Moje dziecko nie jest moje

Written by on Sierpień 10, 2016

baby-623417_1280

Moje dziecko nie jest moje. Choćbym nie wiem jak tego chciała, nie jest moje i już. Czasem to trudne. Chciałoby się je tak mocno przytulić i trzymać w objęciach do końca świata. Nie wypuszczać z domu, garściami kraść te chwile bezcennych uśmiechów, zachwytów nad prostymi czynnościami.  Tłumaczyć świat, podążać za jego ciekawością, pokazywać kolejną hodowlę mrówek. Gotować najlepsze zupy i obserwować jak rozbabrany makaron pieje z zachwytu na jego brodzie. Ubierać w słodkie spodenki, pstrykać milion zdjęć, co by i szelki i loki i rzęsiska metrowe było widać. Chodzić pod rękę wzdłuż rzeki, jeść śniadania na trawie w każdą sobotę. Zabierać  do zoo, muzeum, kina, teatru, księgarni. Kupić gitarę na pierwszą euforię przy Smoke on the water, farby po drugiej reprodukcji Bruegla na ścianie, pióro po kolejnej próbie poetyckiej.

Moje dziecko nie jest moje. Przyznaję, czasem to boli. Czasem chciałabym, żeby było przedsiębiorcze bo tak łatwiej w życiu. Czasem chciałabym, żeby było asertywne bo ominie je wiele przykrości. Czasem chciałabym, żeby było ciszej bo jestem zmęczona.

Zdarza się, że jego temperament wystawia na próbę otoczenie. Energia i dynamika tłumią zapędy ciotek i wujków do wspólnej zabawy. Ekspresyjność emocjonalna nie mieści się w wyobraźni dziadków.

Czasem słyszę: kim chcesz by było Twoje dziecko? A czy to ma znaczenie? Moje dziecko nie jest moje.

Wyszło z mojego brzucha, przez 9 miesięcy kołysało się  w rytm mojej codzienności, słuchało moich piosenek, czytało moje książki, czuło moje wzruszenia, jadło moje zupy, piło moje koktajle, ale nie jest moje.

Jest samodzielnym człowiekiem, które powołaliśmy do życia. Dla świata. Dla jego samego.

Uwielbiam ten czas, kiedy mogę patrzeć na rozwój swoich dzieci. Na kości policzkowe żywcem zdjęte z taty, tatusiowe kręcone włosy, może zarys moich ust.

Na radość z eksploracji świata, codzienne zaskoczenia wszystkim dookoła.

To niesamowite uczestniczyć w rozwoju młodego człowieka, na nowo uczyć się pór roku, liter, trzymania widelca i długopisu. Niecodzienne doświadczenie, którym obdarza mnie moje dziecko. Tylko to moje to nie do końca moje. Moje bez zawłaszczania jego przyszłości. Moje bez projektowania jego życia. Moje z akceptacją jego wyborów, temperamentu, nastrojów. Nie oburzam się, kiedy moje, ale nie najmojsze dziecko woli  płatki z mlekiem  od sumiennie przyrządzanego wcześniej rosołu. Nie robi mi się smutno, kiedy na towarzysza zabaw wybiera kogoś innego. Nie wzdycham, kiedy kolejny raz zjada kolację w biegu.

Szanuję jego odrębność i podglądam codziennie małe i większe wybory. Ogórek kosztem pomidora, kalosze zamiast sandałów, piwnica versus plac zabaw. Widzę w nim człowieka, który rozwija się na moich oczach i pokazuje, jaką drogę kiedyś wszyscy przeszliśmy. Doceniam, że mogę brać udział w jego doświadczeniach, pierwszych odkryciach.

Jedyne czego chcę to żeby moje dzieci były szczęśliwe, empatyczne i szanujące innych ludzi. Jak tego nauczyć? Jest jeden sposób. Być szczęśliwym, empatycznym, szanującym rodzicem. Staram się więc rozumieć jego wybory, szanować uczucia. I szczęśliwa jestem, że mogę uczestniczyć w jego życiu. Pamiętając o tym, by nie uzurpować sobie prawa do własności. Bo to moje dziecko a jego życie.


Tagged as , ,



  • moi-mili.pl

    Dziecko jest dla świata, to prawda. Prawda czasem bolesna dla rodziców, ale warto ją sobie uświadomić jak najwcześniej…

    • Marzena Kud/Fitspirit

      Im wcześniej tym lepiej…dla dziecka.

  • Oj to prawda. Nie możemy oczekiwać od swojego dziecka nawet tego, żeby nas lubiło 😉 możemy się jednak o to każdego dnia starać 🙂

    • Marzena Kud/Fitspirit

      Trudne to bardzo, ale dobre spostrzeżenie -nawet tego nie możemy oczekiwać.

  • To niesamowite! Zacznę wierzyć w telepatię 😉 A tak poważnie, w braterstwo dusz to w naszym przypadku trudno nie uwierzyć!!! Jestem w szoku! Dobrze wiesz dlaczego, prawda?