Na brudno

Written by on Czerwiec 6, 2016

tea-381235_1280

 

Pamiętacie to? Wypracowanie na brudno. Zadanie z matematyki na brudno. Streszczenie lektury na brudno. Brudnopis.

Dopiero na studiach nauczyłam się, że nie mam na to czasu. Brudnopis zastąpiły pośpieszne notatki z wykładów kserowane potem zamiennie przez całą grupę.

Trzeba było pozbyć się ołówka, bo słabo  odbijał.

Ucierpiały na tym książki, bo moje rozmyślania zabarwiły atramentowo co lepsze egzemplarze historii literatury.

Potem było łatwiej.

Interpretacja poezji dwudziestowiecznej szyta między jednym a drugim alkoholem niskiego lotu. Ale jak myśmy po tym lecieli. Najbardziej rozgadana grupa na spotkaniach ze średniowieczną poezją.  Do dzisiaj Sęp – Szarzyński pozostaje mi bliski. Próchno Berenta czytane pomiędzy Mikołowem a  Łaziskami. Tylko tam nie spałam bo tylko tam znana mi już dobrze grupa wyrzucała co niektórych z pociągu.

To tam jeden z nich przeciągle spojrzał mi w oczy i trzymając wyrwaną lampę w jednej ręce – drugą złapał za moją książkę. Milczeniem odpowiedział na młodopolskie dumanie w moich źrenicach i bez uśmiechu oddał wytarte  snem kartki.  Nigdy więcej nie zwrócił na mnie uwagi. Mniej szczęścia miała dziewczyna wyrzucona z pociągu tydzień później. Nie wiem co czytała.

To tam obudziłam się naprzeciw profesora Literatury Renesansu.  Jechaliśmy w to samo miejsce. Na tę samą godzinę. Na ten sam egzamin. Mieliśmy tylko zająć inne miejsca. Pan Profesor był mądrym człowiekiem.  W sekundzie odkrył, że moje powieki nie odklejają wieczoru spędzonego nad Mikołajem Rejem.  Dostałam piątkę. Jakoś tak lżej wracało mi się do potłuczonych talerzy i żyrandola.  W końcu specjalista od epigramatów może zjeść z papierowego talerza przy świecy.

I tak to szło.  Szukanie pracy w kwadransie studenckim dla spóźnialskich.  Plan na życie w Króliku.  Dopóki go nie zamknęli. Przyjaźnie pod pomnikiem Piłsudskiego.  Vifon na obiad. Materac.

Kto miał czas na brudnopis? Załatwialiśmy swoje życie mimochodem. Na papierosie, kawie. Rozmowie, która karmiła nas bardziej od kalafiora z biedronki.

Jarkowymi kanapkami z podwójną szynką, który – dzisiaj tak myślę- pisał chyba na czysto.

Kochałam ten stan. Bez przygotowania. 

Tak jakbym te wszystkie lata przepisywania  bez żadnych plam, bez wyjeżdżania za linię chciała zgwałcić nonszalancko krzywymi zdaniami, tłustymi palcami, wgnieceniami przygodnych snów.

Nie pamiętam czy moje koszule były wyprasowane ( zresztą miałam tylko jedną).  Czy miałam do każdych zajęć osobny zeszyt. Czy byłam poprawna, czy okna myłam na każdą Wielkanoc. Pamiętam, że byłam z ludźmi.  Z ich zmęczonymi oczami.  Ze zmierzwionym włosem od ciągłej podróży. Z ich radością zapalającą moje znicze girlandą światła. Z każdą ostatnią pięciozłotówką dzieloną po równo. Z kawą wypijaną na spółkę. Z ramieniem odprowadzającym do pociągu po intensywnym życiu.

Przydało się. Można było studiować i pracować jednocześnie.  Pracować po 16h przez 3 dni, w pozostałe 3 zaliczać ćwiczenia.  Ogarniać mieszkanie. Miałam wtedy kwiatki, które rosły. Musiałam je podlewać.  Do dzisiaj zapach cifu kojarzy mi się z mieszkaniem o różowych ścianach. Chyba szorowałam wszystko w wolnej chwili – może nie mogłam tak do końca na brudno?

Uporządkowanie przyszło z czasem.  Minimalizm w garderobie i życiu towarzyskim. Obszerna spiżarka z poukładanymi wszystkimi rodzajami kasz, makaronów, ryżu i soczewicy.

Pomrożone kacze udka – bo rosół delikatny.

Złożone pościele w drewnianej skrzyni. Lawenda zawieszona przy kuchennym stole.

Zimowe buty umyte w mleku, wypastowane i wypchane gazetą złożone na okres letni.

Kosmetyki tylko pasujące do cery. Perfumy niegnębiące otoczenia. Płaszcz tylko 80% wełny.

Kawa tylko parzona. Grubo mielona.  Jogurt naturalny – bez cukru i mleka w proszku.

Sen przed 23 bo najbardziej odżywczy.

Czystopis. Drugi level.

Czekanie na doskonałość, która nie nadejdzie. Nie, nie denerwują mnie nieumyte kubki w zlewie.  Z rozczuleniem patrzę na glinkowe ślady małego Van Gogha w kuchni i pokoju. Potrafię przekładać sprawy na jutro. Odpuszczam sobie.  I nie czekam już aż moje litery będą dźwięczne, równe i dobrze wyakcentowane.

Nie wiem czy to będzie brudnopis czy czysty zeszyt. Wiem jedno – mam przed sobą tylko ten jeden.

Możesz zaglądać. 

 


Tagged as , , ,



  • marek_w

    podoba mi się ten tekst. W jakiś sposób zmusza do refleksji i poszukiwania znaczenia metafory „brudnopisu” we własnym życiu.

  • Po tym wpisie – pierwszy jaki u Ciebie przeczytałam – będę zaglądać. Puenta mnie powaliła:)

    • Marzena Kud/Fitspirit

      Cieszę się:) Tak to jest z puentami – okazują się oczywiste, ale jakoś na co dzień nam umykają.

  • <3
    Dokopalam się do pierwszej notki, ihaaa!

    Powiem Ci coś śmiesznego – na studiach miałam brudnopis 😉

    • Marzena Kud

      Nie mów, że przeczytałaś całego bloga? Chyba tę karpatkę ja powinnam upiec;) Ale rozumiem, że miałaś tylko ten brudnopis? No nie mów, że miałaś czas to jeszcze przepisać;p

      • Całego jeszcze nie, ale chyba bliżej mi niż dalej 😀
        Karpatkę biorę na siebie 😉

        Nie myślałaś o jakimś prostym archiwum? Chyba, że ja ślepa (możliwe, możliwe). Łatwiej byłoby się dobrać do całości ;p

        Przepisywalam na czysto!
        Najlepsza metoda nauki jak dla mnie 😉

        • Marzena Kud

          Mam archiwum – widget po prawej;) Choć zamierzam zmienić szablon, jak masz jeszcze jakieś sugestie to chętnie wysłucham…przy tej karpatce;p

          • O, dogrzebalam się 😉 Blogi czytam tylko w wersji mobilnej, dlatego czasami mam problem w orientacji 😉

            Przydałby się przycisk „poprzedni wpis” i „następny wpis”. Lubię je 😉
            A tak poza tym to masz całkiem ładnie i przejrzyście 🙂

            BTW – znasz jakieś fajne aplikacje do zarządzania rzeczywistością?
            Szukam czegoś do planowania posiłków i listy „to do”, najlepiej w widoku „planu lekcji”. I lipa.
            A już chyba z 5 przejrzalam ;p

          • Testowałaś Out of milk?