Neurony nie hormony

Written by on Lipiec 14, 2016

pregnant-244662_1920

Neurony nie hormony

Je też mam, wiecie? Neurony, synapsy, dendryty, aksony śmigają u mnie należycie, a przynajmniej w takim stopniu bym mogła określać się jako osoba fizyczna zdolna do czynności prawnych. A skoro tak, to zdolna do stanowienia o sobie, samodzielnego myślenia, odczuwania, artykułowania myśli i sądów. Są jednak chwile, kiedy odbiera mi się to prawo.

9 miesięcy jamochłona

Nie taka chwila co? 9 miesięcy podczas których moja poczytalność jest poddawana wątpliwościom. 9 miesięcy podczas których moje opinie nie są konstruktywne, moje myśli przejrzyste, a decyzje nieprzemyślane. Dwa razy przeżyłam emigrację umysłową na rzecz ludzi, który twierdzili, że uważam tak, bo rządzą mną hormony, denerwuję się, bo znajduję się na huśtawce emocjonalnej, robię, co robię, bo mam mętny mózg. Odkrztuszający wody płodowe.

Hormony, co?

Siedzimy w trójkę w restauracji. Przyszłyśmy przed otwarciem, więc barman prosi nas o wybranie zamówienia i podejście o 12.00. Przed wybiciem godziny zero przychodzi para z dwójką dzieci. Rozglądają się za miejscem do siedzenia – póki co wszystko wolne, poza naszym. Barman kiwa, my posłusznie wstajemy z kartami, składamy zamówienie i wracamy na swoje miejsca. No już nie nasze, bo okupowane przez ową rodzinę. Koleżanka zajmuje miejsce dalej, ale w pełnym słońcu. Jako, że obie jesteśmy na owej 9 miesięcznej emigracji mówię – choć do środka bo tu nie ma już miejsca w cieniu. Rodzinie nic nie mówię, posłusznie poddaję się tej dżunglowej walce o cień, choć myślę, że nieładnie, że nas podsiedli. Ruszamy do środka na co Pani mówi – a Panie tu chciały siedzieć? I podnosi się z miejsca. Tak, siedziałyśmy tu przecież, więc chciałyśmy – odpowiadam. I dostaje plwocinami w twarz- to trzeba było pilnować, zostawić torebki, albo jedną z Was, a nie łazić do baru! Przecież widziała Pani, że szłyśmy tylko złożyć zamówienie – odpowiadam spokojnie. I dostaję – tym oklepanym – nie myślisz teraz racjonalnie chodząca kupo hormonów, rozciągającej się macicy i świerzbiącej skóry na brzuchu babo- HORMONY CO?

Myślę sobie – nie hormony a kultura i zasady współżycia w społeczeństwie, ale wraz z rosnącym brzuchem maleje nasze miejsce w dyskusji. Na jakikolwiek temat.

Ona jest zła, bo będzie rodzić

Usłyszałam w którejś rozmowie, kiedy wyraziłam swoje zdanie. Na miesiąc przed porodem. Dyskusja na oklepany temat, gdzie niezmiennie od kilkunastu lat moja opinia w tej kwestii pozostaje taka sama. I wszyscy o tym wiedzą. Ale tym razem nie miałam do niej prawa. Brzuch mi je zabrał. Skazano mnie na umysłową banicję ze względu na rozrastający się mięsień macicy.

Ciąża to nie choroba

Co ciekawe, równolegle z naszym rozpadającym się ciążowym umysłem i niezdolnością do samodzielnego myślenia, rośnie w siłę nasza kondycja fizyczna. Przekonać się o tym możemy w kolejkach, gdzie większość ludzi jak jeden mąż ślepnie przy Kasie przyjaznej matkom, w aptekach, gdzie wpychają się przed Ciebie w kolejce, nie czując na plecach Twojego dziobiącego brzucha. Raz jeden poprosiłam o przepuszczenie mnie w dwudziestoosobowej kolejce w laboratorium w upalny dzień, na 3 dni przed porodem. Stałam z synem, torbą pod pachą i jedna osoba zerknęła na mnie i powiedziała – dlaczego pani tak stoi, proszę iść do okienka i nie czekać. W duchu jej podziękowałam. To był jeden raz, poza tym zawsze oczekiwałam standardowo na swoją kolej. I przyznaję, że zawsze, ale to zawsze – w Rossmanie pani kasjerka wołała mnie z kolejki i obsługiwała poza kolejnością. To samo na poczcie. Dziękuję tym Paniom, bo one chyba wiedziały, że ja sama bym się nie upomniała. Kiedyś jedna Pani chciała mnie przepuścić – usłyszała od innych pań z kolejki, że ciąża to nie choroba i jak nie mam siły stać to mam nie wychodzić z domu. Nic nie odpowiedziałam. Ale tak sobie myślę, jeśli nie choroba to czemu odmawia się nam jasności umysłu. To jak to w końcu jest? Choroba czy nie? A może nie choroba, ale niektóre kobiety przechodzą ją gorzej niż chorobę, wiecie? Poza tym, skąd możemy wiedzieć, że ta kobieta, która stoi w kolejce nie jest sama? I nie ma jej kto zakupów zrobić? Co wiemy o przebiegu jej ciąży i samopoczuciu?

Bo jak ja rodziłam…

Bo jak ja rodziłam to się do 8 miesiąca pracowało, ciężkie wiadra nosiło i nikt  się z nami nie certolił. Bo my zaraz do pracy musiałyśmy wracać. Kobiety w polu pracowały i nie narzekały. –Bardzo mi przykro proszę Pani. To naprawdę musiałby być ciężkie czasy. To chyba fajnie, że teraz jest inaczej? Czy wolałaby Pani powrotu tych czasów?

Hormony?

Nie. Nie hormony. To ja. Moje myśli, moja głowa, moje zdanie. To co mnie wkurzało w ciąży, wkurzało mnie i przed ciążą i po. Choć zaraz się dowiem, że  to baby blues, potem PMS, potem hmm menopauza?

Kobiety kobietom

Wszystkie komentarze pochodziły od kobiet. Zawsze. My sobie to robimy, wiecie? Dziwimy się tylko potem, że nie traktują nas poważnie. W domu, w pracy, że mniej zarabiamy. No przecież same wmawiamy sobie, że nie można, bo o naszej poczytalności nie decyduje głowa.

I nie, to nie jest tekst pod wpływem baby blues. Czuje się świetnie i traktuję poważnie.


Tagged as , , , , , ,



  • Romana Roma

    Heh jakiś czas temu dowiedziałam się od klienta, że myślał, że go ochrzanilam za brak dokumentów kompletnych dlatego, że w ciąży jestem i się musiałam „wykrzyczeć” więc olał całą moją wypowiedź i dopiero po kilku miesiącach zrozumiał, że ja tak na poważnie…

    • Marzena Kud/Fitspirit

      Przebiłaś wszystko:) Niedobra Ty;p