Pokolenie Jarmuż jest hygge

Written by on Grudzień 14, 2016

hygge

Hygge. Nawet jeśli nie wiesz, co to znaczy, z pewnością nie widzisz tego słowa pierwszy raz. Jeśli nie przewinęło Ci się w witrynie księgarni, w jakiejkolwiek gazecie, to pewnie srollując facebooka widziałeś nowy hit, jakim jest duński przepis na szczęście. Jak Ci się nie chce czytać książki albo zaglądać w pierwszy lepszy artykuł, już tłumaczę: przytulność w szerokim rozumieniu tego słowa. Wspólne gotowanie, jedzenie, spędzanie czasu z rodziną, otulanie się kocem, zakładanie grubych skarpet i czytanie książek przy kominku. I jeszcze picie ciepłej, dobrej kawy. To co, jesteś hygge?

Trudno nie być tej zimy, prawda? To powiedz mi jeszcze, czy jesteś z tych, co jedzą jarmuż czy seler naciowy? Nasiona chia czy siemię lniane? Amarantus czy jaglankę? Żurawinę czy jagody goi? Spirulinę czy szpinak? Aloes czy pokrzywę? Orzechy makadamia czy włoskie? Amlę czy aronię?

Żeby była jasność. Jem i jarmuż i seler naciowy i nie mam nic przeciwko jarmużowej modzie. To nawet dobre męskie imię by było. Tylko myślę, czy to nie jest tak, że coś musi powiać zagranicą, żeby nam się spodobało. I nie mam nic przeciwko jarmużowi, bo jeśli taki władny jest, żeby zielenić talerze Polaków, to ja z tej okazji wrzucę dwie garście do koktajlu.  Ale sałatę masłową lubię. I pesto z pietruszki naszej zielonej robię. I siemię lniane do blendera wrzucę. I nawet cebulę jem. Może nawet jestem cebulakiem jarmużowym, nie nadążam za trendami.

Ale Hygge? Toż to polska sielskość! Polska sielanka i idylla. Czy jeśli grzeję się pod kocem, piję domową nalewkę z czarnego bzu na przeziębienie i czytam rosyjskie kryminały to jestem hygge? Jak piję czarną, parzoną kawę i gram z rodziną w planszówki, to jestem już duńska, czy jeszcze moje szczęście jest buraczano – sielskie, takie usiedziane, pachnące czosnkiem, co wisi nad piecem? Śmieję się trochę i piszę z dużą dozą dystansu. Nie wierzę w duński przepis na szczęście. Tak, znam wyniki badań i fakt, że Duńczycy są najszczęśliwszym narodem świata, ale wątpliwe wydaje mi się, że to zasługa skarpet w skandynawskie wzory. Raczej wzorowej opieki medycznej, świadczeń socjalnych i zarobków. Przytulność w urzędach, w pracy i na drodze. Oni przestrzegają przepisów, wiecie? Zatrzymują się przed przejściem da pieszych. Nie spieszą się. Nie muszą, bo nie ucieknie im autobus, nikt nie zajmie 25 miejsca w kolejce do okulisty, a w dyskoncie nie wykupią im ostatniej partii przecenionego kurczaka.

Hygge. Piękna przytulność przykuwająca Duńczyków do stołu na długie godziny celebrowania swojego szczęścia. My też potrafimy celebrować długo…swoje nieszczęścia. Ale w tym wszystkim wciąż walczymy, uśmiechamy się, ucinamy pogawędki z nieznajomym na przystanku. Pogawędki z prawdziwego zdarzenia – a wie Pani, kupiłam sobie kapelusz, bo mąż mi zmarł i ja sobie tak pomyślałam, że nie będę taka goła z tą zapłakaną twarzą chodzić. Gdzie tam small talki – rozmowy prawdziwe, siarczyste, przy kawie z automatu, przed wejściem na komisję w ZUSie.

Rzewność. Tak bym to nazwała. Nasze polskie rozrzewnienie przy rodzinnych imprezach. Nasze spowijanie się kocem po syropie z cebuli. W skarpetach kupionych na Krupówkach. Z kompotem z agrestu przyniesionym z piwnicy. Nie jestem prześmiewcza. To naprawdę jest fajne. Nasze sposoby na zimę. To wspólne rodzinne robienie weków, kiszenie ogórków i kapusty, żeby była na święta. Rozumiem, że tak, jak jarmuż wyparł nasz seler z gracją francuskiego bawidamka, tak grudzień upłynie nam w duńskim przeżywaniu świątecznego szczęścia.  Jeśli moda na hygge spowoduje, że więcej rodzin usiądzie na co dzień przy stole i poda sobie kubek kakao, to jestem za. Zresztą, może ta duńska przytulność jest smaczniejsza od polskiej rzewności. Jarmuż smakuje mi jak siano, ale za to jak ładnie się nazywa. Wygrał tę konkurencję.

Emocje są domeną ludzi biednych – powiedział mój przyjaciel, mieszkający 10 lat w Dani. Ma w sobie spokój duńskiego kierowcy, który nigdy nie przekroczył prędkości. Hygge.


Jeśli spodobał Ci się ten wpis lub czujesz, że komuś może się przydać, będzie mi miło,  jeśli go udostępnisz.

Jeśli chcesz być na bieżąco z wszystkimi artykułami, dołącz do mnie na facebooku.


Tagged as , , , , , ,



  • Każdy jest hygge na swój sposób, w zależności z jakiego kraju pochodzi;). A tak serio, to myślę, że masz rację. Ten spokój, przytulność oraz to jak dużo jej ma się w życiu zależy głównie od tego jakie ma się życie na co dzień. Kiedy jeżdżę po krajach Europy Zachodniej, to widzę, że codzienne życie przeciętnego człowieka jest spokojniejsze i bardziej stabilne niż nasze, także mają więcej czasu, pieniędzy oraz odpowiedniejszy nastrój na to, żeby być Hygge:))).

    • Myślę, że my jesteśmy bardzo hygge w stosunku do różnych okoliczności zewnętrznych;) i tak jesteśmy w stanie zawsze coś wykombinować, żeby było miło. Racją jest, że kiedy nie musimy skupiać się tak bardzo na realizowaniu podstawowych potrzeb życiowych, jesteśmy bardziej nastawieni na celebrowanie chwili.

  • Czytałam na początku i coraz bardziej przekonywałam się, kurcze to ja też jestem hygge 😀 nawet nie miałam o tym pojęcia, bo nie czytałam ani książki ani żadnych artykułów na ten temat więc w temat się nie zagłębiłam. A tu proszę 😉 przytulna jak nic 😉 Ale rzeczywiście każdy ma swoje hygge. Nawet jeśli to życie nie jest aż tak poukładane i wspaniałe jak to w Danii. Swoje hygge jest chyba o wiele lepsze niż to szukane na siłę, bo gdzieś tam jest modne 🙂

    • Milena, ostatnim zdaniem pięknie podsumowałaś moją myśl:) Myślę, że my jesteśmy nawet bardziej hygge, bo potrafimy wykombinować przytulność w każdej sytuacji:)

  • A ja nie jestem chyba na czasie, a może zbyt mało w sieci? Bo nie znałam idei „hygge”. Dla mnie to taka normalność. Te skarpety i czasem chleb pieczony w domu pomimo pośpiechu. Nasze polskie życie jest też piękne i tylko tym sie różnimy, że kiedyś historia jednym pomogła, a innych wrzuciła do komunistycznego piekiełka. I troszkę się z niego dźwigamy. Mamy ogórki kiszone, bigosy na zimę, ziemniaki pieczone w kominku. Piękne życie to nie tylko kraj, ale stan naszych rodzin.
    Marzena, to jeden z najpiękniejszych wpisów jakie czytałam ostatnio. Ja nie spróbowałam jarmużu, choć nowości lubię. Ale jarmuż chyba zbyt modny 😀 Kim więc jestem? Chyba Kapuścianką Dyniową vel Babownia 😀

    • Znów mnie zarumieniłaś:) Przy okazji przypomniałaś o dawno nie robionym kapuśniaku;) Sielskość w Twoim wydaniu musi być bardzo smaczna i przytulna. A jak dom musi pachnieć chlebem! Też mam bigos w spiżarce, taka jestem rozdarta między tym zielonym smoothie a porządną kaczką na obiad. Mówiłam cebulak jarmużowy;)

  • Nie czytałam tej książki, chociaż bardzo mnie ciekawi o co tyle szumu. Ja myślę, że hygge każdy z nas ma w sobie.Dopóki nie zagłębiałam się w tematykę ogólnego szczęścia nie zdawałam sobie sprawy jaką jestem szczęściarą. A takie domowe, przytulne, wspólne czynności są najcenniejsze 🙂

    • To poczucie szczęścia rodzi mi się zawsze, kiedy zaczynam myśleć, za co mogę być wdzięczna. Nagle okazuje się, że całkiem obficie u mnie:)

  • Magdalena Moczulska

    Nie spotkałam się nigdy z tym pojęciem. Ciekawe 🙂 Martwi mnie tylko ostatni akapit, emocje przecież są piękne.

    • Niech Cię nie martwi! Są piękne i to jest nasze bogactwo również kulturowe:) Każdy ma swoje hygge, może dla Duńczyków to jest spokój i ciepły koc, a dla nas ciągła pogoń za lepszym jutrem. Ale jak my to cudownie robimy? Wspieramy się nawet w kolejce u lekarza. Nasze hygge jest cebulowe i wspaniałe:)

  • www.swiattomskiego.blogspot.co

    Hygge ostatnio robi furorę 🙂

  • Cały tekst super, a puenta za 100 punktów! 🙂

  • Mam wrażenie, że to jest po prostu nazywanie na nowo tego co i tak już jest, i było, może tylko tak nie nazwane. Jak sobie myślę o typowej wiejskiej, polskiej zimie, to ona tak wygląda jak hygge. Palenisko, wspólne rozmowy, kiszonki i ciepła herbata. Tak kiedyś bywało, szczególnie, gdy prądu nie było, czyli brak dostępu do elektronicznych rozpraszaczy różnej maści. A teraz też możemy sobie to zafundować, tylko świadomie decydując się na uważność na tę chwilę 🙂

    • Cudownie uzupełniłaś moją myśl – teraz wręcz musimy się starać o tę uważność i chyba po to powstają te trendy, żeby na nowo zareklamować i zrobić atrakcyjną taką zwyczajną, rodzinną bliskość.

  • Ania in progress

    nigdy się nie spotkałam z tym pojęciem, ciekawy artykuł 🙂

    • O, to chyba tylko mnie bombarduje hygge z każdej strony:)

  • Kurczę, wertuję te internety w tę i z powrotem, a jednak pojęcie „hygge”, a raczej jego znaczenie jakoś mnie ominęło. Co do zasady – idea mi się podoba. Ale… dlaczego bez emocji? Muszę być bardzo biedna, bo emocji we mnie aż nadmiar 😉

    • W zakończeniu jest ironia, więc jak najbardziej jestem za emocjami. Ale jakby na to nie spojrzeć – człowiek, który nie musi starać się o zapewnienie sobie podstawowych rzeczy na co dzień, na pewno nie musi się tak emocjonować, jak ten, który każdego dnia walczy z systemem. Jest sporo prawdy w tym stwierdzeniu. Tylko pytanie czy ta nasza polska emocjonalność to nie nasze bogactwo kulturowe?

  • Joanna Surowiec

    A ja kiedyś o tym pojęciu słyszałam w jakiejś audycji w Trójce i wtedy też miałam takie przemyślenia, że i owszem mamy polski wymiar tego hygge, swoje sposoby na przytulne spędzanie zimowych wieczorów, tylko jakoś może nie aż tak wyraziście to celebrujemy. Fajny tekst 🙂

  • Fajny wpis, bardzo na czasie 🙂 ale zabij mnie, a w życiu nie słyszałam tego określenia „hygge” albo jestem cofnięta, albo nie ogarniam świata, ale podoba mi się to nasze polskie zachowanie tradycji i zwyczaje przejmowane z innych krain:) no i przyznaję..lubię siedzieć pod kocem, z ciepłą herbatka, a najlepiej w gronie rodzinnym właśnie 🙂

    • To ciekawe, ja znów mam wrażenie, że hygge jest wszędzie, w każdej gazecie, na każdym blogu, w każdej księgarni. Nawet pod moim kocem;)

  • bardzo celnie, świetnie pokazałaś ten absurd…my Polacy mamy często dziwne kompleksy i wydaje nam się, że jak jest spoza Polski to jest fajniejsze, lubimy tworzyć świetnie brzmiące nazwy, które mają dotyczyć rzeczy, czynności, które znamy…też trochę nam się to narzuca, żeby pospolitym tematom nadać lepszego brzmienia…a pojęcia „hyggie” nie znam, no niestety…

    • Albo stety:) Masz rację z tym nadawaniem obcobrzmiących nazw, żeby coś wylansować. Myślę, że podobnie jest ze slow life – przecież to po prostu sielskie życie:)

  • Ajjj, jak Ty cudnie piszesz! Uwielbiam ten tekst!
    Jestem wielką domatorką, dlatego wieczory z książką i kubkiem kakao daja mi szczęście ogromne i poczucie spełnienia. Odpoczywam w ten sposób.
    Jem to, co lubię, a nie to, co jest modne. Kocham biały, swojski ser ze śmietaną, szczypiorkiem i szczyptą soli. Jem jajka na miękko i piętrowe kanapki na kolację. Ale chcę smakować nowych rzeczy i odkrywać ciekwe smaki – dlatego chia, jarmuż czy bataty nie są mi obce.
    To prawda, mamy nagonkę na hygge – wszędzie go pełno, a w księgarniach pięknie skrząca się Hygge plasuje się na najlepszych półkach, Nie zapominajmy jednak, że hygge to po prostu sposób na życie w zgodzie ze sobą – z dala od zagranicznych trendów i wpływów.
    Bądźmy sobą! Bądźmy szczęsliwi 🙂

    Gratuluję tekstu! I pozdrawiam serdecznie!

    • Dziękuję! „Nie zapominajmy jednak, że hygge to po prostu sposób na życie w zgodzie ze sobą – z dala od zagranicznych trendów i wpływów.” – pięknie podsumowałaś ten wpis. A wiesz, że ja też uwielbiam swojski biały ser?;)

  • Rzuciłam wzrokiem na nagłówek artykułu i myślę sobie…o nie qurwa, kolejny artykuł o hygge! Brakuje tylko slow life i zostań weganem! Już miałam puścić pawia na bloga i walnąć komentarz, ale czytam do końca i własnym oczom nie wierzę!!! Ktoś myśli tak samo jak ja! Do tego ujełaś to tak pięknie! Ba! Przepieknie!

    Ps. No i chciałam jeszcze powiedzieć, że mam w dupie jarmuż, nasiona czia i takie tam, choć przyznam, że w kosmetyce naturalnej używam aloesa 😉

    • Cieszę się, że jednak przeczytałaś i obyło się bez wymiocin;) Świetny Twój komentarz:)

  • Nasze polskie społeczeństwo musi
    mieć wszystko idealnie od razu.
    jak nie jesteś piekny/a, mądry/a, bogaty/a
    to jesteś popsuty/a.

    Jak wejdziesz na fejsa, to wszyscy płaczą i pokazują
    co im się nie udało? co spartczyli?

    świetny artykuł, bravo !!!

  • Masz rację, że za bardzo się rozglądamy dookoła, a my swoje własne sposoby na szczęście (i zdrowe jedzenie) też mamy. Pesto jem z liści rzodkiewki, ale jarmuż też lubię. A obok niego ogórki kiszone. 🙂 Pozdrawiam!

  • Wychodzę z założenia, że nie można dać się zwariować. Uwielbiam niektóre tradycyjne smaki, zwykłe popołudnia z książką w dłoni albo nad planszówką ze znajomymi, ale jednocześnie nie mam też nic przeciwko powiewom nowości od czasu do czasu. Zarówno kulinarnym jak i na innych płaszczyznach. Wiele książek wraca „do korzeni” i promuje styl życia, który był czymś oczywistym x lat wcześniej. Tak ma się sprawa z Hygge, czy chociażby z całą ideą Mindful eating. Nie mam nic przeciwko nagłaśnianiu takich rzeczy, gdy poprawi lub wzbogaci to czyjeś życie.

    • To myślimy podobnie:) Mam wrażenie, że teraz w każdej sferze coś odświeżamy i nadajemy lotną nazwę. Rodzicielstwo bliskości też jest powrotem do korzeni. Uważność na pewno towarzyszyła ludziom wychowanym bez elektronicznych zabawek itp. Nie mam nic do jarmużu ani hygge, ja chyba tylko najpierw szukam w tych korzeniach;)