam całe mieszkanie w wodzie. Dzięki wspólnemu dbaniu o dom dzieci uczą się brać udział w codziennych obowiązkach bez żadnego przymusu z nieskrywaną radością – uwielbiam obserwować to podekscytowanie kiedy wyrasta ciasto w piekarniku i czekać na okrzyk: mamo chyba się pali! Początkowo wymaga to trochę zachodu i nie obywa się bez kraks – czytaj: po wspólnym sprzątaniu jest większy bałagan niż przed – ale pozytywne efekty procentują  w postaci przydatnych umiejętności, poczuciu odpowiedzialności i mojego wolnego wieczoru. Nie mówiąc już o wspólnie spędzonym czasie.

Ja

Prowadzenie ogniska domowego to jedno, ale jak już kiedyś pisałam dla hoplandu – ochrona rodziny zaczyna się od ochrony siebie. Po cały tekst zapraszam tutaj . Codziennie przeznaczam dla samej siebie minimum 15 min i robię to zawsze choćby się waliło i paliło. Choćby to miał być tylko prysznic, kawa albo jeden przeczytany artykuł przed snem. I zdarza się, że muszę wstać wcześniej, żeby mieć ten swój kwadrans, ale robię to bez mrugnięcia okiem. Wiem, jakie to  ważne dla higieny mojego umysłu i kondycji psychicznej. Zrelaksowana mama naturalnie wchodzi w kociokwik i harmider wyzwań dnia codziennego. Żeby czuć się jeszcze lepiej – robię sobie codziennie makijaż. Nie dlatego, że tak trzeba, nie dlatego, że wstydzę się siebie bez, ale dlatego, że to pozwala czuć mi się bardziej komfortowo. Zajmuje mi dokładnie 7 minut i pozwala czuć się przygotowaną na każde wyjście, każdą wizytę i jakoś tak przyjemniej spogląda się do lustra. Działa u mnie zasada – przygotowana do wyjścia = zorganizowana, działająca. Naprawdę nie potrafię nic robić w piżamie. Piżama to dla mnie stan umysłu. Nie potrafię w niej pisać, zmywać, sprzątać, dosłownie mnie paraliżuje i wprowadza w stan off. Do odpalenia zielonego światełka u siebie potrzebuję zrobić poranną toaletę, ubrać się w coś co przypomina ubranie. Jak zrobię lekki makijaż to już w ogóle czuję się, jakbym miała zaraz wystąpić na deskach teatru, wiecie takie twórcze flow. Jakże potrzebne, kiedy jedynymi gośćmi na dzisiaj są strużki pod nosem mojego dziecka i inhalator.

Garderoba

Pomaga wypracowanie sobie zestawu dopasowanego do aktywności i pory roku. W mojej szafie królują teraz rzeczy, w których bez skrępowania mogę się schylać na wszystkie sposoby, wyginać i rozpiąć w 1 sekundzie. Nie, nie pracuję jako tancerka erotyczna. Jestem na etacie, złap mnie jeśli potrafisz, kulaj się w piasku, myślisz, że ten parapet jest szeroki, nie odkładaj mnie mamo, dziś w chuście spędzę cały dzień, gdzie jest cycek. Znalezienie ubrań, które w trakcie tych wszystkich czynności nie będą pokazywały więcej niż chcę, nie będą pogniecione po 5 minutach, nie będą mokre od nadmiaru mleka i nie będą tarczą dla lepkich łapek i będą mi pasowały kolorystycznie – wymaga trochę zachodu, ale warto ten czas poświęcić, by później zdejmować z wieszaka coś, co chętnie zakładam i zajmuje mi to 2 minuty bez szeptania, że  nie mam się w co ubrać. Bardzo cenię sobie to rozwiązanie szczególnie, kiedy rano budzi mnie kaszel dziecka i w przychodni mi mówi ą- tak, przyjmiemy panią, ale proszę tu być za 15 minut.

Możecie mi wierzyć, że zaoszczędzony w ten sposób czas mogę przeznaczyć na codziennie czytanie, oglądanie filmów, szkolenia online. Dokładnie tak, czas, który kiedyś sprzeniewierzałam na: co by tu ubrać, gdzie jest mój tusz do rzęs, co by tu zrobić na obiad, co mam w lodówce, co by tu robić jak mam 5 min, scrollowanie facebooka – przeznaczam na swój rozwój i zjadanie słonia. Pomocne w tym były dla mnie Katarzyna Kędzierska i cudowna Maria Młyńska.

Rozwój

Pięknie by było mieć cały dzień na pisanie, cały dzień na czytanie czy możliwość weekendowego wyjazdu na szkolenie.  W przeciągu najbliższego roku jest to nierealne, a ja sama nie zdecydowałabym się zostawić maleńkiego dziecka na tak długo. Nie sprawia to jednak, że rezygnuję ze swoich planów. Właściwie to nieograniczony czas mieliśmy chyba tylko w dzieciństwie, ale wtedy w głowie miałam Anię z Zielonego Wzgórza i na pewno nie myślałam o wkuwaniu słówek z angielskiego. Z czego korzystam i co dziś robię, by naciągnąć dobę?

  1. Zasypiam przed 23. Celowo używam słowa – zasypiać, bo nie o to chodzi by się wtedy położyć. Nie bez kozery ktoś powiedział, że sen od 22 do 1 jest liczony podwójnie. Śpimy wtedy głęboko, oczyszczamy umysł i zapewniamy sobie regenerację.
  2. Wstaję o 5.60 – 6. Do godziny 8 mam czas wyłącznie dla siebie. Zazwyczaj, bo przy dwójce maluchów trzeba być elastycznym i z radosnym uśmiechem witać – mamo już wyspałem – o 6.30. To czas, kiedy piję w ciszy kawę, zerkam na swój plan i piszę artykuły, aktualizuję cele, oglądam nagrane wcześniej webinary. Pobudki o tej porze nie są żadnym problemem, jeśli zasypiam przed 23.
  3. Audiobooki – myślę, że mało jest osób, które jeszcze nie korzystają z tej formy czytania. Słucham na spacerach z najmłodszą pociechą, można w ten sposób łyknąć naprawdę grube pozycje.
  4. Webinary – interesujące webinary oglądam często w ciągu dnia nosząc w chuście córkę i np. ogarniając mieszkanie – wieszam pranie, porządkuję półki itp.
  5. Szkolenia online – w miejsce weekendowych kursów, na które nie mogę aktualnie pojechać, wykupuję interesujące mnie szkolenia w trybie online. Właśnie zainwestowałam w kurs trenera i szkolę się rano, kiedy mam świeży umysł.
  6. Radio – min godzinę dziennie słucham francuskiego radia, wybieram kanały informacyjne, żeby wchłonąć jak najwięcej słów. Polecam rmfon.pl
  7. Podcasty – zbieram linki do interesujących mnie podcastów – ostatnio króluje Michał Szafrański – i słucham wieczorem przy usypianiu mojej córeczki. I to nie jest tak, że zawsze potrzebuję robić coś podwójnie. Uwielbiam te chwile, kiedy dzieci się we mnie wtulają i zasypiają i nie mam potrzeby zakłócać tego czymkolwiek innym, ale…moja córeczka nie wypuszcza mnie z objęć 1,5h i śpi czujmy snem – jak się ruszę do toalety zaraz się budzi – wykorzystuję więc trochę tego czasu na słuchanie bądź relaks.
  8. Duolingo – aplikacja do nauki angielskiego. Używam kiedy czekam na swoją kolej u lekarza albo w aptece. Nigdzie indziej tak długo nie czekam. Aplikację można pobrać bezpłatnie ze strony https://pl.duolingo.com/
  9. Pocket – zdecydowanie mój hit. Uwielbiam i nie wiem jak funkcjonowałam bez pocketa. Znacie tę sytuację, kiedy klikacie w interesującego linka i już już strona się ładuje a tu bach koniec waszego czasu wolnego. Gdzieś Wam na facebooku mignęła strona, którą chcielibyście obejrzeć, artykuł który chcielibyście przeczytać, ale teraz jesteście w pracy albo lekarz już woła i znów strona przepada w czeluściach internetu ? Pocket rozwiązuje te problemy – klikasz w odpowiednią ikonkę i przechowujesz swoje nieprzeczytane artykuły w jednym miejscu. W wolnej chwili – wieczorem, w niedzielę itp. wchodzisz w pocketa i Twoim oczom ukazują się inspiracje z całego tygodnia, którym ze spokojem możesz się oddać. Piękne prawda? Aplikację można ściągnąć tutaj https://getpocket.com/

Pocket oszczędza czas na odnajdywanie utraconych inspiracji i świetnie sprawdza się w kolejkach zamiast dziesiątego już scrollowania facebooka tego dnia.

Jeśli jesteś w tym miejscu i wciąż czytasz to gratuluję, bo poświęciłeś sporo czasu na to, by poznać mój system wyłuskiwania minut dla siebie w sytuacji, w której wiele osób powiedziałoby, że nie ma czasu w ogóle.

Jeśli masz dla mnie wskazówki jak mogę bardziej wykorzystać potencjał internetu, aplikacji i swoich zasobów podziel się ze mną tym w komentarzu.

Jak widzisz, przygotowanie takiego wpisu wymaga ode mnie sporej dyscypliny i motywacji, więc jeśli uznasz ten wpis za wartościowy, podziel się nim  a będzie mi bardzo miło i pobudki o 5.30 będą cieplejsze.

 


Tagged as , , ,



  • Romana Roma

    Tak szczerze chcialam napisać, że moje samodzielne kafelkowanie balkonu przez prawie miesiąc tj. w chwilach gdy jest pogoda, 1.5-miesięczny noworodek śpi a starsza córka jest w żłobku wydaje mi się marnym osiągnięciem przy Twoim wstawaniu przed 6… a ja jeszcze to musze zafundować przed zimą. .. eh

    • Marzena Kud/Fitspirit

      A ja kiedyś próbowałam samodzielnie wykafelkować łazienkę i powiem Ci, że chylę czoła, bo już wolę wstawać o tej 5.30;) Te wszystkie krzyżyki, równości, nierówności i to morze cierpliwości, zdecydowanie to dla mnie za trudne, także podziwiam!

    • Ja Was obie podziwiam, że się w ogóle za kafelkowanie bierzecie! U mnie to są te sprawy, które z przyjemnością deleguję mężowi 🙂

  • Podziwiam! Niesamowicie panujesz nad swoim czasem. Ciągle wykładam się na planowaniu. Najtrudniej mi zrealizować założony plan.

    • Marzena Kud/Fitspirit

      Dziękuję:) Co do realizacji, może ustalasz sobie zbyt pokaźne cele? Najlepiej budować poczucie zaufania do siebie i tego, że zrealizujesz zadanie na mniejszych celach. Umysł pamięta, że radzisz sobie i nie ma później problemu z powiększaniem zasięgów:) Powodzenia!

  • Gratuluję i zabieram się za siebie. Widzę że zaplanowane rzeczy i zapisane u mnie mają większą szansę na realizację. Zaczęłam prowadzić swój bullet journal i planuję zadania na miesiąc tydzień i konkretny dzień. Teraz po lekturze artykułu dokładam jeszcze ustalanie priorytetów macierzem, wydaje mi sie że tego narzędzia mi brakowało. Dziękuję za inspirację.

    • Marzena Kud/Fitspirit

      Proszę:) A jak Ci się sprawdza bujo?

  • Świetny jest ten wpis, dale co najmniej tyle energii i motywacji, co słuchanie Kamilii Rowińskiej. Zebrałaś wszystko w jedną recepturę i przeczytam ją pewnie jeszcze 6 razy, żeby mi się utrwaliła. Bardzo pomocne rady! Podoba mi się szczególnie rada, aby zasypiać około 23. Przetestuję, bo chciałabym wcześniej wstawać, a rano nie czuję się wystarczająco wypoczęta.

    • Marzena Kud

      Zarumieniłam się:) Zasypianie przed 23 polecam gorąco. Na początku ciężko mi było się przestawić, a to jeszcze coś czytałam a to coś obejrzałam, a potem nie mogłam się zwlec z łóżka, nawet jeśli spałam do 9 (czasy przed urodzeniem dzieci;). Dzisiaj jestem już tak zaprogramowana, że o 22.30 oczy mi się kleją a o 5 budzę się bez budzika i czuję się rześko. I tym samym po wielu latach odkryłam, że bycie markiem nocnym to mit. Rano łatwiej się pisze i organizuje. Trzymam kciuki!

  • Jestem na etapie, że wszystko ogarniam, domowo, fizycznie, psychicznie i zawodowo – wiele rzeczy stosuję, które tu zapisałaś. A zrobiłaś to świetnie, kompleksowo, autentycznie, genialnie! A ponieważ jestem na krótko przed urodzeniem trzeciego potomka, będę ten tekst, podobnie jak Sylwia poniżej, czytać jeszcze nie ze 6, a z 16 razy, zanim ogarnę się na nowo jako mama trójki 😉 Na razie liczę, że między ogarniętą dwójką, a trójką dzieci jest niewielka różnica, jeśli matka wystarczająco dobrze radziła sobie wcześniej. Ale pewnie się łudzę 😉 Pozdrowienia!

    • Marzena Kud/Fitspirit

      Dziękuję za tak miłe słowa! Znajomi mi mówią, że nie ma zbytniej różnicy między trójką a czwórką, nic nie wspominali o przeskoku z dwójki na trójkę;) Wierzę jednak, że dasz radę. Ja sama widzę, że drugie dziecko jest bezobsługowe, a wynika to pewnie z doświadczenia i wiary we własną intuicję i niesłuchania ciotek dobra rada. Powodzenia!

  • Jestem pod ogromnym wrażeniem:). Widać, że sporo pracy włożyłaś w ten tekst. Aktualnie jestem na etapie lepszego organizowania się, więc wszelkie wskazówki są dla mnie cenne. Poza tym bardzo lubię czytać o tym jak wygląda rozkład dnia innych osób i jak się organizują, bo w tedy właśnie przychodzą mi do głowy różne pomysły. Ostatnio trochę się zaplątałam w swoje obowiązki raz to, co chcę jeszcze dodatkowo zrobić, także muszę sobie wypracować jakiś dobry system, żeby ogarnąć tworzenie szkolenia, bieżące sprawy na blogu, a także regularne chodzenie na fitness, czy również naukę francuskiego:). Z tym francuskim, to Ty mnie zmotywowałaś:). Przez jakiś czas się uczyłam, a potem zaniedbałam, ale chyba od 2 lat ciągle myślę o wznowieniu nauki. Mam już namiary do ponoć bardzo dobrej nauczycielki. Poza tym od trzech dni powtarzam sobie materiał, także jestem na dobrej drodze. Myślę, że jak się chce coś zrobić, zrealizować, to najważniejsze jest określić sobie dokładny deadline. W tedy ma się konkretny termin, do którego musimy zdążyć.

    • Marzena Kud

      Ach ten francuski to ja też ciągle odkładałam. Wypisałam sobie wszystkie korzyści, jakie będę miała z władania tym językiem…i już łatwiej mi się było zmotywować. A jak już nie mam czasu na nic to chociaż to radio. Zawsze się można osłuchać:)

  • Ja bez synka robię tylko to, co związane z blogiem i firmą (wtedy, kiedy on śpi, lub jest w przedszkolu), sprzątanie gotowanie, pranie – robimy razem ;). Zdecydowanie też najpierw zajmuję się tym, co ważne dla mnie – sprzątanie spada na sam koniec listy. Dzięki temu mam czas na swój rozwój, rozwój firmy, a do tego wspólnie z synkiem robimy wiele rzeczy, co też nas do siebie zbliża 🙂 Planowanie działań to podstawa – dobrze wiedzieć co mam danego dnia najważniejszego do zrobienia i od tego zacząć – dzięki temu czuję, że idę do przodu.

    • no i fajnie! w ten sposób masz i posprzątane i bloga i poczucie, że robisz coś dla siebie:) zgadza się? Ja zawsze odchorowuję te dni, kiedy nic nie napiszę lub nie przeczytam, czuję, że tego dnia siebie pominęłam i nie jest mi z tym dobrze.

  • No. To tu muszę się podszkolić. Marnuje strasznie dużo czasu… 🙁

    • Ale takie tyci tyci marnotrawienie jest przyjemne:)

  • Inspiracje dla szkoły

    Kobieto jesteś wielka! Iza każdym wpisem coraz bardziej czuję pokrewieństwo dusz! Jak mogłyśmy się kiedyś nie znać? 😉

    • I kto to mówi? Ja jeszcze chleba nie piekę;) Ale zacznę! Też nie wie, jak to było, jak się nie znałyśmy:) Trzeba nadrobić stracone lata:)