Z czego musiałam zrezygnować, żeby napisać książkę

Written by on Lipiec 16, 2017

Minęły dwa tygodnie od momentu, kiedy postawiłam ostatnią kropkę w naszej książce, będącej zwieńczeniem projektu Wychowanie do Osobistego Rozwoju (współautorka Katarzyna Skolimowska). Nie, żeby to był koniec, bo samo złożenie książki i wysłanie jej do wydawnictwa jest nie lada wyzwaniem, ale o tym wie chyba najwięcej mąż Kasi, który nam dzielnie pomagał🙂 I to też nie koniec, tylko cisza przed burzą. Czekamy na recenzję, a później korektę i wyjdzie szydło z worka, czy po pięcioletnich studiach polonistycznych człowiek wie jak składać zdania, czy jednak nie🙂

Ale dzisiaj po dwóch tygodniach spania min po 6 godzin, czytaniu książek, które niekoniecznie są potrzebne, obejrzeniu dwóch filmów, paru spotkaniach towarzyskich, jestem wypoczęta i szczęśliwa.

Bo oto uświadomiłam sobie, że na czas pisania książki musiałam z wszystkich tych dobrodziejstw zrezygnować. Wiecie jak to jest, dobrą kondycję fizyczną doceniasz dopiero, jak zaczyna Cię boleć ząb albo gardło. Wszystko, co możesz zrobić obiema nogami przewija Ci się jak najlepszy film, kiedy jedna ląduje w gipsie. Tak i ja cieszę się z tych drobnych, ważnych rzeczy, o których musiałam zapomnieć, kiedy moje myśli potykały się o świecący neon rodem z Las Vegas z napisem DEADLINE.

Deadline

Wspominałam Wam już na moim fanpage’u, że pisanie książki nie jest romantyczne. Przynajmniej to nie było. Myślę, że gdybym mogła ją pisać w spokoju na tarasie nad jakąś malowniczą chorwacką zatoczką – mogłoby być🙂 Ale na czas pisania mojej książki złożyły się ciężkie okoliczności zewnętrzne, które wyjęły mnie z życia na okres dwóch tygodni. Kiedy prawie zmusiłam się do randki z laptopem, mojej córeczce zaczęły wychodzić zęby, jedne po drugim. A to oznaczało, że dnie i noce były naznaczone chustą, nosidłem, lulaniem, ciągłym karmieniem i próbą wklejania niewidocznym zapałek pod powieki, kiedy ledwo słyszalnym głosem, mówiłam do siebie: nie zasypiaj z nią, tylko nie zaśnij!

Pisałam w kwadransach w dzień i w nocy, choć częściej w nocy. Zaczynałam zdanie i jak już już łapałam myśl, już czekała na mnie wena po drugiej stronie kropki, budził mnie płacz.

Jak się domyślacie jedną z rzeczy, z których musiałam zrezygnować był:

SEN

Nie jest to coś, czym należy się chwalić. Dobry sen jest najważniejszą częścią dnia, a najbardziej odżywczy i kaloryczny jest ten między 22 a 1 w nocy. Lubię położyć się przed 23 i wstać o 4 rano. Wtedy pisze mi się wyśmienicie, umysł mam jasny, wypoczęty i pełen pomysłów. Niestety ostatnie kilka tygodni nie rozpieszczało mnie w takie możliwości. Moja córeczka budziła się co 20 minut, a ja pisałam dosłownie w kwadransach. Nie kładłam się spać, póki nie napisałam tyle, ile sobie założyłam. Czasem spałam po 2 godziny. Na raty🙂

PORZĄDEK

To była dla mnie ciężka próba. Umówmy się – przy dwójce maluchów nasz dom nigdy nie wygląda perfekcyjnie. Minutę po tym, jak skończę sprzątać, słyszę wysypującą się kawalkadę zabawek. W najlepszym wypadku, bo ostatnimi czasy są to wszelkiej maści kasze i makarony, które namiętnie eksploruje moja córeczka. Nie jestem pedantką, ale lubię uporządkowaną przestrzeń. Lepiej mi się pracuje, funkcjonuje i myśli. Na czas pisania książki musiałam porzucić wizję lśniącego domu. Ogarniałam najważniejsze sprawy i udawałam, że nie widzę brudnych okien i stosu koszulek do prasowania. Naprawdę było to dla mnie próbą charakteru i koncentracji i z nieukrywaną rozkoszą wzięłam się za sprzątanie, kiedy tylko wysłałyśmy książkę do wydawnictwa.

INNE KSIĄŻKI

W ciągu dwóch miesięcy pisania naszej książki odłożyłam na bok wszystkie kryminały, czasopisma i powieści. Wiedziałam, że mam tak mało czasu, że muszę być całkowicie skoncentrowana na swoim temacie. Czytałam tylko to, co było mi potrzebne. Było to momentami frustrujące i aż kusiło mnie, by dla relaksu sięgnąć po lekką powieść. Czułam jednak, że muszę każde 10 minut wykorzystać i nie wychodzić z tematu.

BLOG

W czerwcu na moim blogu pojawił się jeden wpis. Multitasking uprawiam tylko wtedy, kiedy jednocześnie prasuję i słucham webinaru albo jadę samochodem i słucham audiobooka. W pozostałych przypadkach skupiam się na zadaniu do wykonania i nie rozpraszam swojej uwagi na pomniejsze rzeczy. Bolało mnie od nadmiaru liter i tematów, jakie pchały się do mojej głowy. Chciałam napisać o czymś innym, myślałam o blogu, ale wiedziałam, że każdy wpis więcej to jeden rozdział mniej.

FILMY

Żadnych filmów przez dwa miesiące! Czujecie? Każdy wieczór upływał mi na tworzeniu scenariuszy do książki. To naprawdę bardzo krzepiąca myśl, że można z czystym sumieniem obejrzeć wieczorem film, właśnie nadrabiam🙂

TOWARZYSTWO

Żadnych spotkań towarzyskich i wyjść. Istna pieczara twórcza. I to nie dlatego, że takie wyjście mogłoby zakłócić moją wenę. Bynajmniej! Myślę, że świetnie by mi to zrobiło. Dlatego, że miałam odliczone każde pół godziny. I faktycznie oddałyśmy książkę na minutę przed dzwonkiem.

WYMÓWKI

Musiałam zrezygnować z wszystkich wymówek. Każda szła w ogień. Po prostu każda:

  • Muszę się położyć spać, bo jutro nie dam rady
  • Muszę coś innego przeczytać, bo mi się mózg zlasuje
  • Pewnie wszyscy autorzy spóźniają się z oddaniem książki
  • Jeszcze 5 minut pośpię, 5 minut różnicy nie zrobi

Tak, pracowałam trochę jak robot. Maksymalnie koncentrowałam się na książce, fruwała w mojej głowie cały czas. Ciągle tworzyłam scenariusze i zapisywałam je co rusz na karteczce, żeby mi nie uciekły. I mimo ogromu pracy i pojawiającego się zmęczenia, przyznaję, że czerpałam z tego radość. Radość z tworzenia czegoś z pasją i chęcią zmiany. Mam nadzieję, że pasja będzie widoczna w literach naszej książki, a uczniowie którzy będą mogli skorzystać z proponowanych przez nas zajęć, wyjdą z lekcji z poczuciem, że są krok naprzód.

Książka w kwadrans?

Na pewno samo pisanie było dla mnie sprawdzianem kompetencji, o których mówimy w książce. Myślę, że udowodniłyśmy sobie, że niemożliwe nie istnieje. I że da się napisać książkę w kwadransach codzienności. A jakie przyjemne jest teraz zanurzanie się w gazetach, filmach, wyjściach z przyjaciółmi🙂 I spanie, choć przyznam, że po takim treningu z automatu budzę się o 5 i myślę: co tak późno!:) Przy okazji dorobiłam się przydatnych nawyków;)

Marzy mi się, by kolejna książka powstawała na łące z widokiem na góry albo tarasie przy akompaniamencie śpiewu ptaków i muskającej nozdrza aromatycznej kawie. I myślę, że kawę da się załatwić;)

A jak Wy wyobrażacie sobie pisanie książki?

 


Podobało się? Podziel się! Dziękuję, Marzena.


Tagged as , , ,



  • Boziu, moja powstaje w potach i meczarniach. Mam konspekt. Kwa.

    • OOO świetnie! że powstaje, nie że w potach i męczarniach;) Twoja książka to będzie coś! już zamawiam:)

  • Fajnie, że o tym napisałaś 🙂 Po mojej głowie chodził podobny wpis, ale go porzuciłam, bo stwierdziłam, że nie pasuje do konwencji mojego bloga 😉 Ale może go wykorzystam nieco inaczej. To było dla nas ciężkie i ważne doświadczenie, prawda? Wiele wniosków, wiele nowych myśli. Mnie najbardziej bolał brak snu (miałam taki tydzień, że dwugodzinny sen to było marzenie!) i konieczność zrezygnowania z treningów biegowych, bo tych porannych całkiem nie odpuściłam 😉 Teraz, gdy znowu mogę w środku dnia biegać z wózkiem po lotnisku, czuję, że żyję! Przede mną pisanie drugiej książki😍Co mnie cieszy przeogromnie!!!!!!!!!!, ale tym razem czuję zdecydowanie większą pokorę niż przed pierwszą książką. Wiem, co mnie czeka 😉
    Tak czy siak, czuję się o wiele bogatsza. Mogłam bardziej poznać samą siebie i swoich bliskich❤
    I podczas pisania poznałam tyle ciekawych książek, tyle ciekawych ludzi, tyle koncepcji pedagogicznych, że moje nauczanie już nigdy nie będzie takie samo 🙂 I to mnie cieszy najbardziej!
    No i oczywiście fakt, że ziści się moje marzenie, realnie wpłyniemy na jakość polskiej szkoły. A wierzę, że to dopiero początek💎

  • Kochana należy się szacunek za takie poświęcenie, jak to mówią efekty zawsze są wprost proporcjonalne do włożonego wysiłku, więc dobra robota, coś kosztem czegoś, ale za to jak można się cieszyć po ukończeniu, wtedy efekt końcowy cieszy chyba 100 razy bardziej niż gdyby został osiągnięty tak O bez niczego 🙂 Moje gratulacje i życzę dalszych sukcesów 🙂

  • Danuta Brzezińska

    Napisałam dwie i wymagały czasu, jednak z niczego nie rezygnowałam, no może z grania on-line. Prawdą jest, że nie prowadziłam bloga. Pisaniem zastąpiłam inna pracę, mniej miałam klientów i szkoleń.

    • Gratuluję! Myślę, że pisanie drugiej nie będzie już takim hardcorem, tutaj była kwestia szybkiego terminu i tego, co się w moim życiu podziało. Pozdrawiam!

  • Po takiej pracy zdecydowanie należy się bestseller. 🙂

  • Ewelina

    Podziwiam, ja właśnie przymierzam się do rozpoczęcia pisania mojej książki. Mam trójkę dzieci więc łatwo nie będzie 😀

    • Nie będzie, ale jak masz trójkę dzieci to jesteś pewnie Mistrzynią planowania i organizowania, więc dasz radę! Ja mam tylko dwójkę, a nieźle musiałam kombinować;p

  • Przyznam, że brzmi trudno i ciężko 😀 ale z drugiej strony myślę, że to może być uzależniające, tak jak blogowanie. Bo jednak coś się rodzi po drugiej stronie i to coś jest bardzo materialne, w przeciwieństwie do pisania w sieci. Moim zdaniem pisanie w dyscyplinie może być BARDZO trudne. Bo kiedy piszemy dla przyjemności, to FUN dodaje nam siły 🙂 kiedy piszemy dla deadlinu, to jest już prawdziwe wyzwanie 🙂

    • Masz rację, choć tutaj też był fun, ale…trochę przycięty goniącym czasem:) Myślę, że to jednak była wyjątkowa sytuacja i następna nie będzie okupiona takimi wyrzeczeniami;)

  • Guesswhatpl

    Odwieczny dylemat: coś kosztem czegoś, ale dzięki temu możesz pochwalić się napisaną książką, zrealizowanym projektem, czy udanym wyjazdem służbowym. Nie jesteśmy z żelaza, a doba nie trwa 112 godzin, jesteśmy tylko ludźmi i trzeba o tym pamiętać. Nie trzeba rezygnować ze wszystkiego, realizując jakieś „zadanie”. W przeciwnym wypadku sami możemy wpaść w pułapkę – zmęczenia, braku energii, czy nawet zaniku weny twórczej 😉 Pomimo całej powyższej dygresji, gratuluję książki!

    • Dziękuję! Też uważam, że nie trzeba a nawet nie wolno rezygnować z wszystkiego! Wypalenie gotowe i frustracja na deser. jednak ze względu na szybki termin i to, co się podziało w moim życiu, musiałam zacisnąć pasa, żeby zdążyć;) Wierze, że przy drugiej będzie łatwiej;) Pozdrawiam!

  • Magdalena Palmowska

    Ogromny szacunek za pisanie w trudnych warunkach! 🙂 Chętnie przeczytam Twoją książkę <3

  • Marzena, szacun i gratulacje, bo ja mam zawalony projekt pt. książka od prawie roku. Wiem, jestem idiotką, bo taka propozycja drugi raz może się nie trafić…

    • Powiem Ci na zachętę 2 rzeczy:) 1. Chętnie kupię, przeczytam Twoją książkę:) 2. Wczoraj podpisałam umowę na drugą;) Działaj, póki możesz!

      • No właśnie brakuje mi czasu na zmobilizowanie się do tematu, a jest czasochłonny. To książka na zlecenie. No i nawet nie wiem czy wciąż aktualna. Może zrobię podejście po wakacjach, bo teraz znowu w rozjeździe.

        • Na odprężeniu lepiej się pisze:)

          • Tylko kiedy to odprężenie? Niby wakacje powinny być lightowe i poniekąd są, ale i tak nie wystarcza czasu na duże projekty. Ja się chyba muszę kiedyś z Tobą umówić, to mnie zkouczujesz 😀 BTW, Ty przypadkiem nie stacjonujesz w Łodzi?

          • haha, ja myślę, że Ty sama jesteś dla siebie najlepszym coachem:) Chciałabym mieszkać w łodzi, bo ją uwielbiam, ale niestety nie..Mam tam za to przyjaciół, jak będę – dam znać, może dasz się namówić na spotkanie:)

          • Spotkanie z Tobą bardzo chętnie. Do Łodzi czasem wpadam (jestem właśnie w niej teraz), więc jak będziesz planować tutaj wizytę daj wcześnej znać, może uda się nam zgrać 🙂