W głębi kontinuum – książka przez którą płakałam

Written by on Wrzesień 26, 2016

łapacz snów

Nie mogę powiedzieć, że W głębi kontinnum Jean Liedloff przeczytałam jednym tchem. Zatrzymywałam się co chwila, czasem na parę dni. Czytanie tej książki mogę porównać do wstrząsającej terapii, na którą wysłał mnie ktoś bez uprzedzenia.  Wczoraj odłożyłam ją na półkę i czuję się jak po zażyciu ayahuaski. Czuję się duchowo oczyszczona i patrzę na swoje życie w nowym świetle.

Mam w sobie spokój, którego nie czułam odkąd racjonalne myślenie wyparło intuicję przedszkolaka i ulgę, że już wiem.

Wiem, o co mi chodzi, za czym biegnę, czego pragnę i dlaczego to było nieosiągalne. Po przeczytaniu książki puzzle wskoczyły na swoje miejsce i patrzę na obraz samej siebie. Wiecie, jakie to uczucie naprawdę się znać i rozumieć?

W Głębi kontinnum jest namiętnie czytane przez matki i ojców świadomych swego rodzicielstwa, przez tych, którzy chcą pogłębić swoją wiedzę o rozwoju człowieka. Ja twierdzę, że to lektura dla każdego, bo przynosi nam prawdę o sobie samym. Każdy wyniesie z niej coś innego, bo każdy ma inną historię i niespełnione pragnienia.  Książka wymaga pracy nad sobą. Refleksji, umiejętności spojrzenia na swoje zachowania  krytycznym okiem. Odwagi do zmierzenia się z przeszłością, z bólem, z tym, co nas gnębi i przed czym uciekamy. Plastyczne opisy tego, co być może przeżyliśmy wstrząsają i każą zapłakać.

Płakałam. Nad sobą. Nad błędami, które popełniłam a których od dawna nie robię, bo chyba uratowała mnie intuicja na przekór „dobrym” radom.

Jak się czuję po przeczytaniu książki? Jak sierota, która po kilkunastu latach poszukiwań przytuliła się do bliskiej osoby.

Tyle, że tą osobą jestem ja.

I taka przytulona przez siebie  mogę dziś być lepszym człowiekiem, lepszą żoną, matką, przyjaciółką.

Nie każdy się odważy. Nie każdy czuje, że musi. Jednak polecam zarezerwować parę wieczorów i zajrzeć, bo możecie dokonać niesamowitych odkryć i żadna wyprawa do Azji nie będzie bogatsza w doświadczenia niż ta wgłąb siebie.

Autorka książki spędziła wiele miesięcy wśród Indian z plemienia Yeguana i obserwując ich stan ducha, podejście do codzienności odkryła, że niewymuszona radość ma swoją genezę w sposobie wychowywania dzieci.

Odkryła różnicę w zachowaniu niemowląt z cywilizowanego zachodu a maleńkimi Yeguańczykami. Nasze dzieci są niespokojne, płaczą, prężą się a my wymyślamy coraz to nowe wynalazki na ich wyciszenie – bujaczki, wózki, huśtawki, kołyski, łóżeczka itp. pozbawiając ich tego, czego najbardziej potrzebują – bliskości. Skupiamy się na treningu samodzielnego zasypiania pocąc się godzinami nad łóżeczkiem i zastanawiając się czemu ono nie śpi? Żaden ssak poza człowiekiem nie odnosi maleństwa do swojego posłania. Maluch śpi z rodzicami, jest przez nich noszony i nie ma potrzeby wpadania w deprywację wskutek oddzielenia od matki.

Sami jesteśmy wychowani inaczej. I to właśnie ta niemowlęca tęsknota za objęciami matki predestynuje nasze późniejsze zachowania. Naszą ciągłą pogoń za nie wiadomo czym i ciągłe odkrywanie, że to znów nie było to bo poczucie niezadowolenia i braku szczęścia oznajmia nam, że się pomyliliśmy. Tkwimy duchowo w niemowlęctwie, nosimy w sobie to nieutulone dziecko i forsujemy się z życiem w pozornej dorosłości. Uprawiasz seks z przypadkowymi mężczyznami, jesteś gorącą kochanką, ale tak naprawdę czekasz na ten moment wyciszenia po miłosnym upojeniu i Twoja głowa aż drży z tęsknoty za pogłaskaniem? Kolekcjonujesz kobiety jak trofea by w głębi serca czuć, że zasługujesz na miłość? Jeździsz po świecie i wciąż chcesz być tam gdzie Cię nie ma, bo może w nowym miejscu znajdziesz utracone szczęście?

Idea kontinuum zakłada, że postępując zgodnie z naturą i instynktem, obdarzymy siebie poczuciem wartości, jakie rodzi się w objęciami matki, instynktem samozachowawczym nieskalanym kojcami, chodzikami, akceptacją siebie wskutek ciągłej dostępności matki, noszącej nas przez pierwsze pół roku życia. Cywilizacja odarła nas z tych dobrodziejstw i w niczym nie przypominamy spokojnych, wyważonych Indian. Jak pisze Liedloff „takim człowiekiem wciąż mogliśmy być, gdyby nasze poczucie kontinnum trwało w nas niezakłócone, niezdradzone przez coś, co stało się powodem odstępstwa i oddało nas w niebezpieczne i pełne ignorancji władanie rozumu”[i]

Wiedzieliście, że „ludzie, którym nie pozwolono w odpowiednim czasie chodzić na czworakach i którym w zaspokojeniu potrzeby pełzania i raczkowania przeszkadzały kojce i inne czynniki, nie zdołali w pełni rozwinąć zdolności wysławiania się” ?[ii]

Jest jednak dla nas nadzieja. Autorka dowodzi, że role które przyjmujemy w życiu wskutek deprywacji niemowlęcej możemy odrzucić zgłębiając swoje potrzeby i przechodząc przez ten okres dojrzewania, który utraciliśmy. I tak wiecznie młodzi chłopcy, szukający w partnerce matki, nie żony – konfrontując się z brakiem objęć matki w przeszłości lub jej nadmierną opiekuńczością – mogą dojrzeć do bycia mężem i dorosłym ojcem. Uświadomienie sobie punktu w jakim się znajdujemy jest początkiem tej drogi. A jak przekonuje Liedloff przeżycie każdego etapu naszego człowieczeństwa i rozwoju pozwala cieszyć się nim bez zbędnej tęsknoty za poprzednim, nawet jeśli przed nami już tylko starość i odpoczynek.

Jak to zrobić? Zachęcam do lektury. Nie tylko rodziców, również tych co nie mają i nie chcą mieć dzieci. Bo tą książką można naprawdę się sobą zaopiekować.

„Gdy w pełni rozpoznamy konsekwencje tego, jak traktujemy niemowlęta, dzieci, samych siebie i innych, gdy nauczymy się szanować prawdziwą naturę naszego gatunku, z pewnością odkryjemy, że mamy w sobie niesłychany potencjał radości”.[iii]

 

 

[i] Liedloff J.: W głębi kontinnum. Warszawa 2010, s. 97

[ii] Tamże, s. 178

[iii] Tamże, s. 186


Tagged as , , , , ,



  • Bardzo mnie zainteresowała Twoja recenzja i chyba zdecyduję się na kupno tej książki. 🙂 Dziękuję!

    • Marzena Kud

      Ostrzegam, że ciężko się ją czyta i styl autorki pozostawia wiele do życzenia, ale sama treść i to co się z niej wynosi jest warte trudu. Pozdrawiam!

  • Oooo… Następne „must to read”. Ta lista strasznie szybko rośnie ;p

    • Rowińską czytałaś?:)

      • Dawkuję ją sobie, aby jak najwięcej wcielić w życie. Jak przeczytam na raz to połowę rzeczy pominę ;p

  • Bardzo, bardzo chcę teraz przeczytać tę książkę!

    P.S. Twój blog to dla mnie garść inspiracji!

  • Sięgnę po nią. Rzadko czytam i z reguły właśnie w ten sposób, że po kilku stronach mam głowę pełną przemyśleń. Może dlatego, że wybieram właśnie takie książki. Dzięki za recenzję. To na prawdę niezły fart, że tu trafiłam dzisiaj.

    • Cieszę się! Miłego czytania:) Daj znać, jak wrażenia:)