Tak bardzo się starałem – małżeńska gra na poczuciu winy

Written by on Lipiec 13, 2017

Iwona trzasnęła drzwiami. Miała dość ciągłych awantur o to, że jej praca pochłania ją wieczorami. Dobrze zarabiała i oboje z mężem wspólnie zgodzili się kiedyś, że musi tę pracę utrzymać. Wzięli kredyt na apartament i myśleli, że po przeprowadzce z ciasnej kawalerki do przestronnego mieszkania ich miłość będzie kwitła.Stało się inaczej. Kłótnie, wzajemne pretensje i oskarżenia nie dawały im żyć. Pół roku po przeprowadzce Iwona odkryła, że mąż namiętnie pisze do koleżanki z pracy. Jej wszelkie próby wyjaśnienia sytuacji kończyły się awanturą i zażaleniami męża, że on się tak stara, robi zakupy, czeka na nią z obiadem, a ona nie potrafi tego docenić. Iwona starała się wynagradzać mężowi samotne godziny weekendowymi wyjazdami do luksusowych ośrodków spa, ale tam też się kłócili. Mąż prowokował kłótnie i zazwyczaj wychodził na spacer. Ciągle słyszała, że to jej wina i choć nie bardzo wiedziała, w czym tak bardzo zawiniła, czuła się podle. Faktycznie wracała dwie godziny później od niego, ale nie obarczała go żadnymi obowiązkami, a dzięki jej pracy mogli mieszkać na ekskluzywnym osiedlu w przestronnym mieszkaniu z tarasem. Mogli wyjeżdżać co weekend i cieszyć się swoją obecnością. Dzisiaj Iwona usłyszała, że na pewno kogoś ma i dlatego tyle pracuje. I że pięknie się odwdzięcza. Nie mogła tego dłużej słuchać i wyszła z domu.

Milena

Znowu nie jesz obiadu? Milena spojrzała karcącym spojrzeniem na męża, który właśnie wrócił z pracy. Faktycznie, nie był głodny, bo posiedzenie zarządu się przedłużyło i kupił sobie kanapkę w pracy. Cały dzień stoję przy garach, wymyślam wykwintne dania, sama nie jem, czekam na Ciebie, żebyśmy razem zjedli, a Ty znów wymyślasz! Gdzie Ty jadasz, kto Ci gotuje?!

Karol

Niczego nie doceniasz. Masz wszystko czego chcesz, najlepsze sukienki, piękną biżuterię, zagraniczne wakacje. To dla Ciebie się staram, niejedna by chciała być na Twoim miejscu, a Ty chodzisz wciąż niezadowolona! To przez Ciebie taki się stałem, Ty mnie doprowadziłaś do tego! Zobacz, co zrobiłem, to wszystko dlatego, że Cię tak bardzo kocham i boję się, że Cię stracę! Karol stał nad żoną, która zakrywała opuchniętą twarz. Dzisiaj poniosło go bardziej niż zwykle. Urwał się szybciej od Emilki, żeby załagodzić sytuację, a ona do niego na sucho z terapią. Za te wszystkie wyjazdy na terapię go posyłać? Taka Emilka siedziałaby cicho, nawet by nie jęknęła, a tej się zachciało budowania partnerstwa. Jakie partnerstwo? Najpierw niech zarabia tyle, co on.

Irek

Nie wiedział już, co robi źle. Ciągle żył w poczuciu winy. Irek wiedział, że w domu robi więcej niż inni mężowie, a jednak nie potrafił zadowolić swojej żony. Każdego dnia słyszał, jak bardzo ona się stara, by byli normalną rodziną i że jest zmęczona, a on nie potrafi tego docenić. Kompletnie nie wiedział, o czym mówi. Nie rozumiał. Wszystko w ich rodzinie było w porządku. Kiedy Marysia była w pracy, bawił się z córkami, śmiali się, gotowali i czekali na nią. Każdy z nich czuł presję zbliżającej się godziny powrotu Marii. Zastanawiali się, co tym razem jej się nie spodoba. Kiedy miała dobry humor, było świetnie. Jak dawniej. Od kiedy zaczął pracować w domu, wszystko się zmieniło. Maria nie radziła sobie z własnym chodzeniem do pracy. Miała pretensje do całego świata i wciąż powtarzała, że nikt nie docenia jej starań. Zatruwała rodzinę.

Tak bardzo się starałem

Tak bardzo się starałem – tymi słowami zaczyna się popularna piosenka. Tymi słowami zaczyna się też popularna gra małżeńska, w której jeden z partnerów chce zataić przekroczenie granic, frustrację, niezadowolenie, nieporadność, porażkę i przerzuca winę na drugą osobę. Gra toczy się w różnych sytuacjach. Kiedy mąż bije żonę lub używa wobec niej innej przemocy, będzie wymyślał powody, dla których to zrobił. Będzie dążył do tego, by ofiara czuła, że na to zasłużyła i że powinna być zadowolona, że oprawca nie potraktował jej gorzej. Kiedy ktoś dopuszcza się zdrady i próbuję ją ukryć, atakuje partnera i wypomina mu brak czasu, doprowadzając go do poczucia winy. Kiedy ktoś czuje się zagrożony rozwojem partnera, ma niskie poczucie własnej wartości, chce przykuć do siebie uwagę ciągłym wypominaniem swoich zasług. Kiedy ktoś nie radzi sobie z konsekwencjami swoich kiepskich wyborów i frustrację chce ulokować w innych członkach rodziny.

Po co?

Cel jest jeden – zdjąć z siebie odpowiedzialność za kiepski stan rzeczy.

Zdeponować poczucie winy w drugim człowieku, by zatuszować swoje postępowanie albo nie przyjąć do wiadomości własnej postawy.

Ktoś, kto całe życie był wpędzany w poczucie winy, będzie w przyszłości wpędzał w nie innych albo da się zamknąć w ciemnej piwnicy TO TWOJA WINA, ZROBIŁEŚ COŚ ŹLE, BYŁEŚ NIEWYSTARCZAJĄCO DOBRY.

Zaproszenia do gry będą czyhały na taką osobę wszędzie: w domu i w pracy. A ona sama będzie zastanawiała się: czemu zawsze trafiam na takich ludzi? Czemu zawsze trafiam na złych facetów? Czemu zawsze trafiam na takie kobiety?

W co grają ludzie?

Eric Berne, znany amerykański psychiatra, autor książki, W co grają ludzie, opisującej zagadnienie stosunków międzyludzkich w kategoriach analizy transakcyjnej, tak przedstawia naszą grę:

„W swej zwykłej klinicznej formie jest to trójstronna gra pary małżeńskiej z psychiatrą. Mąż (zazwyczaj) robi wszystko, aby doprowadzić do rozwodu, mimo głośnych i uroczystych zapewnień, że jest wręcz przeciwnie, podczas gdy druga połowa jest bardziej szczera w chęci kontynuowania małżeństwa. Mąż zgłasza się do terapeuty pod przymusem i mówi tylko tyle, by dowieść żonie, że współpracuje; […] W miarę upływu czasu coraz wyraźniej demonstruje wrogą pseudouległość, bądź wdaje się w zaciekłe spory z terapeutą. W domu jest początkowo bardziej rozumiejący i opanowany, ale w końcu zachowuje się gorzej niż kiedykolwiek. Po którejś z kolei wizycie, zależnie od umiejętności terapeuty, odmawia dalszego przychodzenia i idzie na ryby albo polowanie. Żonie nie pozostaje nic innego, jak wystąpić o rozwód. Mąż jest teraz bez winy, ponieważ to żona przejęła inicjatywę, a on okazał swoją dobrą wolę chodząc do lekarza. Ma teraz pełne prawo powiedzieć każdemu adwokatowi, sędziemu, przyjacielowi czy krewnemu – patrz jak bardzo się starałem”. [Eric Berne, W co grają ludzie, PWN, Warszawa 2010, s. 84]

Patrz jak bardzo się starałem ,a Ty teraz nie chcesz mnie. Ile osób słucha tej melodii w swoich domach? Przyjmuje na swoje konto emocjonalne poczucie winy i nie może wyjść z kręgu ofiary. Uświadomienie sobie tej zależności jest pierwszym krokiem do spojrzenia na swoją sytuację innymi oczami.

To nie Twoja wina – tymi słowami można przytulić wielu ludzi.

 


 

Ten wpis jest dla mnie bardzo ważny. Jeśli uważasz, że może komuś pomóc, udostępnij proszę. Marzena


Tagged as , , , , , , ,



  • To prawda, że ludzie niedowartościowani przerzucają odpowiedzialność za swoje wszelkie niepowodzenia na drugą stronę. Tyle że często ten drugi ma podobne problemy ze sobą i wtedy naprawdę trudno o porozumienie – dwójka zakompleksionych ludzi nie utworzy dobrego związku. Któreś z nich musi być silniejsze przynajmniej na tyle, by zwrócić się o pomoc. Twój tekst pokazuje różne sytuacje – być może pomoże on spojrzeć na siebie inaczej osobom, które znajdą w nim siebie.

    • Iwona, dziękuję za komentarz:) myślę, że dotknęłaś ważnego problemu – osobom z poczuciem własnej wartości łatwiej znaleźć rozwiązanie problemu bo się koncentrują na możliwościach zażegnania go zamiast na szukaniu winnego.

  • Rzadko winna jest jedna strona. A „patrz jak bardzo się starałem” to słowa nieraz tak fałszywe… I prędzej czy później wychodzi na jaw, jak bardzo.

  • Helena Wołowicz

    Bardzo ciekawy wpis. Często właśnie tak jest, że Ci, co oskarżają i próbują wpędzić drugą osobę w poczucie winy, nie radzą sobie z czymś, albo mają coś na sumieniu, sami niszczą relacje, nie dając nic od siebie, by zmienić sytuację.

  • Mirka

    Najlepsze wyjście to mieć kochającą osobę i sytuację, kiedy to oboje ludzi bardzo się stara 😊

  • Wydaje mi się, że takie zrzucanie winy na partnera to też w pewnym sensie wołanie o pomoc – próba zwrócenia jego uwagi. Niestety bardzo nieskuteczna, bo zazwyczaj jeszcze pogarsza całą sytuację.

    • Monika, pewnie tak, ja się zawsze zastanawiam nad tą potrzebą znalezienie winnego, osadzenia w kimś źródła problemu, a przecież gdyby to wszystko było takie proste;)

  • nie wiem dlaczego, ale jestem zdania, że „każdy kij ma dwa końce”. Nie zawsze winna jest tylko jedna osoba i chyba nawet o udowodnienie winy komukolwiek chodzić nie powinno. Przede wszystkim należy zdać sobie sprawę kiedy powiedzieć dość i z szacunkiem odejść. Niestety, jest to często bardzo trudne, bo jak mawiają, od miłości do nienawiści to tylko jeden krok nas dzieli;

    • Sylwia, podzielam Twoje zdanie – nie o udowodnienie winy chodzić powinno. Chyba czasem się tak na tym skupiamy, że po drodze znika nam sedno problemu i szukanie rozwiązania.

  • Najłatwiej jest zrzucić winę na druga osobę ale Prawd a jest taka że zwykle wina leży po obu stronach i każdy ma swoje za uszami. Nikt nie jest doskonały. Ważne żeby rozmawiać szczerze zamiast przerzucać się wina

  • Znam dobrze analizę transakcyjną. To dzięki niej poodkrywałam swoje zakamarki i zaczęłam pracować nad sobą.

    Książka Berne’a jest świetna, otwiera oczy na role, które w życiu odgrywamy.

    Świetny tekst:) potrzebny. Ściskam:*

    • OO, a możesz polecić jakieś inne książki? Temat mnie dość wciągnął. Berne’a przeczytałam kilka lat temu, ale wtedy chyba go nie udźwignęłam. Wróciłam do niego i przepadłam. Myślałam nawet o studiach z zakresu AT.

      • Berne jest trudny do czytania. Dużo lepsze, moim zdaniem, są opracowania jego uczniów. Z wydanych po polsku mogę Ci polecić Analiza transakcyjna dzisiaj Vanna Joinesa i Iana Stewarta. I właśnie odkryty blog o AT redecyzja.wordpress.com
        Studia z AT? Genialne! Świetny pomysł:-))
        Ściskam

        • Może dlatego pięć razy go męczyłam;) Dzięki za polecenie, nie znałam tych pozycji! A na bloga też jakiś czas temu trafiłam, naprawdę solidny:) buziaki

  • Świetny tekst, choć ciężki do uniesienia. Granica jest bardzo cienka. Chyba w każdym z nas po trosze tkwi taka tendencja, aby oczyścić się z poczucia winy. Oby tylko światło alarmowe nie włączało się zbyt późno. Cytat ge-nial-ny! Bliska mi osobo przechodzi teraz właśnie taką sytuację. Chociaż stoję z boku (bo to nawet nie daleka rodzina) mnie nawet to boli, a co dopiero kogoś, kto jest w środku…. Bardzo potrzebny wpis❤

    • Dziękuję Kasiu:) ja czasem myślę, o ile łatwiej by było, gdybyśmy po prostu nie szukali winnego, a skupili się na problemie:)

  • Niestety bardzo wiele osób jest w większym lub mniejszym stopniu zagmatwanym w takie rozgrywki między sobą. To jest przykre, że partnerzy swoje obawy, frustracje i słabości zamiatają pod przysłowiowy dywanik i próbują obrócić kota ogonem próbując udowodnić, że to z partnerem jest coś nie tak. O ile łatwiej byłoby w życiu, gdyby ludzie potrafili zmierzyć się ze swoimi słabościami, niskim poczuciem wartości.