Jak zabić w dziecku pewność siebie

Written by on Sierpień 19, 2016

plac zabaw

Często bywam na placach zabaw. Mój syn pałaszuje oczami i rękami atrakcje dziecięcego świata, a ja uczę się. Tak właśnie, uczę się. Miejsca spotkań dzieci i rodziców są niezwykle kaloryczne, jeśli chodzi o ilość wrażeń, refleksji, obserwacji i zasłyszanych rozmów. Czasem są lustrem tego, jacy my dorośli jesteśmy. Jaki kierunek obraliśmy w stosunku do naszego potomstwa. Zdarza się, że po godzinie jestem zmęczona. Jestem zmęczona ilością komunikatów, jakie wyrzucane są przez rodziców. Mnie samej ciężko byłoby się bawić słysząc co chwilę: Uważaj, bo spadniesz! Tego nie dotykaj, to jest brudne! To nie Twoje! Ostrożnie, bo się pośliźniesz! To jest dla Ciebie za wysokie! Tam nie biegaj!

Po kiego grzyba…

Wyobraźmy sobie analogiczną sytuację w pracy. Obejmujemy nowe stanowisko podekscytowani zmianą obowiązków, otoczenia i tego, że ktoś w nas uwierzył, zaufał i wycenił naszą zdolność do poradzenia sobie w tej sytuacji na wystarczającą, aby nam te zadania powierzyć. Pełni zapału zabieramy się do pracy i nie zdążywszy się nawet nacieszyć widokiem nowego gabinetu słyszymy: Uważaj, bo Twój nowy zespół jest bardzo doświadczony, będą Ci wytykać każde potknięcie ( kto mówi o potknięciach?). Tego pliku nawet  nie otwieraj, zadzwoń do informatyka (jak to, wyraźnie mówiłem na rozmowie, że moja znajomość tego programu jest bardzo dobra), tym się nie zajmuj, bo tak naprawdę to nie twoja działka, to ogarnia od lat pani Basia (Basia? Może ja zrobiłbym to efektywniej, w końcu to moje obowiązki), Ostrożnie z kierownikiem ds. transportu, chytry jak nie wiem (przecież potrafię negocjować), zebranie pomogę Ci prowadzić, dla Ciebie to może być jeszcze za trudne na początek ( po kiego grzyba mnie zatrudniliście…). I co? Zapał, motywacja i radość ulotniły się z prędkością światła.

Przestrzeń dla rozwoju

W pracy na pierwszym miejscu stawiam motywację pozytywną, przestrzeń dla rozwoju i zaufanie. Jeśli komuś powierzam zadanie to znaczy, że  zakładam, że potrafi je wykonać i tak tę osobę traktuję. Podobnie rzecz ma się z młodym, rozwijającym się człowiekiem. Rzucając w niego milionami pocisków – uważaj, ostrożnie – z kasandrycznymi wizjami jego upadku, nieudolności, przekazujemy mu komunikat, że nie ufamy w to, że sobie poradzi, nie wierzymy w jego siły. Niestety magazynek takich strzelających w kolano treści jest niewyczerpany. Później są to zdania: ucz się, bo nie zdasz, czytaj więcej, bo nic dobrego Cię nie czeka w przyszłości, uważaj na niego, bo pewnie chce Cię wykorzystać, jesteś pewien, że po tym kierunku studiów utrzymasz rodzinę?

Spadkobiercy bojaźni

Jesteśmy spadkobiercami  strachu i niejeden z nas niesie na barkach samodzielne budowanie poczucia wartości już w dorosłym życiu.  Odkrywanie dopiero na studiach, że nie jest się mamałygą, nieudacznikiem, że nie, tym razem na pewno nie spadnę i żadna apokaliptyczna wizja wypadku, śmierci itp. nie grozi mi, jeśli zrobię pierwszy krok.  Nieświadomie wpluwamy do gardeł dzieci strach naszych rodziców. Karmieni bojaźnią nie wiemy, że to co nazywamy zdrowym rozsądkiem to po prostu lęk. Pakujemy go w plecaki naszych dzieci i oczekujemy, że poradzą sobie w życiu z porażkami, odrzuceniem, upadkami, silni własnym poczuciem wartości i pewnością siebie. Którą zabieramy.

Jak to zmienić?

Przekujmy troskę – bo przecież o to chodzi – w pozytywny przekaz, który uskrzydla i wzmacnia.

Co proponuję?

Zamiast:

Uważaj bo spadniesz! – Chodź, będę Cię asekurować.

Nie wchodź tam! – Jak będziesz się trzymał z dwóch stron, spokojnie dojdziesz na koniec mostku.

Ta ślizgawka jest dla Ciebie za wysoka! – Pomogę Ci tam wejść.

To nie jest karuzela dla małych dzieci! – Zobacz, tam jest karuzela dla dzieci w Twoim wieku, chodź, zobaczymy.

Ostrożnie, bo się pośliźniesz! – Zobacz, jak będziesz szedł powoli i trzymał się mojej ręki, dojdziesz bez poślizgu.

Tego nie dotykaj, to jest brudne! – Po zabawie umyjemy ręce.

Przewrócisz się! – Zapomnij o tym komunikacie:)

A jak się przewróci?

Upadki i porażki są wpisane w naszą codzienność. Warto pokazać dzieciom jak otrzepać spodnie i iść dalej. Reaguję, kiedy mój syn wbiega pod rozpędzoną huśtawkę, bo mógłby stracić zęby. Szybko go stamtąd zabieram i mówię, dlaczego to zrobiłam. Tłumaczę, by zwracać na to uwagę i pokazuję miejsce, do którego nie docierają nogi huśtającego się dziecka. Nie reaguję kiedy biega, skacze, wspina się i to się nie dzieje nad przepaścią, nad wodą, na stromych betonowych schodach. Przewraca się, kula, strzepuje piasek i biegnie dalej. Nauczyłam się, że najwięcej wypadków dzieje się przy interwencji rodziców.

Pokolenie strachu

Jesteśmy pokoleniem strachu. Wtłaczany od maleńkości dudni nam w uszach, pulsuje w żyłach, klekocze w sercu. Strach przed zdrachanym kolanem i dziurą w nowym dresie. A to przecież niemiecki od cioci bo w sklepach nic nie było. Strach przed stłuczoną butelką mleka, co z gazetą czekała pod drzwiami. Strach, że nie smakuje mi pierwszy w życiu banan, a tak ciężko go było dostać. Strach, że nie dostanę pracy. Strach przed księdzem. Strach przed miłością. Nasi rodzice ciągle się czegoś obawiali. Że czegoś nie będzie, że czegoś nie wystarczy, że powiedzą o jedno słowo za dużo.

Zdrowy rozsądek nie jest lękiem

Ej, my już tak nie musimy. Zdrowy rozsądek nie jest lękiem. Nauczmy się go i uczmy  nasze dzieci. A niech zleci ze ślizgawki w tę kupę piachu. Pewnie nawet nie zauważy i popędzi spróbować jeszcze raz. A przecież wiesz, jak w dorosłym życiu ciężko się czasem podnieść. Niech tego nie traci.


Tagged as , , , , ,



  • Staram się właśnie wspierać Synka w jego podbojach placu zabaw, gdzie często dużo starsze dzieci nie mogą biegać (chyba, że powoli), skakać, wspinać się. Synek przewraca się, przytula i leci dalej 😉

    • Marzena Kud/Fitspirit

      No i świetnie! Na pewno mu to wyjdzie na zdrowie. Swoją drogą też mam taką refleksję, że dużo starsze dzieci nie mogą robić rzeczy, które mój syn robi od dawna. Dobrze jest wyczuć moment, kiedy dziecko jest gotowe na kolejny krok i go wspierać.

  • Bardzo mądry wpis. Rodzice chcą dobrze dla swoich dzieci, ale przedobrzają. Odbierają możliwość zdobycia cennego doświadczenia…

    • Marzena Kud/Fitspirit

      Dziękuję:) Pozwalanie na bycie samodzielnym jest bardzo trudne dla rodzica. Też mam tendencję do „przedobrzania”, ale staram się nad tym panować;)

  • Uch, to ciężkie, jak się samemu całe życie słyszał: uważaj, bo spadniesz, nie przewróć się, pobrudzisz się, zejdź, jesteś dziewczynką itd. Dużo czytam i staram się być świadomym i mądrzejszym rodzicem, niż moja babcia. Mama byłą bardziej liberalna, bo sama chodziła po drzewach, ale we mnie zostało to babcine „uważaj”. W mężu chyba jeszcze bardziej, bo obydwoje rodzice i dziadkowie nadwrażliwi 😀 I kiedy nasza Zu spada z kanapy na kolana, on leci i zagaduje, pociesza, wciska czekoladkę. Ja jestem spokojniejsza, jak się przewróci, to się podniesie. I nie odwracam uwagi czekoladkami, ptaszkami, pieskami i zabawkami 🙂 Bardzo mądrze jakiś czas temu napisała na ten temat Aśka Jaskółka – „Matka tylko jedna”.

    • Marzena Kud/Fitspirit

      Tak, Aśka bardzo mądrze prawi, właśnie dzisiaj w jednej dyskusji podparłam się linkiem do jej artykułu o bezstresowym wychowaniu:) I masz rację, to ciężkie, mnie też się nie raz wyrwie „uważaj”, ale staram się kontrolować, no i mam Męża, który takich komunikatów praktycznie nie używa;) I to też jest ciekawe, że zawsze przy nim syn nabywa nowych umiejętności. Myślę, że właśnie dlatego, że mu pozwala, nie boi się jego samodzielności i nie zaraża lękiem, który nam matkom częściej towarzyszy.

  • Sam czasami tak mówię:) No cóż aby zmienić sposób mówienia trzeba sporo pracy nad sobą.

    • Marzena Kud/Fitspirit

      Trzeba, sama wciąż nad tym pracuję. Najważniejsze, że jest refleksja, że można coś poprawić:)

  • Ja też czasem łapię się na tym, że zaczynam do córki wołac „uważaj, ostrożnie bo spadniesz!” ale od razu się poprawiam i mówie jej, że da radę, żeby próbowała. Dobrze, że mój mąż jest mniej bojaźliwy i nasza córka może dzięki temu i tak wszędzie wejdzie i niczego się nie boi.
    Ale to straszne, że tak na prawdę nigdy namto nie mija, nawet kiedy dzieci dorosną. Pamiętam jak wyprowadzałam się na studia i na początku pomieszkiwałam u starszej cioci zanim znalazłam coś samodzielnego, to pamiętam ciątki mówiącej mamie „dobrze, będzie jej pilnować”. Ja i moja mam nie wiedziałyśmy czy się śmiac czy płakać. No tak, miałam 19 lat, ale trzeba było mnie pilnowac, żebym zjadła obiad i nie wróciła za późno do domu 😉

    • Marzena Kud/Fitspirit

      Mój Mąż też jest głównym inicjatorem najbardziej rozwijającym zabaw;p zresztą za każdym razem kiedy znikam, mój syn nabywa nową umiejętność. To nic, że parę siniaków też;p

  • Staram się nie podcinać synowi skrzydeł, choć czasem łapię się na zakazanych tekstach, to jednak staram się dawać mu dużo wolności

    • Marzena Kud

      Też się staram, ale czasem/często mówię to czego nie chcę, jednak te matczyne zapędy do nadopiekuńczości są silne;) Pozdrawiam!

  • W sumie to jest oczywiste jednak wielu postępuje zupełnie na odwrót. Ja np. mam lęk wysokości i teraz sobie przypominam słowa, które pamiętam do tej pory „uważaj bo spadniesz” to ma sens!!

    • Marzena Kud

      Ja mam tak z ciemnością i też to ma swoje uzasadnienie w komunikacji, jaką do mnie kierowano w dzieciństwie. Pozdrawiam!

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Bardzo mądry tekst – i spadł mi dosłownie z nieba, bo sama właśnie w ten sposób byłam przez rodziców (a zwłaszcza mamę) wychowywana (czytaj: trzymana pod kloszem, izolowana od wszelkich rzekomych zagrożeń czy niebezpieczeństw). Dopiero na etapie nastoletniego buntu zaczęłam żyć bardziej po swojemu – ale bagaż z dzieciństwa został i czasami mam wrażenie, ze tkwi we mnie aż do dziś. Nadal bardzo wielu rzeczy się boję – i często zamiast motywować się do jakiegoś działania roztaczam w głowie sto tysięcy czarnych, pesymistycznych scenariuszy (niejeden raz dochodzę do wniosku : „i tak się nie uda – więc po co próbować?”) Mam tego świadomość i staram się zwalczyć tego typu zachowania w stosunku do własnego dziecka – lecz do ideału jeszcze mi trochę brakuje.

    • Wielu z nas tak było wychowywanych i niestety mamy wdrukowane w podświadomość opinie innych o świecie i nas samych. Jeśli masz tego świadomość to już jesteś na wygranej drodze. A jak Ci się taka sabotująca myśl pojawi – pomyśl i czymś przyjemnym i lekkim. I nie przejmuj się, że to wciąż się pojawia – Twoja siła w tym, że to rozpoznajesz:) Powodzenia!

  • Hmmm… Mam w domu baardzo zdolnego i mądrego (wiem, że większość rodziców tak twierdzi) Siedmiolatka. Ale brak w nim wiary w siebie, na co zwrociła mi uwagę jego wychowawczyni. Od dwóch lat chodzi na klub taneczny. Nie jest jakoś specjalnie uzdolniony w tym kierunku, ale sprawia mu to wiele radości. Ostatnio zakomunikował, że nie będzie już dłużej tam chodził, bo w tym sezonie nie dostał nagrody (co zajęcia ktoś dostaje naklejkę za lepsze zachowanie itd). Trochę mi tego szkoda, bo jak sam twierdzi lubi te zajęcia… Nie pomagają moje pochwały. On wiedzi, że jest do bani, bo pani go nie docenia. Mam nadzieję, że jednak zmieni jeszcze zdanie…

  • Świetnie napisane !!! Nie podcinajmy dzieciom skrzydeł, bądźmy za to wiatrem, który wieje w ich żagle !!! Pozdrowienia świąteczne