Nie karm serca tic takiem

Written by on Wrzesień 17, 2016

radio vintage

Tyle się ostatnio mówi o zdrowym żywieniu, obowiązkowym detoksie, diecie bezglutenowej, skandynawskiej, warzywnej, o tym jak żywienie wpływa na stan naszego organizmu, że zaryzykuję twierdzenie, że jeśli ktoś nie odżywia się zdrowo to jest to jego wybór, a nie niewiedza. W gąszczu informacji o zdrowym ciele chcę się zatrzymać nad tym, co jest mi najbliższe  – zdrowym duchu.  W zdrowym ciele zdrowy duch – to już wiemy. Ale nasza dusza też chce jeść. Czym ją odżywiamy?

Nie karm serca tic takiem

Jestem przekonana, że większość ludzi nie zadaje sobie tego  pytania. Ba, nawet nie wie, co wrzucić w jadłospis. A stan naszego ducha zależy od relacji, jakie mamy z otoczeniem i najbliższymi, rozmów, jakie odbywamy, emocji jakie sobie serwujemy, obrazów, dźwięków, nastrojów.

I teraz pomyślcie, co się dzieje, kiedy nasza dieta jest ciężkostrawna? Tkwimy w toksycznych relacjach, które są jak zjadany codziennie fastfood, nasze rozmowy są jak naprędce ugotowane pierogi z paczki, emocje przypominają pieprz cayenne wsypywany do gardła, zagryzany od czasu do czasu czymś słodkim, np. wyjściem do kina.

Nic nam nie da posągowe ciało, jeśli w środku będziemy niespokojni od nadmiaru pustych kalorii, niedożywieni relacją, która bardziej przypomina watę cukrową niż porządny ciepły obiad, a w ramach diety wspomagającej rozwój będziemy wrzucać sobie pogawędki o pogodzie jak tik taki na odświeżenie.

Jaki jest Twój duchowy jadłospis?

Nasza dusza potrzebuje warunków, by mogła się rozwijać i  uwrażliwiać. Stan ducha można wypracować dostarczając mu karmiących rozmów, obrazów skłaniających do refleksji, dźwięków poruszających struny nieodkrytych pragnień i uczuć.

W dbałości o swoją duszę warto  pochylić się nad tym, co jej serwujemy. Jakie są najważniejsze relacje w Twoim życiu? Co możesz o nich powiedzieć? Są budujące, inspirujące, otwierające, dające radość, wspomagające Twój rozwój czy może dołujące, hamujące, zamykające, przygnebiające? Toksyczna relacja potrafi zabić radość, przygasić marzenia, schować talenty pod poduszkę, zacieśnić horyzonty. Doprowadzić do permanentnego stresu, który działa na nas antyrozwojowo i chorobotwórczo.

Spa czy praca w hucie

Pomyśl o spotkaniach, na które się umawiasz. Są ludzie, którzy powodują, że czujemy się lepiej, rześko, chce nam się działać a każda rozmowa z nimi sprawia, że czujemy się zaopiekowani, docenieni, nasz umysł odświeżony garścią pożytecznych informacji, dusza nasycona pozytywnymi emocjami. To ludzie, którzy akceptują nas na dużą skalę, wspomagają nasze pomysły, zachęcają do działania, potrafią wzniecić w nas wiarę w nasze możliwości. To ludzie, którzy podając w milczeniu kawę częstują nas ogromną dawką empatii i uważności. Po takim spotkaniu nasza dusza czuje się jak po dwudniowym pobycie w luksusowym spa.

Są również spotkania, po których boli Cię głowa, czujesz się zmęczony, ociężały. Twoja percepcja wydaje się przytępiona, wizja świata nabiera kolorów szarości, a Ty marzysz o pójściu do łóżka i nierobieniu nic przez następne dwa dni. To spotkania, które sieją w Tobie wątpliwości, podcinają skrzydła, produkują powody, dla których wciąż nie ruszasz z miejsca. Pomyśl o wszystkich swoich relacjach, w których jesteś naczyniem dla czyiś frustracji, problemów, krzywd, narzekań. Relacjach, w których jesteś materacem na czyjeś cotygodniowe skoki z okna. Sprawdź, czy kiedy amortyzujesz czyjeś porażki, ta osoba ochoczo nie biegnie na balkon, by skoczyć znów, bo tak dobrze jej się ląduje na Twojej głowie.

problem

Emocjonalne fastfoody

Jak się pozwalasz karmić? Jeśli jesteśmy wypadkową 5 osób, z którymi najczęściej się spotykamy to kim jesteś? Komu pozwalasz się tworzyć? Jeśli chcesz świadomie budować swoją przyszłość, odnosić sukcesy czy to na polu biznesowym, rodzinnym, czy duchowym, zakończ lub ukróć toksyczne relacje w swoim życiu.

Czytasz etykiety produktów spożywczych przed zakupem? Nie kupujesz jedzenia, w którym skład roi się od chemicznych dodatków? Usuwasz z organizmu nadmiar toksyn? Wypijasz na czczo szklankę przegotowanej ciepłej wody z cytryną? To dlaczego pakujesz w siebie emocjonalnego fastfooda każdego dnia? Pomyśl, ile kreatywności, talentów i radości wypłynie z Twojej odprężonej i wypielęgnowanej duszy.

Psychologiczna głodówka

Rozmowy. Czy przynajmniej raz w tygodniu serwujesz sobie karmiącą, ciepłą rozmowę? O rzeczach ważnych, mniej ważnych, ale w warunkach bezgranicznej akceptacji, gdzie możesz podzielić się z kimś swoją refleksją, zadumą, wdzięcznością. Porządna rozmowa karmi nas na długi czas, czujemy po niej przyjemne ciepło i jeszcze długo długo po niej mamy o czym myśleć. Karmiąca rozmowa otwiera zakamarki naszego umysłu, działa twórczo i podsyca naszą motywację do działań. Jeśli będziesz miał wokół siebie osoby, z którymi możesz jedynie wymienić się uwagami na temat pogody, stanu finansów, zdrowia i swojego zmęczenia to uwierz mi, że tak będziesz żył. Zaspokajając podstawowe potrzeby, nie poszerzając horyzontów, nie widząc więcej. Możesz być jak kwiat paproci w swoim otoczeniu, ale bez gleby i pożywienia długo nie pokwitniesz.

Shoba Sreenivasan, jedna z autorek Psychological Nutrition[i], przekonuje, że kiedy dostarczamy sobie mało odżywczych emocji, to tak, jakbyśmy wchodzili w stan psychologicznej głodówki. […] Stajemy się emocjonalnie wyjałowieni, czujemy pustkę. Śmieciowe emocje, tak jak śmieciowe jedzenie, nie są dla nas dobre.[ii]

kawa

Sztuka dla serca

Co lubi Twoja dusza? Co ją bawi, po czym doznaje ukojenia? Może to dobry film, może fascynująca książka, może wypad do galerii z nowoczesnym malarstwem, może ulubiona gazeta, może koncert, może filharmonia? Jak często to robisz?

Każdy obejrzany film, obraz, przeczytana książka uwrażliwia nasze serce. Wyzwala w nas refleksje, dzięki którym stajemy się lepszymi ludźmi. Zaczynamy dostrzegać niuanse, rozumieć metafory, potrafimy wpaść w zadumę. Zauważamy drobne rzeczy, stajemy się bardziej taktowni, życzliwi, wdzięczni. Zaryzykuję stwierdzenie, że obecność sztuki popycha nasze człowieczeństwo do przodu. Muzyka. Czego słuchasz? Tylko proszę nie mów, że wszystkiego. Bo wtedy wiem, że w ciągu ostatniego półrocza nie poświęciłeś ani chwili by znaleźć muzykę, która Cię odpręża, otwiera umysł, pomaga. Czy to coś złego? Nie, ale pomyśl ile tracisz nie mając muzyki, przy której łatwiej Ci się pisze, gotuje, sprząta, prowadzi auto, nastraja do zebrania, pracy, relaksuje po całym dniu z dziećmi. Poszperaj, posłuchaj, popytaj. Znajdź swój chill, choćby to miała być Sepultura.

PIANO

Poczuj różnicę

Nawadniaj swojego ducha, karm zdrowymi relacjami, dbaj o pozytywne emocje. Zauważaj drobne przyjemności każdego dnia. Okazuj wdzięczność choćby za kubek gorącej herbaty w domu przyjaciela. Za każde uważne spojrzenie w oczy, okazane zainteresowanie, rozmowę po której chce Ci się żyć.

Znajdź czas na film, na książkę, na muzykę. Poczuj różnicę. Przejrzyj fotografie, wyjdź na spacer, udaj się do pracy inną drogą. Choć przez chwilę w ciągu dnia myśl sercem  i sprawdź co Ci podpowiada. Udzielasz mu jeszcze głosu, prawda?

Zmień to!

Mam dla Ciebie propozycję. Przez tydzień przyglądaj się temu, czym karmisz swoją duszę. Zapisuj każdą dobrą i złą emocję. Zaznacz rozmowy, które Cię uskrzydlają i popychają naprzód i te, po których nie masz ochoty na nic. Sprawdź jak długo po rozmowie budującej utrzymuje się w Tobie pozytywne flow, sprawdź ile czasu zajmuje Ci otrzepanie się z chandry po toksycznym spotkaniu. Zapisz, ile czytałeś w tygodniu, co obejrzałeś, czego posłuchałeś. Zastanów się, jaka nowa refleksja o świecie, życiu zrodziła się w Twojej głowie. Zapisz wszystkie nowe pomysły jak również niezrealizowane zadania.

notes

Spójrz po tygodniu na swoją kartkę i oceń – kto i co popycha Cię naprzód. Kto i co ciągnie Cię w dół. Może zaskoczy Cię ile czasu poświęcasz na rzeczy, które trzymają Cię w miejscu, ludzi, którzy zatruwają Twoje serce. A jednocześnie jak zdawkowe są spotkania z ludźmi, którzy bezinteresownie obdarzają Cię akceptacją i wiarą – być może to tylko pogawędka przy kawie w pracy z kimś, kto szczerze Cię podziwia i rzuca serdeczne uwagi odnośnie Twojej pracy. Może to osoba, z którą pracuje Ci się wyśmienicie i kiedy jesteś z nią w zespole realizujesz swoje największe projekty. Ile uwagi jej poświęcasz?

Rozpisz swój duchowy jadłospis, sprawdź czym się odżywiasz, a może chroniczne zmęczenie, kiepski nastrój i brak motywacji staną się dla Ciebie zrozumiałe?

woman-918981_1280

Jak zacząć?

Chcesz zmienić swoje duchowe odżywianie, ale nie wiesz od czego zacząć? Okazuje się, że najbardziej j toksyczną relację masz w domu? Zacznij od małych rzeczy. Wyjdź do teatru, do kina, na koncert. Idź do pracy inną drogą. Odśwież swoją głowę. Porozmawiaj z kimś o przeczytanej książce. Zapisz się do klubu dyskusyjnego, znajdź kontakty do osób o podobnych zainteresowaniach. Poświęć więcej czasu swojej pasji. Zacznij słuchać dobrej muzyki. Wybierz najlepszą dla siebie, spędź trochę czasu na spotify. Wiesz, ile jest kawałków, których nie słyszałeś, nie masz o nich pojęcia, a które mogłyby wzniecić w Tobie chęć do działania, do zmiany, do życia? Myślisz, że przesadzam? Spróbuj. Jeden tydzień, potem dwa. Zobaczysz, jak zmienia się Twoja percepcja, nastawienie do świata. Idź dalej. Przyjrzyj się swoim relacjom. Zrób porządek. Daj miejsce temu, co dla Ciebie dobre, co Cię rozwija. I koniecznie daj znać, jak Ci poszło.

Życiem rządzi pewna zabawna zasada – jeśli godzisz się tylko na najlepsze, bardzo często to dostajesz”

Somerset Maugham

 

 

 

[i] Linda E. Weinberger, Shoba Sreenivasan: Psychological Nutrition

[ii] Cyt za: Coaching, Dusza na diecie, str. 58 [rozm. Aleksandra Kaniewska]


Tagged as , , , , , ,



  • Bardzo fajny wpis. Zgadzam się z nim w pełni. Relacje z otoczeniem mają na nas bardzo duży wpływ.

  • Cenne porady! Malymi kroczkami ale zawsze do przodu! Pozdrawiam, Daria x

    • Marzena Kud

      Dziękuję:)

  • To wszystko jest tak bardzo na czasie mojego życia – sama przechodzę taki „kryzys” tożsamości, dużo myślę, układam. Niestety (chociaż teraz to już uważam, że bardziej stety!;)) postanowiłam „wykluczyć” toksyczne osoby z mojego życia. Teraz inwestuję w siebie: czas, energię, nawet pieniądze. Teraz stawiam na realizację własnych potrzeb, na napełnienie mojego niefizycznego głodu 🙂

    • Marzena Kud/Fitspirit

      To dobrze! Myślę, że inwestowanie w siebie przyniesie Ci też pieniądze;) Jak Ci idzie wykluczanie „toksyn” z życia?

  • Przymierzałem się do tego wpisu jakiś czas, dziś go przeczytałem i muszę stwierdzić że jest rewelacyjny. Kiedys myślałem że słuchanie muzyki na kompie i wycie do monitora to strata czasu i można coś bardziej konstruktywnego przez te dwie godziny zrobić. Otóż jak piszesz, właśnie takie małe rzeczy karmią nasz duszę. Nie wspomnę już o ludziach jakimi się otaczamy. Jeszcze raz super wpis!

    • Marzena Kud/Fitspirit

      A dziękuję:) I nie dziwię się tym przymiarkom bo jak na standardy blogowe wpis dość długi. Tym bardziej się cieszę, że przebrnąłeś. A wiesz, że mi też kiedyś takie wyszukiwanie muzyki wydawało się marnotrawieniem czasu i zawsze miałam poczucie winy, że tyle czasu nad tym spędziłam. Na szczęście dzisiaj inaczej na to patrzę i karmię się ile mogę;)

    • Ha, ha, do tej pory byłam przekonana, że to tylko ja wyję do monitora:))))). Dobrze wiedzieć, że są też inni.

  • Cała prawda!

    Na początku choroby chwytałam się każdej znajomości, chociażby była przysłowiową „brzytwą”. I chodziłam z poharatanym duchem. Serio serio!
    Nie dość, że rak wysysał moje ciało to jeszcze „życzliwi” karmili się moimi emocjami.
    Na onkologii, leżąc w szpitalu, gadałam z każdym, chcąc go dźwignąć na duchu. Rozmówcy odchodzili uśmiechnięci, ja struta i nieswoja.

    Musiałam zadbać o siebie.
    Wyszłam na arogancką sukę, ale W KOŃCU płonie we mnie znajomy ogień 🙂

    A „oczyszczanie” polecam zacząć od nie oglądania telenowel i reżyserowanych show, olaniu portali plotkarskich i ignorowania szmatławców.
    Już po kilku dniach czuć różnicę!

    Genialny post 🙂

    • Marzena Kud

      O tak, warto selekcjonować treści jakie wrzucamy do głowy, bo później one tam zostają i pytanie, co wg nas powinno wisieć w naszym umyśle? Pisałam o tym tutaj http://www.fitspirit.pl/umysl-na-wiosne/ . Dla niektórych będziesz arogancką egoistką, ale chyba nie warto zadowalać wszystkich kosztem siebie? Widzę, że masz bogate doświadczenia w pracy nad sobą a choroba pewnie pomogła Ci odkryć, co jest dla Ciebie najważniejsze i wykonałaś kawał dobrej roboty:) Gratuluję siły i trzymaj się swojej drogi!

  • Rewelacyjny tekst! Mogłabym się podpisać pod każdym zdaniem. Od jakiegoś czasu zajmuję się takim oczyszczaniem swojego życia na różnych płaszczyznach. Kiedyś jadłam makaron z sosem z torebki i zupy w proszku. Teraz bardzo dbam o to co jem. To samo jeśli chodzi o relacje z ludźmi. Kiedyś przyjmowałam wszystko od wszystkich, a teraz bardzo selekcjonuję osoby, z którymi mam bliższy kontakt. Chociaż czasem, to mam wrażenie, że większość ludzi, to takie hamburgery:). W pewnym momencie mojego życia zadałam sobie pytanie, po co spotykam się z daną osobą, skoro 10 minut od rozpoczęcia spotkania non stop spoglądam na zegarek i czekam, żeby dla przyzwoitości odbębnić godzinę i się zmyć. Znam też osoby po rozmowie z którymi najchętniej wzięłabym prysznic i poszła spać:).

    • Marzena Kud

      Ach, jak mi się spodobał ten hamburger:) Bardzo trafne określenie i już mi się ci w głowie nowy wpis:) Dziękuję Ci za inspirujący komentarz. Też miałam wokół siebie takie wampiry, po spotkaniu z którymi chciałam spać i bolała mnie głowa. O ile przyjemniej się żyje oczyszczając przestrzeń towarzyską:)

      • Kiedyś gdzieś przeczytałam własnie o ludziach – hamburgerach i myślę, że to świetne określenie dla osób, z którymi mamy te wszystkie opisywane przez Ciebie fastfoodowe relacje:). To już się nie mogę doczekać kolejnego wpisu. Bardzo podoba mi się, to o czym piszesz. Mamy bardzo podobny tok myślenia. Nawet wczoraj miałam taką sytuację, że po ciężkim dniu zaczęłam czepiać się męża. Wiesz takie pierdoły – garnek po budyniu zostawiony dla mnie do umycia, próba nakarmienia kotów kiełbasą która może im zaszkodzić i kilka jeszcze takich pierdół. Żeby się odstresować, to poszłam do innego pokoju, żeby z nim nie siedzieć i weszłam sobie na Twój blog, żeby zobaczyć o czym piszesz. Trafiłam na artykuł „Jak stracić zainteresowanie męża. Już w połowie wpisu zrobiło mi się głupio, że zachowuję się jak jędza. Przecież sama zawsze powtarzam, że nie można kogoś zmieniać na siłę, tylko zaakceptować go jakim jest. I straszne jest takie spalanie się na pierdołach, bo przecież i tak to nie rozwiąże sytuacji tylko ją zaogni. Postanowiłam, że jeśli mam jakieś wymagania w stylu, że gary maja być pomyte, wanna po kąpieli ogarnięta itd, to jeśli po jednej grzecznej prośbie nie będzie to zrobione, to sama się tym zajmę. Nie ma co marnować życia na takie utarczki, bo na prawdę można wiele stracić w oczach ukochanej osoby. A jak będziemy okazywać dobroć i drobnymi gestami dawać dowody swojej troski i miłości, to wtedy ta osoba na pewno odwdzięczy się tym samym. Także jak przeczytałam ten wpis, to wzięłam laptopa i poszłam do męża na kanapę przytulić się:))))).

        • Marzena Kud

          O, jak miło:) Mąż pewnie zadowolony:) Mnie zaczęło zastanawiać to, że czasem mi ten nieumyty garnek w ogóle nie przeszkadza, a czasem denerwuje tak, że urasta do rangi problemu rozwodowego;) I chyba nie chodzi o garnek, a o nagromadzenie okoliczności i tego, czy moje potrzeby są spełnione. Może ten nieumyty garnek kole w oczy, kiedy na innych płaszczyznach też coś szwankuje, np brak zainteresowania ze strony męża, ciężki dzień w pracy itp. Uczę się rozpoznawać swoje emocje i definiować o co mi w tym momencie chodzi. A czasem, tak jak mówisz,sama się biorę za zmywanie;)

          • W sumie po przemyśleniu stwierdzam, że mam podobnie. Czasem ta sama rzecz mi nie przeszkadza, a czasem doprowadza do białej gorączki. Rzeczywiście może to zależeć od okoliczności, nastroju i stopnia zmęczenie w danym momencie. na pewno czepiam się więcej wieczorem po pracy kiedy jestem zmęczona niz rano;).

          • Marzena Kud

            Ja się czepiam więcej, jak nie wezmę magnezu;p

  • W dobry nastrój wprowadza mnie kontakt z naturą, ciekawa wystawa, ulubiona muzyka i właśnie unikanie toksycznych ‚znajomych’ 🙂 Lubię dobrze zjeść, ale to prawda, że i o ducha trzeba dbać tak samo.

    • Marzena Kud

      Myślę, że dobre jedzenie dobrze podane dba i o ducha:) Lubię jeść na ładnych talerzach, lubię jak potrawy są podane w sposób miły dla oka a celebrowanie posiłku nie jest rozpraszane żadną elektroniką. Jeśli można jeść na łonie natury, na tarasie mając przyjemny widok to już w ogóle uczta dla ducha:) Pozdrawiam!